Bez kategorii

Episode #168 : Nowy miesiąc, czyli czas na kolejną dawkę świeżutkiej fantastyki. „Nowa Fantastyka 07/2017” .

Fantastyka

Tytuł: „Nowa Fantastyka”

Format: Miesięcznik.

Numer: 07/2017.

Liczba stron: 78

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka.

Jak co miesiąc, tak i w tym, przychodzę do Was z jeszcze cieplutkim numerem ” Nowej Fantastyki”, w której to znajdziecie bardzo dużo dobrego sci-fi. Ten numer obfituje w wiele tekstów o tematyce czysto fantastyczno-naukowej z naciskiem na horror. Dużo miejsca też poświęcono filmom, co jest wręcz miodem na moje serce. Skoro już o tym mowa, to zachęcam do zapoznania się z wnikliwym tekstem Radosława Pisula na temat jednego z moich ulubionych komiksów poza głównymi nurtami jak DC czy Marvel, czyli o „Valerianie”. Luc Besson postanowił wrócić do swoich korzeni, czyli do space opery i zrobił film na podstawie komiksu, którego akcja rozgrywa się gdzieś w odległej galaktyce. Czy udało mu się zrobić arcydzieło? Tego nie wiem, przekonam się dopiero jak je zobaczę. Ale sądząc po trailerze, będzie ogień. Dlatego nie mogę się doczekać na premierę. W tym numerze znajdziecie też bardzo fajny wywiad z autorką serii ” The Bone Season”, czyli z Samanthą Shanon, która opowiada trochę o swojej fascynacji dystopiami i jak owe dystopie wpływają na otaczającą nas rzeczywistość. Tekst godny uwagi. Polecam też bardzo fajny tekst Jerzego Rzymowskiego o serialu „Sense8”, który bije rekordy popularności ale zapowiada się, że nie powstaną kolejne sezony, gdyż tworzenie tego serialu jest zbyt drogie. Szerzej na ten temat możecie poczytać w artykule. Bardzo kosmicznie „straszy” nas też Marcin Waincetel w swoim artykule o kosmicznych kataklizmach. Jeśli chodzi o opowiadania, to moją uwagę przykuły „Zapach Królowej” oraz „Pogoda dla Zduchaczy”. Dwa zupełnie różne tematycznie od siebie opowiadania, jednak mające w sobie coś fajnego, co sprawiło, że czytało mi się je z wyjątkową przyjemnością.

Kontynuacja tekstu Macieja Parowskiego o awangardzie i fantastyce zasługuje na uwagę, zwłaszcza jeśli jesteście ciekawi jak te dwa z pozoru różne nurty się łączą i przenikają. Poza tym, w numerze mnóstwo naprawdę świetnych książek, między innymi „Wrota Obelisków” N.K Jemesin czy recenzja „Wonder Woman”, która okazała się być pierwszym, dobrym filmem z uniwersum DC.

No i to by było na tyle. Od piątku, „Nowa Fantastyka” dostępna w Waszych kioskach, dlatego zachęcam Was do sięgnięcia po dawkę dobrej lektury na lato. Jeśli nie chcecie tachać ze sobą książek, gazeta idealnie zmieści się do torby plażowej. 😉

Z czytelniczym pozdrowieniem,

Meg.

 

Bez kategorii

Episode #167 : „Mary, strachy i dreszcze” czyli o dwóch klasycznych powieściach grozy w nowej odsłonie – „Frankenstein” Mary Shelley i „Egzorcysta” Williama Petera Blatty.

Witajcie!

