Bez kategorii

Episode: #192: [PRZEDPREMIEROWO] „Jestem niebezpieczna. I czasami kłamię.” czyli o zaskakującym thrillerze autorstwa Alice Feeney.

czasami-klamie-b-iext51105631

Autor: Alice Feeney.

Tytuł: ” Czasami Kłamię”.

Liczba stron: 350.

Wydawnictwo: W.A.B

Data premiery: 25.10.2017

„Nazywam się Amber Reynolds. Powinniście wiedzieć o mnie trzy rzeczy.

  1. Jestem w śpiączce.
  2. Mój mąż już mnie nie kocha.
  3. Czasami kłamię. „

 

Amber jest prezenterką radiową. Nie może narzekać na brak pieniędzy i na pierwszy rzut oka wydaje się, że wszystko w jej życiu układa się idealnie. Jednak to tylko złudzenie. Amber jest w śpiączce. Słyszy wszystko, co się wokół niej dzieje i co gorsza, nic nie może z tym zrobić. A jak to się stało, że trafiła do szpitala i to w tak ciężkim stanie? Miała wypadek. Nie wyglądał on na przypadkowy. A kto za nim stał? Teorii jest wiele. Zawistna koleżanka z pracy, mąż, który już jej nie kocha, jej własna nieuwaga… Podejrzanych wielu, a rozwiązanie zagadki tym trudniejsze, że Amber czasem nie potrafi odróżnić, co jest faktem a co wytworem jej wyobraźni.

„Jestem niebezpieczna.” Oj, tak. To zdanie odzwierciedla kim jest nasza główna bohaterka. Ale czy na pewno? Może to kolejne kłamstwo, które ma na celu zmylenie czytelnika? Tego już będziecie musieli się dowiedzieć, sięgając po tę niesamowicie wciągającą i przewrotną historię.

Gdy poznajemy główną bohaterkę, wszystko wydaje się jasne. Jej historia to klasyczna zawiedziona mężatka, której mąż postanowił sobie ułożyć życie inaczej, unika jej, pewnie zdradza. Ot, taka typowa historia. Lecz gdy zaczynamy wgłębiać się w nią co raz bardziej, zauważamy, że wszystko nie jest takie czarne i białe…

Autorka zaserwowała mi niezły rollercoaster domysłów i zwrotów akcji. Dawno nie czytałam książki, która zaskoczyłaby mnie w tak wielu momentach i którą musiałabym ponownie czytać, by wyłapać kłamstwa i zwody bohaterki.

Thriller, sensacja i kryminał podsycony dawką psychologicznej zabawy, sprawi, że nie będziecie mogli się oderwać od tej książki. Mnie pochłonęła bez reszty a zakończenie pozostawiło mętlik w głowie.

Pierwsze skojarzenie, jakie przyszło mi do głowy po przeczytaniu tej książki, to film „Incepcja”. Trzeba ją przeczytać przynajmniej dwa razy, by połapać się w zawiłościach fabuły. Jak dla mnie, to doskonała pozycja dla wszystkich, którzy lubią nietuzinkowe historie i autorów, serwujących emocjonalne koktajle. Jeśli nie przeszkadzają wam skoki adrenaliny, to polecam gorąco.

Premiera już 25.10.2017.

Z czytelniczym adieu,

Meg.

 

Reklamy
Bez kategorii

Episode #191 : ” Dlaczego? A dlaczego nie? Te dwa pytania podsumowują naszą obecną sytuację- najpierw wielkie DLACZEGO a potem, dlaczego nie?” – czyli kilka słów o „Młodym Świecie” Chrisa Weitza.

ChW_TYW_intext01

Tytuł: ” Młody Świat”

Autor: Chris Weitz

Wydawnictwo: Insignis

Liczba stron: 356

Gdyby mi ktoś kiedyś powiedział, że będę czytała książki z gatunku post-apo lub dystopii to bym go wyśmiała gromkim śmiechem. Jakoś nigdy nie przepadałam tego typu historii ale gdy pewnego razu na studiach miałam okazję przeczytać i przeanalizować dokładnie „Władcę Much” Williama Goldinga, zmieniłam zdanie. Dzięki tej książce otworzyłam się bardziej na fantastykę i historie rodem z najgorszych koszmarów. W sumie to studia zaszczepiły we mnie zainteresowanie wszelkiego rodzaju zagadnieniami, związanymi z post-apo i dystopią. Stąd też czytanie „Młodego Świata” nie wywołało u mnie konwulsji.

