Bez kategorii

Episode #179 : Wakacyjny przewodnik : Hiszpania, jakiej nie znacie.

Hiszpania_Fiesta_dobra_na_wszystko_okładka

Autor: Bernatowicz Maciej,

Tytuł: „Hiszpania. Fiesta dobra na wszystko.”

Liczba stron: 412

Wydawnictwo: Muza.

 

 

 

 

Czy wracając z Katalonii, możemy powiedzieć, że byliśmy w Hiszpanii? Dlaczego najwspanialsze zabytki w tym kraju mają arabski rodowód? Jak Hiszpanie oceniają czasy podboju Ameryk i okres ich kolonizacji? Odpowiedzi na te i inne pytania, znajdziecie w niezwykłym przewodniku Macieja Bernatowicza, który z niezwykłą precyzją, pokazuje nam, kim są prawdziwi Hiszpanie, czy wszystkie „przywary” jakie im nadajemy są prawdziwe i czy faktycznie fiesta jest dobra na wszystko.

Zagłębia się w historię Katalonii i tłumaczy, dlaczego Katalończycy nie uznają się za Hiszpanów. I skąd w ogóle wziął się ich nacjonalistyczny pęd do niepodległości. Co jest specjalnością w Andaluzji i czy Santiago Bernabeu jest faktycznie warty zobaczenia. Dzięki tej książce, możemy poczuć klimat gorącej Hiszpanii. Przenieść się na chwilę do pięknej Barcelony, podziwiać widoki z wieży katedralnej w Sewilli, dowiedzieć się trochę na temat malowniczo położonego klasztoru w Covadondze aż wreszcie, gdzie w Madrycie możemy dobrze zjeść i z czego, poza owocami cytrusowymi, fiesty i radości z życia, słyną jeszcze Hiszpanie.

Na pewno jest to obowiązkowa lektura dla wszystkich tych, którzy mają zamiar wybrać się do kraju Basków. I są ciekawi jego historii, ustroju politycznego, zwyczajów, tradycji oraz tego, jacy właściwie są Hiszpanie. I czy faktycznie są tacy otwarci i bezpruderyjni, jak mówią o nich inni Europejczycy. Maciej Bernatowicz udowadnia nam, że jest to naród niezwykle złożony, zależny od regionu, w jakim się znajduje. Na południu, faktycznie ludzie są bardziej otwarci, natomiast północ często bywa chłodniejsza i bardziej zdystansowana, choć te subtelne różnice dla laika są niemal niezauważalne. Dużo można się dowiedzieć też o tradycji Corridy i biegów z bykami i dlaczego są one tak istotne dla Hiszpanów.

Piękne zdjęcia i ciekawostki, jakimi zarzuca nas autor, sprawiają, że książkę czyta się wyjątkowo dobrze. Co jest istotne, znajdziecie tu miejsca, które zwykle nie są wspominane nawet w tradycyjnych przewodnikach. Dlatego, jeśli wybieracie się do Hiszpanii lub po prostu chcecie się dowiedzieć czegoś więcej na temat tego niezwykle pięknego kraju, zachęcam do lektury. Na pewno nie będziecie żałować. Kto wie, może ktoś z Was się zainspiruje i wyruszy w swoją osobistą podróż życia.

Za możliwość zapoznania się z tą książką dziękuję Wydawnictwu Muza.

To, co? Kto rusza ze mną w przyszłym roku do Hiszpanii? 😀

Z czytelniczym adieu,

Meg.

Bez kategorii

Episode #178: ” O modzie, przyjaźni i przepychu lat 30. w pięknej scenerii Maroka i Hiszpanii” – „Krawcowa z Madrytu” Marii Duenas.

Krawcowa_okładka_front

Autor: Maria Duenas

Tytuł: „Krawcowa z Madrytu”

Wydawnictwo: Muza.