Jeśli śledzicie mojego bloga, to zapewne wiecie, że jednym z moich ulubionych gatunków literackich jest horror. I to nie taki z apokalipsą zombie w tle. Nie. Prawdziwy, klasyczny horror, który wchodzi pod skórę i sprawia, że boimy się zasnąć w nocy. Jest bardzo niewiele książek, które dziś dają taki efekt. Nawet te, które uznaje się za „klasykę”, często trącają przewidywalnością albo są już tak „zmęczone” przez przemysł filmowy, że nawet nie mamy ochoty do nich wracać. Tak może być na przykład w przypadku „Drakuli” Brama Stokera, który miał już tak wiele wcieleń i adaptacji, że groza, którą budził, gdzieś zniknęła w natłoku hollywoodzkich wizji. Podobnie rzecz ma się z „Frankensteinem” Mary Shelley. Historia młodego naukowca, Victora Frankensteina, który tworzy człekokształtną istotę i ożywia ją za pomocą energii elektrycznej jest już kultowym obrazem grozy. Ta wizja obudziła w twórcach i naukowcach pomysł, że może faktycznie można stworzyć istotę podobną do stwora Frankensteina… Odnoszę wrażenie, że późniejsi twórcy zombie też odnieśli się do tego nowożytnego mitu, który odcisnął niewiarygodnie silne piętno na wyobraźni współczesnych twórców i wciąż zaskakuje i poraża swoją głębią. Bo to nie jest tylko historia o szalonym naukowcu, chcącym stworzyć sobie potomstwo. To też przedstawienie pewnego rodzaju matczynej miłości i oddania poprzez reakcje głównego bohatera na to, co stworzył. Pomimo, iż znałam tę historię już od dawna, to czytając ją po raz kolejny, odkryłam, że jest w niej dużo ukrytych aluzji i odniesień do zachowań społecznych i reakcji na to, co jest niewyjaśnione i nowe.

Czy poleciłabym tę lekturę? Tak. Jeśli lubicie klasyczne opowieści o potworach i marach, to na pewno nie będziecie się nudzić, czytając „Frankensteina”. Muszę też pochwalić pracę, jaką wykonał pan Maciej Płaza, opracowując całą książkę. Został zachowany w niej klimat oryginalnej powieści. W posłowiu, zostały wyjaśnione wątki, które mogły być niezrozumiałe dla czytelników a także została przedstawiona historia autorki, dzięki czemu można spojrzeć na tę powieść nieco inaczej. Moim zdaniem, jest to książka, z którą powinien zapoznać się każdy fan horroru.

frankenstein-w-iext43250247

Autor: Mary Shelley

Tytuł: „Frankenstein”

Wydawnictwo: Vesper.

Rok wydania: 2013

Liczba stron: 349.

Druga powieść, o której Wam dzisiaj opowiem, jest nieco inna. Osadzona w bardziej „realnym” świecie i, jeśli jesteście osobami wierzącymi w siły nadprzyrodzone, bardzo realistyczna. Było wiele adaptacji filmowych „Egzorcysty” oraz tak zwanych „spin-offów” od tematu. Można powiedzieć, że tak samo, jak Frankenstein, ta powieść została już tak „przemielona”, że nic nowego się tu zdarzyć nie może. A jednak może. W uzupełnionym wydaniu z okazji 40. rocznicy powstania książki, można na nowo odkryć, czym tak naprawdę jest ta historia, która przeraża nie samą tematyką a realnością, jaka się przez nią przebija. I to chyba najbardziej przemawia na korzyść tej powieści.

Historia dziewczynki, której lekarze nie potrafili pomóc, bo miała w sobie demona może się wydawać dość abstrakcyjna, jednak jestem przekonana, że po przeczytaniu książki, poczujecie lekkie ciarki. I to jest właśnie urok dawnych powieści grozy. Mają w sobie ten nieco oklepany schemat, który pozwala nam przewidzieć, co się stanie a jednocześnie sprawia, że dreszcze biegną nam po plecach i potem boimy się zasnąć. Współcześnie, jest niewiele książek, które potrafi wywołać taki efekt, przynajmniej na mnie. Dlatego tak bardzo lubię wracać do klasyków gatunku.

egzorcys

Autor: William Peter Blatty

Tytuł: „Egzorcysta”

Rok wydania: 1971 / 2011 – 40. rocznica wydania.