Wspomniana książka jest natomiast jedną z tych, do których na pewno jeszcze kiedyś wrócę. Historia opowiedziana jest z perspektywy dwójki głównych bohaterów: Jeffersona i Donny. To oni wprowadzają nas w swój świat – bez dorosłych i dzieci. Pełen młodych ludzi, w których buzują hormony i są nie do końca stabilni emocjonalnie. W Czasie Przed nie obchodziło ich, co będą jedli kolejnego dnia i czy uda im się go w ogóle dożyć. W tych realiach, priorytetami było przeżycie i zdobycie pożywienia. Niemal jak ludzie pierwotni. W głowach tych młodych ludzi pojawia się też inne istotne pytanie – skąd wziął się wirus, który zgładził dzieci i dorosłych a także jak to się stało, że tak szybko się rozprzestrzenił?

Autor inspirował się wieloma książkami i filmami. Można to wyczuć niemal na każdej stronie. Jego świat jest bardzo plastyczny, choć gdy jest opisywany z dwóch perspektyw wydaje się być niepełny i zagmatwany. Fabuła, jako taka, toczy się sprawnie i bohaterowie, pojawiający się w poszczególnych momentach, nadają jej nowy ton, nie wytrącając czytelnika z rytmu.

Podobał mi się sposób prowadzenia narracji przez autora. Pomimo, że w pierwszej osobie, to jednak miało to wiele ze scenariusza filmowego. Co też nadawało całemu tekstowi pewnego rodzaju oryginalności.

Jedyną wadą tej książki była jej przewidywalność. Mniej więcej w połowie, wiedziałam już jakie będzie zakończenie. Lecz to nie zepsuło mi przyjemności czytania. Jest to książka skierowana do młodzieży. I jestem przekonana, że spora większość będzie nią zachwycona. Bo jest w niej wszystko to, co powinna mieć tego typu historia. Wartką akcję, bohaterów, z którymi można się utożsamić i rozterki, jakie targają młodymi ludźmi. Polecam, jeśli macie ochotę na jakąś lżejszą lekturę. Historia jest opowiedziana w taki sposób, że nawet dorośli znajdą tutaj coś dla siebie.

Mam nadzieję, że tom drugi, będzie jeszcze lepszy. Czekam na niego niecierpliwie.

 

A co Wy myślicie o „Młodym Świecie”? Czytaliście? Zamierzacie czytać?

Podzielcie się opiniami w komentarzach!

A tymczasem, do następnej notki!

Adieu,

Meg.

Bez kategorii

Episode #190: ” O przyszłości, która wcale nie jest tak kolorowa – czyli o nowej książce Rafała Kosika – „Różaniec”

Rozaniec front 500_new

Tytuł: „Różaniec”

Autor: Rafał Kosik

Wydawnictwo: Powergraph

Liczba stron: 501

„Przeczucie powinno mu podpowiedzieć, że jest już po tamtej stronie. Ale on nie miał przeczuć, jego przodkowie tłumili je od niepamiętnych czasów.”

Przyszłość. Bardzo niedaleka przyszłość. Warszawa – miasto które żyje po swojemu w stricte zorganizowanym systemie. Tutaj pojęcie winy i sprawiedliwości jest względne. Zależy co komu i jak pasuje. Miasto-enklawa, kontrolowane przez Nadzór, Prowokację i Eliminację, zdani na łaskę bądź niełaskę wszechmocnej g.A.I.a, o której nie wiadomo, czym naprawdę jest. Ona decyduje o życiu i troszczy się o dobro ludzkości. A przynajmniej tak się wszystkim wydaje. Jeden człowiek buntuje się przeciw niej. Bo chce ratować nie siebie. A swoje dziecko.

Jeśli wrzucilibyśmy „Łowcę Androidów”, „1984” i „Equilibrium” do miksera i włączyli na pełne obroty a potem okrasili to jeszcze dozą nieograniczonej wyobraźni  autora, to otrzymamy właśnie „Różaniec” Rafała Kosika, który w jakiś dziwny sposób przemówił do tych części mojego czytelniczego „ja”, o których nawet nie wiedziałam. Science fiction nigdy nie należało do moich ulubionych gatunków, zwłaszcza jeśli chodzi o formę pisaną, lecz od jakiegoś czasu zaczynam się co raz bardziej przekonywać właśnie do tego gatunku. Głównie jest to spowodowane przez duże ilości opowiadań i książek, które trafiają w moje ręce czy to przez przypadek czy to dzięki dobrym duszom. To właśnie one są odpowiedzialne za moje rosnące zainteresowanie sci-fi.