Liczba stron: 571

Sira jest niezwykle utalentowaną krawcową. Tuż przed wybuchem wojny domowej w Hiszpanii, wyjeżdża wraz ze swoim kochankiem do Maroka. Tam jednak nie znajduje tego, czego szuka. Kochanek okazuje się oszustem i zostawia ją bez środków do życia. Samotna i ze złamanym sercem, w obcym kraju, Sira próbuje wziąć się w garść i rozpoczyna nowe życie przy użyciu swoich umiejętności. Szyje dla bogatych klientek z kosmopolitycznej hiszpańskiej kolonii i nawiązuje cenne znajomości. Wkrótce dostrzeże to angielski wywiad…

Kiedy Sira znowu pojawia się w Madrycie, jest już wziętą krawcową. W swoim wytwornym atelier mody damskiej prowadzi działalność, której efekty mogą okazać się kluczowe dla przebiegu II wojny światowej…

Jestem bardzo mile zaskoczona tą książką, głównie dlatego, że początkowo wydawała mi się trochę nudna. Sira ślepo podąża za swoją wielką miłością. Jest trochę naiwna w swoich przekonaniach i myśli, że dzięki swojemu partnerowi, będzie szczęśliwa. Lecz wszystko rujnuje niestałość uczuć jej ukochanego. To sprawia, że dziewczyna musi stawić czoła samotności i życiu w obcym zupełnie kraju. Lecz Sira nie poddaje się. Brnie do przodu, a to sprawia, że staje się silniejsza, mądrzejsza i wychodzi na swoje. Podobało mi się w jaki sposób autorka ukazała tę przemianę z Kopciuszka w bardzo sprytną bizneswoman, która też prowadziła podwójne życie…

Masa historycznych odniesień oraz intryg w jakie zostaje wplątana Sira sprawiają, że powieść Marii Duenas jest jedną z tych, która zapisuje się w pamięci na długo. Elegancki, żywiołowy język jest kolejnym plusem tej powieści. A duży format wydania, ułatwia szybkie czytanie.

Moim zdaniem, „Krawcowa z Madrytu” jest jedną z tych książek, które wciągają i opowiadają nietuzinkową historię. Przyjemna lektura na długie, słoneczne dni na plaży. Na pewno nie będziecie się nudzić, gdy już „wgryziecie” się w książkę. Nie mogę też nie wspomnieć o modzie, która przewija się na łamach książki i o niuansach z nią związanych. Są miłym przerywnikiem i działają na wyobraźnię. Polecam serdecznie tę powieść wszystkim tym, którzy lubią dobrze napisane powieści.

Z czytelniczym adieu,

Meg.

Bez kategorii

Episode #177 : „Angielka” Katherine Webb – niezwykła powieść o przygodzie, gorącej Arabii i sile marzeń.

KW_TEG_cover_PL_front

Tytuł: „Angielka”.

Autor: Katherine Webb.

Wydawnictwo: Insignis.

Liczba stron: 478.

” W kraju pełnym tajemnic, sama ustalasz reguły gry”

Joan Seabrook jest świeżo upieczoną archeolożką i postanawia spełnić marzenie swojego życia. Wyrusza to Omanu, do starożytnego miasta Maskat, gdzie ma zacząć się jej wielka przygoda. Próbując pozbierać się po rodzinnej tragedii, Joan zamierza zbadać pustynny fort Jabrin i odnaleźć ukryte w nim skarby. W tej misji pomóc ma jej idolka z dzieciństwa, Maude Vickery, której dokonania rozpaliły fantazje i ambicje młodej kobiety. Jak się szybko przekonała , Oman to państwo pełne zasad i reguł, które są tak stare jak jego pustynie i podróż do Jabrin może okazać się niemożliwa. Skrzydła Joan zostają jeszcze bardziej podcięte przez opowieść Maude, lecz nie przestaje drążyć tematu.

Spotkanie z idolką z dzieciństwa wywraca życie Joan do góry nogami. Przyjaźń między paniami zacieśnia się, dzięki czemu młoda archeolożka daje się porwać przygodzie, jaką przygotowała dla niej Maude. Lecz nie zdaje sobie sprawy, że jest tylko pionkiem w podstępnej intrydze, jaką jej nowa przyjaciółka uknuła by wziąć odwet na swoich dawnych wrogach… Joan musi opowiedzieć się po którejś ze stron i zatrzymać lawinę zdarzeń, którą sama wywołała… Czy jej się uda? Tego już będziecie musieli się dowiedzieć z książki, która tydzień temu trafiła do księgarń.