Wydawnictwo: Vesper.

Liczba stron: 354.

 

Za obie cudowne powieści, dziękuję Wydawnictwu Vesper.

Mam nadzieję, że zachęciłam Was do sięgnięcia po oba klasyczne utwory. Jeśli lubicie horrory, na pewno przypadną Wam do gustu. Jak wspominałam, mam dość specyficzny gust jeśli chodzi o książki i czasem podobają mi się te, które nie do końca mogą zyskać sobie fanów wśród czytelniczego grona. Ale mam nadzieję, że jednak dacie się przekonać i kto wie, może też polubicie horrory „z duszą” a nie tylko bezsensowną siekankę, gdzie leje się krew i latają części ciał.

Z czytelniczym salut!

Meg.

Bez kategorii

Episode #166 : „Siła kobiecej przyjaźni w najnowszej powieści Wandy Majer-Pietrzak „Srebrny Widelec”

srebrny

Autor: Wanda Majcher-Pietrzak

Tytuł: „Srebrny Widelec”

Wydawnictwo: Muza

Liczba stron: 317

Laura i Antonina nie mogły być bardziej do siebie nie podobne. Różniło je wszystko. Wiek, doświadczenie. Lecz obie dążą do odnalezienia swojego miejsca na ziemi. Wiedzą, że wielkie uczucia i życiowe dramaty to nie tylko scenariusze, napisane przez scenarzystów i odgrywane na teatralnych deskach. A samo życie to często pasmo rozczarowań.

Los jednak bywa przewrotny, bo gdy obie już tracą wszelką nadzieję, że spotka je coś dobrego, nieoczekiwanie wszystko się zmienia. Powraca wielka, utracona miłość, kariera rozwija się w zaskakujący sposób a starzy znajomi dostarczają coraz to nowych dowodów prawdziwej przyjaźni. Wszystko układa się pomyślnie, ale niestety przeznaczenie znów płata im figle…

Czytając najnowszą powieść Wandy Majer-Pietrzak na pewno nie można spodziewać się nudy. Historia jest prowadzona ciekawie, choć ja osobiście nie przepadam za tego typu obyczajową literaturą. Jednak postanowiłam dać jej szansę i powoli przekonuję się, że nie jest ona taka straszna. Czasem warto jest wyjść ze swojego „bunkra” i spróbować czegoś, co zupełnie nie jest w naszym stylu. Powieść „Srebrny Widelec” była kolejną obyczajowo-romantyczną historią, po którą sięgnęłam i muszę przyznać, że się nie zawiodłam. Autorka skupiła się głównie na wątku przyjaźni między dwiema głównymi bohaterkami i że takie miejsca, jak „Srebrny Widelec” mogą być początkiem nie jednej, niezwykłej historii.

Podobało mi się w jak subtelny i prosty sposób pani Wanda przedstawia swoją opowieść. Jak łatwo można zapałać sympatią do jej bohaterów a czasem nawet się trochę na nich powkurzać, gdy robią jakieś głupoty. Czy poleciłabym tę książkę? Tak. Myślę, że osoby lubiące tego typu historie na pewno nie będą zawiedzione. A i nawet ci, którzy nie specjalnie lubią obyczajówki, mogą znaleźć tutaj coś dla siebie. Jeśli brakuje Wam jakiejś lekkiej i przyjemnej lektury na weekend, to „Srebrny Widelec” na pewno powinien znaleźć się na Waszych półkach.  A dodając do tego przepiękną oprawę graficzną, na pewno będzie ona ozdobą domowej biblioteczki.

 

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Muza.

 

Bez kategorii

Episode #165: ” Wonder Woman” czyli jak DC próbuje kopiować Marvela ale coś im nie wychodzi… Nie do końca.

WonderWoman

Tytuł : „Wonder Woman”

Reżyseria: Patty Jenkins.