Rafała Kosika znałam już wcześniej z jego serii dla dzieci i młodzieży. A także z felietonów w „Nowej Fantastyce”. Dlatego przeczytanie jego najnowszej powieści było dla mnie przyjemnością, choć muszę przyznać że „Różaniec” dał mi trochę do myślenia. Tak, jak wspominałam, kojarzy mi się z klasykami gatunku i ma w sobie wszystkie te cechy, które powinna mieć dobra fantastyka naukowa.

Nie mogę też nie wspomnieć o pięknie wykreowanym świecie, który przeraża, zachwyca i zastanawia. Po lekturze po raz kolejny możemy sobie zadać pytanie, dokąd zmierza ludzkość i czy rozwój technologiczny jest faktycznie błogosławieństwem, czy raczej sposobem na ucieczkę od interakcji społecznych…

Poza warstwą fantastyczną, są tutaj też poruszone bardzo ludzkie kwestie, jak ojcostwo, dbanie o rodzinę, problemy małżeńskie i zwyczajne, międzyludzkie. Dla mnie, ” Różaniec” jest książką nietuzinkową. Nie jest to lektura lekka, ale na pewno warta przeczytania, nawet jeśli science-fiction to nie do końca gatunek, który lubicie.

Czytaliście? Jeśli tak, podzielcie się opiniami w komentarzu! ( bez spojlerów, of course).

A tymczasem, borem lasem, do następnego,

Meg.

 

Bez kategorii

Episode #189 : „Jeśli zamierzasz zostać złodziejem, zacznij od przyswojenia zasady, że nie istniejesz.” czyli kilka słów o thrillerze rodem z Afryki

okladka_MIASTO_SWIETYCH_I_ZLODZIEI_front

Autor: Natalie C. Anderson.

Tytuł: ” Miasto świętych i złodziei”

Liczba stron: 463.

Wydawnictwo: Initium.

Data premiery: 27.09.2017.

W mieście Sangui mieszka Christina, która wraz z matką uciekła z opętanego wojną Konga do Kenii, gdzie obie miały nadzieję zacząć nowe życie. Pewnego dnia, ich drogi przecinają się z Rolandem Greyhillem – najbardziej wpływowym biznesmenem w mieście. Matka dziewczyny zatrudnia się u niego, jako pomoc domowa. Tina nie podziela entuzjazmu swojej rodzicielki z powodu pracy w tak szanowanym domu. I wkrótce dowiaduje się, że cała fortuna Greyhillów została zbudowana na korupcji i działalności przestępczej. Gdy jej matka zostaje znaleziona w gabinecie jej pracodawcy, Tina nie ma wątpliwości, kto był sprawcą tej zbrodni i postanawia się zemścić. Przez kolejne cztery lata, dziewczyna jest złodziejką i najemnikiem dla lokalnego gangu zwanego Goondan. To dzięki tej pracy, wraca do posiadłości Greyhillów, gdzie będzie mogła wreszcie ziścić swój plan. Lecz nie wszystko idzie tak, jak sobie to zaplanowała. Dawno zabliźnione rany, znów się otwierają a dawne przyjaźnie doprowadzają do niespodziewanych wydarzeń, które mogą kosztować Tinę jej życie… A tajemnice, jakie odkrywa stają się dla niej niemal nie do zniesienia.

Thriller, który trzyma w napięciu od pierwsze strony do ostatniej. Cudowna główna bohaterka, która sprawiła, że poczułam się jak uczestnik wszystkiego, co się w okół niej działo i niesamowity klimat kenijskiego miasta, gdzieś w sercu Afryki. Zawsze lubiłam historie, umieszczane w Afryce lub gdzieś na Bliskim lub Dalekim Wschodzie. Nie w typowych miejscach, a właśnie takich bardziej egzotycznych. Dzięki temu, oczami wyobraźni, widziałam ludzi, krajobrazy, słyszałam gwar miasta i  odczuwałam lęk głównej bohaterki, gdy na każdym kroku czyhało na nią niebezpieczeństwo. Dawno nie czytałam tak zręcznie napisanej powieści sensacyjnej. Narracja jest prowadzona co prawda w pierwszej osobie, jednak to jakoś szczególnie mi nie przeszkadzało. Ostatnio wiele książek, które czytam są pisane właśnie w tej formie i dzięki temu bardziej wczuwam się w losy bohaterów.