Moim skromnym zdaniem, jest to jedna z lepszych książek obyczajowo-przygodowych, jakie miałam okazję czytać w ostatnim czasie. Było tu wszystko to, czego mogłabym oczekiwać od tego typu powieści. Romans, tajemnica, intryga, przygoda. Taki trochę Indiana Jones w Arabii. Było to moje pierwsze spotkanie z Katherine Webb i myślę, że się „zaprzyjaźnimy”. „Angielka” wpisała się w mój gust bardzo grubymi literami. Zwłaszcza, że opowiada historię, która jest mi w pewnym sensie bliska. Poznajemy dwie bardzo silne kobiety, które dążą za wszelką cenę do realizacji swoich celów. Ciekawy rys historyczny i przepiękne krajobrazy, jakie wyłaniają się z kart tej powieści sprawiają, że chce się spakować i ruszyć ku przygodzie w stronę zachodzącego słońca. Zdecydowanie poleciłabym tę książkę każdemu, kto lubi dobrą prozę z wartką akcją i zaskakującymi zwrotami akcji, które pojawiają się to tu, to tam. Jestem przekonana, że trafi ona w gust nawet wybrednych czytelników gatunku.

Za możliwość zapoznania się z książką, dziękuję Wydawnictwu Insignis.

A jak Wam się podobała „Angielka”? Czytaliście? Zamierzacie przeczytać? Podzielcie się w komentarzach Waszymi wrażeniami.

A tymczasem, pozdrawiam czytelniczo,

Meg.

Bez kategorii

Episode #176:[ PRZEDPREMIEROWO] „Buntownicza księżniczka i tajemniczy książę… Czy ta bajka będzie miała szczęśliwy finał?- czyli słów kilka o „Fałszywym Pocałunku” Mary E. Pearson.

okładka_fałszywy

Autor: Mary E. Pearson

Tytuł: „Fałszywy Pocałunek”

Seria: ” Kroniki Ocalałych” Tom 1

Liczba stron: 541.

Data premiery: 3.08.2017

„Koniec podróży. Obietnica. Nadzieja. Opowiedz mi raz jeszcze, Amo. O świetle.”

Księżniczka Lia nie jest typową królewną z bajki. Jest pyskata i ma swoje zdanie. Jednak jest zmuszona do zamążpójścia. Ba, nawet nie widziała kandydata a już stwierdza, że jest on brzydki, stary i zgnuśniały. Przymierze, jakie jej ojciec zawarł z królestwem Dalbreck opierało się na jej małżeństwie. Była Pierwszą Córką domu Morrighanów i musiała wypełnić swój obowiązek. Lecz dziewczyna pragnie wyjść za mąż z miłości, a nie dlatego by zawrzeć pakt polityczny z sąsiednim królestwem.. Dlatego wysyła do księcia krótki liścik, którego treść później ocali mu życie…

Ścigana przez licznych łowców, znajduje schronienie w odległej wsi, gdzie wraz ze swoją służką, rozpoczyna nowe życie. Lecz gdy do wioski przybywa dwóch przystojnych nieznajomych, wszystko się zmienia. Dziewczyna nie wie, że jeden jest odtrąconym księciem a drugi zabójcą, którego zadaniem jest pozbawić ją życia… Co wyniknie z tej plątaniny intryg? Cóż, tego już będziecie musieli dowiedzieć się sięgając po „Fałszywy Pocałunek”.

Niby historia zdaje się być oklepana. Buntownicza księżniczka, tajemniczy książę, miłość, zdrada, odkrywanie tajemnic. To wszystko już było. Jednak śledzenie losów Lii i jej przyjaciół było dla mnie wyjątkowo miłym przeżyciem. Choć początkowo książka strasznie mi się dłużyła, to gdy losy bohaterów się w końcu spotkały, nie wiedziałam kiedy dotarłam do końca.