Rok produkcji: 2017

Seria: „Wonder Woman” na postawie scenariuszy Williama Moulton Marstona.

Występują: Gal Gadot, Chris Pine, David Thewlis, Robin Wright.

Produkcja: Universal Studios/DC.

Długo zastanawiałam się nad tym, co napisać na temat tej produkcji… Aż w końcu zebrałam się i stwierdziłam, że będę obiektywna w swojej ocenie. Zatem, zaczynajmy.

„Wonder Woman” opowiada historię dzielnej Amazonki, Diany, córki Hipolity ( Gal Gadot), która to pewnego dnia ratuje życie Amerykańskiemu pilotowi Steve’owi Trevorowi ( Chris Pine). Jego samolot rozbija się u wybrzeży rajskiej wyspy, zamieszkanej przez Amazonki. Jego pojawienie się, budzi nie małe kontrowersje wśród mieszkanek tego zakątka. Mężczyzna opowiada im o konflikcie, jaki rozgrywa się na świecie i że życie milionów niewinnych ludzi jest zagrożone. Słysząc te rewelacje, Diana postanawia wyruszyć razem z młodym pilotem do Londynu, gdzie mają odnaleźć Aresa, boga wojny i go zabić by zakończyć wszelkie wojny. Ale sprawy zaczynają się komplikować a kobieta zdaje sobie sprawę, że jej wizja ludzkości była nieco przekłamana. Mimo to, postanawia pomóc swojemu nowemu przyjacielowi. A co z tego wyniknie? Cóż, musicie iść do kina by się przekonać.

Może zacznę od tego, co mi się podobało. Przede wszystkim, motyw muzyczny Wonder Woman, który nadawał charakteru całej postaci. Pomimo, że Gal jakoś nie szczególnie mnie przekonała jako Diana, gdy po raz pierwszy ją zobaczyłam w „Batman vs. Superman”, to w tej produkcji mi się spodobała. Sama wizja tej ikonicznej postaci też przypadła mi do gustu, choć wielu krytyków zmieszało z błotem wizje producentów. Cóż, najwyraźniej ci sami krytycy nie mieli do czynienia ze współczesnymi komiksami o „Wonder Woman” tylko zapamiętali nieco seksistowski obraz tej bohaterki z lat 70.   Historia sama w sobie była spójna i klarowna. Nie miałam wrażenia, że coś mnie ominęło, jak to miało miejsce na przykład w niektórych produkcjach MCU. Film był zrobiony efektownie, choć wiele wątków trochę mi nie pasowało. Motyw Doktor Poison był okropny. I ta zmiana złych postaci pod sam koniec filmu też miała tak wiele sensu, że wcale.

Jeśli chodzi o grę aktorską, to nie mam się do czego przyczepić. Postaci były wyraźne, charyzmatyczne i na pewno zapadające w pamięć. Trochę sztywne sceny i przegadany początek można wybaczyć. Co mnie trochę drażniło, to za dużo zwolnień akcji. I dziwnych wygibasów, które składały się na styl walki Amazonek… Gdyby ta część była bardziej dynamiczna, na pewno film by na tym zyskał.

Końcowa walka była pokazem kiczu, jakiego dawno nie widziałam a zakończenie było tak oczywiste, że równie dobrze mogłam nie iść na film, by wiedzieć jak to się skończy. Ale taki już urok filmów, których tyka się Snyder… Co mocno można było zauważyć właśnie w końcowych scenach.

Jak wspomniałam na początku, trochę trudno mi ocenić ten film, bo … W sumie nie był taki zły. Poszłam na niego nie oczekując cudów, a dostałam całkiem dobrą produkcję, która bardzo podniosła poprzeczkę DCCU. Był to jeden z lepszych filmów na podstawie komiksów DC, choć nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że producenci bardzo chcieli uzyskać ten sam poziom, który czasem uzyskuje Marvel… A czy im się to udało? Cóż to już pozostawiam Wam do oceny.