Podobał mi się zastosowany w książce język suahili i elementu slangu zwanego sheng. Nadało fajnego charakteru całej opowieści i też można było sobie wyobrazić, że wydarzenia, które miały miejsce w powieści, mogły zdarzyć się na prawdę. Dużym plusem jest też wartka akcja i ciekawe postaci, które pozostają w pamięci na dłużej. Rzadko zdarza mi się książki dwa razy, ale tej nie mogłam się oprzeć. Mimo, iż czuć w niej duże wpływy młodzieżowego stylu pisania, charakterystycznego dla nurtu young adult, to i tak nie ujmowało to całości dzieła. Autorka starała się też wpleść pewne wydarzenia, które faktycznie miały miejsce w Kenii. Dlatego czytając tę powieść, miałam wrażenie, że czytam relację mieszkańca tego regionu a nie fikcję literacką.

Podsumowując, polecam na długie, jesienne wieczory. Książkę czyta się szybko i jeśli lubicie Larsona czy Gillian Flynn, to na pewno „Miasto świętych i złodziei” powinno znaleźć się na Waszej czytelniczej liście.

A za możliwość zapoznania się z tą fascynującą powieścią, dziękuję Wydawnictwu Initium.

Z czytelniczym pozdrowieniem,

Meg.

Bez kategorii

Episode #188 : ” Każdy ma jakąś obsesję, lecz nie każdy potrafi się do niej przyznać.” czyli słów kilka o nowej powieści Katarzyny Bereniki Miszczuk.

obsesja

Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk.

Tytuł : „Obsesja”

Wydawnictwo: W.A.B

Data premiery: 27.09.2017.

 

” Ten dzień nie zaczął się dobrze. Chyba żaden dzień nie może być dobry, jeśli rozpoczyna się od wstania lewą nogą prosto w zwymiotowany przez swojego kota „kłaczek”.”

Po rozwodzie, Joanna Skoczek przenosi się do Warszawy, gdzie odbywa rezydenturę w Szpitalu Wschodnim. Niby nic nadzwyczajnego. Ponure korytarze psychiatrii, na których co chwila słychać jęki i szemrania nie są dla niej niczym nadzwyczajnym. Pewnego dnia, spokojny rytm jej pracy zostaje zakłócony przez tajemnicze listy, które wskazują na to, że ktoś ewidentnie się w niej zakochał… Albo po prostu popadł w paranoję… A także przez trupa, którego znaleziono w zapyziałej, szpitalnej piwnicy. Powrócił morderca kobiet, poszukiwany przez policję od trzech miesięcy. Ale kim on jest? Jakie tajemnice kryją się za szpitalnymi murami i co z tym wszystkim ma wspólnego dawny znajomy Joanny?

Tego wszystkiego dowiecie się z najnowszej powieści Katarzyny Bereniki Miszczuk, która niczym wir wciąga nas w zwyczajne życie szpitala, ukazując je w całej, niechlubnej okazałości. Autorka w zabawny, bardzo trafny i ironiczny sposób prowadzi czytelnika przez swoją historię w taki sposób, by miał wrażenie, że uczestniczy w tym, co się dzieje w danym momencie. Jest to bardzo fajny zabieg, który mi osobiście przypadł do gustu. Książkę czytało mi się naprawdę świetnie i jestem mile przez nią zaskoczona. Choć historia sama w sobie nie była jakaś szczególnie oryginalna i przyznaję trochę się nudziłam w kilku miejscach, jednak nie zmienia to faktu, że całościowo było super. Jak na pierwsze spotkanie z tą autorką, jestem zadowolona z efektu i pewnie jeszcze nie raz sięgnę po jej twórczość. Przemówił do mnie bardzo lekki styl i humor, jaki autorka wplatała do całej historii. To nadawało jej swoistego uroku, co też przemawia na plus. I bardzo, ale to bardzo przypadła mi do gustu zarówno główna bohaterka, jak i jej kolega po fachu Marek, który swoim humorem i czasem dziwnym zachowaniami, sprawiał, że chciałabym go lepiej poznać. Książka kończy się pewnego rodzaju niedopowiedzeniem, jakby została niedomknięta. Cóż, pozostaje mi zatem czekać na kolejne przygody doktor Skoczek. Ciekawa jestem, co tym razem się jej przytrafi i czy znów uda mi się odgadnąć mniej więcej w połowie książki, kto jaką rolę odgrywa w tym całym „zamieszaniu” zwanym powieścią.