Według mnie, film był nie najgorszy, dlatego mogę mu wystawić mocne 7,5/10.

Z filmowym aloha,

Meg.

Bez kategorii

Episode #164 : „Nie przeżywa najsilniejszy gatunek ani nainteligentniejszy. Przeżywa ten, który najlepiej reaguje na zmiany”, czyli słów kilka o pięknej książce „Lirogon” Ceceli Ahern.

Tytuł : „Lirogon”

lirogon

Autor: Cecelia Ahern.

Wydawnictwo: Muza

Liczba stron: 445.

Rok wydania: 2017.

” Jednym z najpiękniejszych, najbardziej niezwykłych i prawdopodobnie najbardziej inteligentnych spośród wszystkich stworzeń świata jest ten niezrównany artysta, lirogon…(…)”

W południowo-zachodniej Irlandii, głęboko w lesie mieszka samotna, młoda kobieta o imieniu Laura. Jest obdarzona niezwykłym talentem. Potrafi naśladować rozmaite dźwięki. Za sprawą zaskakującego zbiegu okoliczności Laura staje się telewizyjną celebrytką. Czy wielka miłość, która równocześnie pojawiła się w jej życiu, uchroni ją przed pułapkami i niebezpieczeństwami w bezwzględnym świecie?

Czasami musimy podjąć trudną decyzję, by coś zyskać. Laura zostawiła swoje spokojne i poukładane życie w dziczy by zakosztować smaku sławy i zobaczyć czym jest showbiznes. Ze swoją naiwnością i dziecięcą ufnością daje się porwać temu bezwzględnemu światu, w którym pieniądze są ważniejsze niż cokolwiek innego. Jednak na jej drodze pojawia się ktoś, kto sprawia, że jej życie nabiera nowego sensu.

Historia jak z Hollywoodzkiego filmu, lecz z morałem, który może nieco zaskakiwać. Cecelia Ahern w swoim genialnym stylu pokazuje nam, że nie wszystko jest takie, jakie może nam się wydawać i że czasem warto się zastanowić nad tym, czego chcemy. „Lirogon” to przepiękna historia, opowiedziana dźwiękami. Nie sądziłam, że można opisać to, co się słyszy w tak dokładny sposób, w jaki zrobiła to autorka powieści. A jednak. Tak, jak w „Pachnidle” miałam wrażenie, że czuje zapachy opisywane przez autora,tak tutaj słyszałam dźwięki opisywane w powieści. Dawno żadna autorka powieści, bądź co bądź, obyczajowych, nie oczarowała mnie swoimi historiami, jak właśnie Cecelia. Powieść podzielona jest na kilka części, w których to poznajemy poszczególne etapy życia głównej bohaterki i jak jej świat się zmienia.

Na pewno jest to książka, która zostawia w czytelniku pewnego rodzaju nostalgię i zmusza do myślenia. Nie jest to kolejny łzawy romans, który przeczytamy, popłaczemy i odłożymy na półkę. Właśnie to najbardziej urzekło mnie w twórczości Cecelii. Jej książki pozostawiają pewnego rodzaju ślad w głowie, który szybko nie znika. Szczerze polecam na ciepłe, letnie wieczory

A za książkę, serdecznie dziękuję Wydawnictwu Muza.

A skoro już o Ceceli Ahern mowa, podczas Warszawskich Targów książki miało miejsce bardzo urocze spotkanie z autorką, na którym to mieliśmy okazję zadać jej kilka pytań i porozmawiać o książkach. Na dole zamieszczam grupowe zdjęcie z tego spotkania.

24

Z weekndowym pozdrowieniem,

Meg.

Bez kategorii

Episode #163 : ” Dead men tell no tales…” czyli coś o piątej części pirackiej sagi – „Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara”.

Pirates

Tytuł: ” Pirates of the Caribbean: Dead Men Tell No Tales” / „Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara.”