Jest to na pewno powieść dla wszystkich, którzy lubią historie obyczajowe połączone z wątkami kryminalnymi i medycznymi. Autorka wyjątkowo sprawie obraca się w temacie, co nadaje jej bohaterom autentyczności. Czy polecam? Owszem, choć nie jest to typ literatury, który lubię, ale od czasu do czasu potrzebuję takich zmian, by „odświeżyć” głowę. A twórczość Katarzyny Bereniki Miszczuk jest na pewno dobrym na to sposobem.

Za możliwość zapoznania się z książką, dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

A Wy czytaliście już „Obsesję”? Jeśli tak, podzielcie się wrażeniami! Jeśli nie, to zachęcam do przeczytania.

Z czytelniczym adieu,

Meg.

Bez kategorii

Episode #187 : Jubileuszowa „Nowa Fantastyka” czyli garść dobroci na październik.

NFpazdziernik

Tytuł : „Nowa Fantastyka”

Format: Miesięcznik.

Liczba stron: 78

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka.

Data premiery: 22.09.2017

Dziś, na dobry początek tygodnia, przychodzę do Was ze świeżutkim numerem „Nowej Fantastyki”, która kończy w październiku 35 lat. Zanim przejdę do mojej opinii o jubileuszowym numerze, pozwolę sobie złożyć życzenia redakcji. Kolejnej 35. albo i więcej! Dobrych tekstów i fajnych ludzi do tworzenia atmosfery, co by się wszystkim dobrze pracowało. Najlepszego! 🙂

Dobra, dość tych życzeń, czas na konkrety.

Jak zwykle, zespół redaktorski mnie nie zawiódł pod żadnym względem. Zacznę może od ciekawego artykułu Marka Starosty, który w bardzo trafny sposób opisał niedawną „burzę”, jaką w środowisku naukowym wywołało testowanie przez Facebooka programów do negocjacji, które były w stanie w bardzo autentyczny sposób ze sobą dyskutować. To też wywołało pewnego rodzaju niepokój w środowisku naukowym, gdyż rozwój tak zwanej „sztucznej inteligencji” może zagrozić całej naszej cywilizacji. ( I to wcale nie są jakieś wymysły twórców science-fiction, tylko autentyczne postulaty naukowców o wstrzymanie prac nad rozwojem sztucznej inteligencji). Jedank redaktor Starosta nas uspokaja, że jeszcze wiele lat nam zajmie zanim nastanie ta „apokalipsa” także możemy spać spokojnie.  A także opowiedział o „kosmicznej kuchni”, która szturmem wkrada się do menu „zwykłych zjadaczy chleba”. Przy artykule, znajdziecie też przepis na Gagh. Smacznego! 🙂

Nie mogę też nie wspomnieć o obszernym artykule Krzysztofa Sokołowskiego na temat opowiadań Harlana Ellisona, które również w tym numerze „NF” się pojawiły. Autor wyjaśnia nam, kim był jeden z najbardziej ikonicznych twórców współczesnej popkultury. Nie jest on zbyt dobrze znany w Polsce, lecz myślę, że po lekturze artykułu i zawartych w numerze opowiadań, szybko zyska sobie wielu zwolenników.

Bardzo ciekawy wywiad z Robin Hobb, która opowiadała w nim o swoich inspiracjach oraz planach twórczych, również przykuje Waszą uwagę. Nawet jeśli nie znacie tej autorki, to na pewno dowiecie się kilku ciekawych rzeczy na temat pracy pisarza.

A skoro już o pracy pisarza mowa, polecam dział : rady dla piszących, w których to pojawił się ciekawy felieton Wojciecha Chmielarza o tym, jak napisać fantastyczny kryminał i czym powinien się kierować młody twórca, próbując się w tym dość trudnym crossie.

W numerze znajdziecie też obszerny tekst na temat drugiego tomu naprawdę świetnej powieści chińskiego pisarza Cixin Liu – „Ciemny Las”. Jeśli nie mieliście jeszcze styczności z tym twórcą, szczerze polecam. Kawał świetnego science-fiction.

I oczywiście w dziale opowiadań, nie mogło zabraknąć kilku perełek od Harlana Ellisona, które mnie zachwyciły, przeraziły i dały do myślenia. A rzadko się zdarza, by coś trafiło do mnie od tak, po prostu. A Ellison to zrobił, zwłaszcza opowiadaniem „Złudzenie Smokobójcy”. Z polskich twórców, szczególnie przypadł mi do gustu tekst Jakuba Nowaka pod tytułem ” Ballada o memie i jego zabójcy”. Podobał mi się przede wszystkim język, jakim autor się posługiwał i naprawdę chylę czoła przed jego niespętaną wyobraźnią. Świetny tekst, który zapada w pamięć.