Reżyseria: Joachim Ronning, Espen Sandberg

Występują: Geoffrey Rush, Johnny Depp, Javier Barden, Brenton Thwaites, Kaya Scodelario.

Premiera: 26.05.2017

Czas trwania: 129 minut.

Cześć!

Dawno nie pisałam o żadnym filmie, wiem. Nie dlatego, że nic ostatnio nie oglądałam. Po prostu doba jest za krótka by wszystko ogarnąć. Ale, ale. Nie martwcie się, w najbliższych dniach będziecie mogli też poczytać kilka filmowych recenzji. A zatem, usiądźcie wygodnie i zanurzcie się w świecie piratów!

Po raz kolejny, Disney zaprasza nas na Karaiby by przeżyć kolejną przygodę z nieokrzesanym piratem – Jackiem Sparrowem ( Johnny Depp). Tym razem, Jack musi stawić czoła okrutnemu kapitanowi Salazarowi, który nawet po śmierci nie zapomniał o swojej zemście. Gdy młody Henry Turner (Brenton Thwaites) trafia do Diabelskiego Trójkąta i dowiaduje się, że dzięki Jackowi i tajemniczej mapie może uwolnić ojca, wyrusza na jego poszukiwanie. Po drodze napotyka na kobietę-naukowca, Carinę ( Kaya Scodelario), która zostaje skazana na śmierć za uprawianie magii. Ich losy splotą się by osiągnąć wspólny cel – odnalezienie Trójzębu Posejdona i pokonaniu szalonego kapitana Salazara. Czy uda im się osiągnąć cel? Tego już musicie dowiedzieć się, idąc do kina.

Jak zwykle, dostaliśmy film napakowany efektami wizualnymi aż po same brzegi. Przepiękne scenerie, dopełnione CGI dały efekt, jaki chodziło twórcom tego dzieła. Było ono po prostu śliczne. Muzyka też nie zawiodła, gdyż nadawała tempo akcji oraz w odpowiednich momentach ją tonowała. Jeśli chodzi o grę aktorską, to bardzo podobała mi się kreacja Brentona Thwaitesa. Był bardzo naturalny w swojej roli i dobrze zgrywał się z innymi aktorami. Podobało mi się też cameo Orlando Blooma, który mimo krótkiego czasu na ekranie, zrobił to, co miał zrobić czyli wzbudzić w widzach pewnego rodzaju empatię.

I tutaj kończy się lista pochwał dla tej produkcji. Staram się być obiektywna w mojej opinii, jednak nie mogę. Film w wielu miejscach był po prostu nudny. Przez te dwie godziny z hakiem, jakie spędziłam w kinie, jakieś półtorej nie skupiałam się w ogóle na tym, co się dzieje na ekranie. Podziwiałam tylko piękne widoki i czasem moją uwagę przykuły bezsensowne dialogi. Sceny, które miały być zabawne, nie bawiły a sama postać Jacka Sparrowa była dla mnie tak płaska jak naleśnik. Nic nowego tutaj nie dało się zrobić, bo wszyscy wiedzą, jaki jest ten wiecznie pijany i nierozgarnięty pirat. I tak naprawdę, chyba nikt nie oczekiwał tutaj okazania kunsztu aktorskiego, jakim niewątpliwie dysponuje Johnny Depp. Mimo to, miałam nadzieję, że może Depp zechce coś nowego dodać do tej postaci. Lecz srogo się pomyliłam i zawiodłam. Dialogi w filmie nie miały żadnego sensu. Zarówno w tłumaczeniu, jak i w oryginale. Niby postacie o czymś rozmawiały, a tak naprawdę nie wiadomo o czym. Krótko mówiąc, nie poszłabym drugi raz na ten film nawet jakby mi ktoś zapłacił.

Podsumowując, wizualnie film to majstersztyk. Piękne efekty specjalne, muzyka idealnie dopasowana do scen, kilka „perełek” aktorskich można by tu znaleźć lecz jest ich niewiele, a cała reszta to trochę klapa. Wiem, że to film rozrywkowy ale nawet w tego typu filmach oczekuję jakiegoś poziomu, a tutaj wszystko było oparte na marce i tak naprawdę producenci nie starali się stworzyć czegoś oryginalnego a tylko powielili schemat z pozostałych części.

W mojej ocenie film otrzymuje 5/10.

A jak Wam się podobali nowi „Piraci”?

Z filmowym adieu,

Meg.

P.S A, mało nie zapomniałam. Macie tu trailer, jakbyście chcieli pooglądać najlepsze sceny z filmu 🙂

Bez kategorii

Episode #162: „Konflikt, który nie ma końca. Stary grzech i nowe objawienie” czyli o nowej powieści z uniwersum „Assassin’s Creed”- „Assassin’s Creed.Heresy” Christie Golden.

Assassins-Creed-Heresy.jpg

Autor: Christe Golden

Tytuł: „Assassin’s Creed. Heresy”.

Wydawnictwo: Insignis.

Liczba stron: 420.

Simon Hathaway, członek Wewnętrznego Sanktuarium Zakonu Templariuszy, staje na czele Działu Badań Historycznych Abstergo Industries, wnosząc do nowej pracy swoje analityczne podejście i chłodne spojrzenie. Ale Simon jest także głodny wiedzy i zafascynowany możliwością bezpośredniego doświadczenia historii poprzez wspomnienia swojego przodka, Gabriela Laxarta, który walczył ramię w ramię z legendarną Joanną D’Arc.

Kiedy zaczyna korzystać z nowego modelu Animusa, odkrywa fakty, na które nie był przygotowany. Przede wszystkim o tym, jak głęboko sięga konflikt między asasynami a templariuszami, a także wiele był gotów zrobić jego przodek dla ukochanej kobiety. Poznając dawne tajemnice, Simon musi zmierzyć się z odpowiedzią na niebezpieczne pytanie: kto tak naprawdę jest heretykiem a kto prawowiernym wyznawcą?

Seria „Assassin’s Creed” jest jedną z tych, do których bardzo lubię wracać z powodu jej różnorodności i świetnie rozbudowanego uniwersum. Zarówno w grach jak w książkach, zostajemy wrzuceni do świata współczesnych technologii, który zderza się z mistyką i spiskami, ukrywanymi przez wieki na kartach historii. Temat asasynów i templariuszy pobudzał wyobraźnię nie tylko pisarzy i filmowców ale i twórców gier. Stąd też powstała seria „Assassin’s Creed”. W tej części, Christie Golden, która jest wielokrotnie nagradzaną autorką serii książek związanych z grami, zabiera nas w podróż do czasów Joanny D’Arc. Do mrocznego i niebezpiecznego świata, który zdaje się mieć więcej tajemnic niż możemy się spodziewać, przez co w mgnieniu oka przemykamy po kolejnych rozdziałach tej historii.

Wielu fanów gier z tej serii, może stwierdzić, że te książki są tylko powieleniem tego, co już zostało powiedziane. Ja twierdzę, że jest to bardzo świeże spojrzenie na tę historię i każdą książkę czyta się z wielką przyjemnością. „Herezja”, pomimo iż bardzo trąca filmem, który niedawno mogliśmy oglądać w kinie, nie odbiega od tego schematu. Polecam „Herezję” nie tylko fanom gier „Assassin’s Creed” ale i wszystkim tym, którzy lubią dobre książki sensacyjne z elementami fantastycznymi. Znajdziecie tu i wartką akcję i tajemnicę i odniesienia do historii, które są charakterystyczną częścią całego uniwersum asasynów.

Nie mogę też nie wspomnieć o pięknej okładce, która przykuwa wzrok i zachęca czytelnika by sięgną po tę historię.

Za możliwość przeczytania książki, dziękuję wydawnictwu Insignis.

Z czytelniczym pozdrowieniem,

Meg.