Jak co miesiąc, polecam. Jeśli macie ochotę na dawkę dobrej fantastyki i publicystyki okołofantastycznej, to nie pozostaje Wam nic innego, jak udać się do najbliższego punktu sprzedaży prasy i nabyć nowy numer „Nowej Fantastyki”.

Z czytelniczym adieu,

Meg.

Bez kategorii

Episode #186 : Przewodnik konwentowy, czyli co, gdzie i kiedy.

Uszanowanko, dzień dobry, moi drodzy!

Dziś przychodzę do Was z garścią informacji konwentowo-targowych. Z racji tego, że wybieram się na kilka takich spotkań, postanowiłam też zrobić dla Was małą rozpiskę tego, co nas czeka tej jesieni. Gotowi? To zaczynamy!

 

22-24.09 – Copernicon- Toruń.

cperek

Jest to festiwal, skierowany do miłośników gier, filmów oraz książek i komiksów z szeroko pojętej fantastyki. Na tym wydarzeniu, będziecie mogli spotkać swoich ulubionych twórców i autorów książek, uczestniczyć w konkursach, prelekcjach oraz panelach dyskusyjnych. Cały program festiwalu znajdziecie tu : http://copernicon.pl/2017wp/

Jeśli mieszkacie w okolicy Torunia, to koniecznie się wybierzcie.

13-14.10 – Starforce- Zlot Miłośników Gwiezdnych Wojen- Toruń. starforce

StarForce to ogólnopolski zlot miłośników Gwiezdnych Wojen odbywający się od 2009 roku w dwóch miastach wojewódzkich w Toruniu i Bydgoszczy. Więc jeśli jesteście fanami odległych galaktyk, to zapraszam na to świetne wydarzenie. Jest to wyjątkowa okazja by zapoznać się z działalnością grup kostiumowych, zobaczenia modeli oraz replik z filmów i posłuchania bardzo fajnych prelekcji. Wieczorem zwykle odbywa się widowiskowy pokaz walk na miecze świetlne! Zlot odbywa się w sobotę, więc jeśli tylko możecie, pakujcie się w samochód, pociąg, autobus i przybywajcie! Tu możecie znaleźć pełny program zlotu i wszystkich atrakcji: http://www.starforce.eu

26-29.10 – Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie.

targiksiazki

Jest to punkt obowiązkowy dla wszystkich moli książkowych, którzy chcą spotkać się ze swoimi ulubionymi autorami, chcą być na bieżąco z nowościami wydawniczymi i mają ochotę pościskać się w zatłoczonych salach, to zapraszam. Jest to wydarzenie, które na pewno warto choć raz w życiu odwiedzić a odbywa się ono już po raz 21.  Więcej informacji znajdziecie tu: http://ksiazka.krakow.pl

Falkon

3-5.11 – Lublin – Falkon

Jeden z najstarszych konwentów, jakie odbywają się regularnie w naszym kraju. Jak to bywa na takich imprezach, tak i tutaj możecie popisać się swoimi zdolnościami w tworzeniu stroi, spotkać ulubionych pisarzy i twórców, wziąć udział w prelekcjach, panelach dyskusyjnych i turniejach gier z prądem i bez. Możecie się zmierzyć z mistrzami e-sportów i sami spróbować w tej dziedzinie. Zaintrygowani? Więcej informacji o konwencie, znajdziecie tu: http://falkon.co/o-falkonie/

wcc

24-26.11 – Warszawa – Warsaw Comic Con.

Jest to już druga edycja bardzo popularnej na zachodzie formy konwentu, czyli Comic Con, który w swoim pierwotnym zamierzeniu, miał być świętem fanów komiksów. Jednak szybko zmieniło się w wydarzenie kulturalne, na które zapraszani są nie tylko znani twórcy komiksów, ale przede wszystkim gwiazdy seriali, filmów i autorzy książek (choć tych też nie ma zbyt wielu). Jeśli macie ochotę zobaczyć, jak wygląda wersja made in Poland tego wydarzenia, to zapraszam na ich stronę po szczegóły: http://warsawcomiccon.pl/

To, co? Widzimy się? 😉

Z konwentowym adieu,

Meg.