Podobały mi się zawarte między tekstami fragmenty pieśni vendańskich a także użyty w tekście język, który ożywił całą historię i nadał jej ciekawy rys. Autorka sprytnie operowała też opisami, dzięki czemu cała historia była żywa i można było sobie wyobrazić miejsca i postaci bardzo dokładnie. Choć nie przepadam za narracją pierwszoosobową, to tutaj wyjątkowo dobrze się ona sprawdziła. Dzięki czemu mogłam swobodnie podążać za tokiem wydarzeń i przeżywać rozterki wraz z bohaterami. Pomimo całego swojego uroku, główna bohaterka czasem doprowadzała mnie do szewskiej pasji. Wiele wątków przewidziałam już po kilkunastu stronach tekstu i poczułam lekki zawód, że mam rację. Aczkolwiek pod sam koniec, historia nabrała takiego tempa i było w niej tak wiele zwrotów akcji, że chyba zamówię sobie kolejne tomy książki po angielsku.

Czy polecam tę książkę? Jak najbardziej. Jest to bardzo fajny początek serii, zostawiający w czytelniku poczucie niedosytu. Pomimo, iż czasem wieje romansidłem, to nie wpływa to jakoś szczególnie na odbiór całości. Jeśli lubicie lekkie fantasy z elementami romantycznymi, to jak najbardziej jest to książka dla Was. Już 3 sierpnia możecie ją zakupić w najbliższej księgarni! 🙂

Za możliwość przedpremierowego zapoznania się z książką, dziękuję wydawnictwu Initium.

Z czytelniczym adieu!

Meg.

 

Bez kategorii

Episode #175. ” Doskonały film akcji z niezapomnianą muzyką i lekko komiksowym drygiem – „Baby Driver”

baby-driver-poster

Tytuł : „Baby Driver”

Reżyseria: Edgar Wright.

Dystrybucja: Sony.

Data premiery: 28.06.2017

Występują: Jamie Foxx, Ansel Elgrot, Eliza Gonzales, Lily James, Kevin Spacey

Gdy pierwszy raz zobaczyłam zwiastun tego filmu, pomyślałam sobie: hej, w końcu ktoś zrobił film z serii „drive movie” i nie jest to obraz typu szybkie fury, gołe baby i rap-bity sączące się w każdej scenie. Albo taki, w którym połowa scen to CGI. Nie, w końcu ktoś zrobił film akcji, który nie tylko ma genialny soundtrack ale przede wszystkim jest opowiedziany w sposób, który nie nudzi widza. Co więcej, jest zrobiony w bardzo komiksowym stylu, ze wszystkimi zwolnieniami akcji, dopasowanymi do muzyki, jaka została użyta w tym obrazie po ciekawe tak zwane „off scenes”, w których to główny bohater widzi swoją „przyszłość”. O czym jest „Baby Driver”? O młodym chłopaku o imieniu „Baby” ( Ansel Elgrot), który po tragicznym wypadku samochodowym, w którym giną jego rodzice, staje się uzależniony od muzyki. Mimo, iż cały czas chodzi w słuchawkach na uszach, słyszy wszystko, co się do niego mówi. Jest też genialnym kierowcą. Co czyni go idealnym współpracownikiem dla pewnego gangstera ( Kevin Spacey), rabującego banki. Razem z grupą rabusiów, są w stanie okraść każdego i nigdy nie zostać przyłapanym. Czy ta idylla trwa długo? Tego musicie się dowiedzieć, wybierając się na ten film.

Jestem bardzo mile zaskoczona tą produkcją, gdyż myślałam, że dostałam kolejną wersję „Transportera” czy „Szybkich i wściekłych”. A jednak nie. Mimo, iż film głównie skupia się na niesamowitych umiejętnościach za kółkiem głównego bohatera, to też pokazuje jego drugą, bardziej ludzką stronę. Ansel Elgrot jest jednym z bardziej obiecujących aktorów młodego pokolenia, który z każdej roli potrafi zrobić coś fajnego. Dorzucając mu takich parterów na planie jak laureaci Oscarów Jamie Foxx i Kevin Spacey, dostajemy bardzo dobrze skonstruowaną historię o tym, że czasem trzeba wyjść poza swoją strefę komfortu by osiągnąć to, co się chce.

Doskonała obsada, cudownie dobrany soundtrack i wartka akcja, sprawiają, że ten film jest obowiązkowy dla wszystkich tych, którzy lubią dobre kino rozrywkowe. Bo właśnie tym jest ten film, doskonałą rozrywką. Edgar Wright po raz kolejny udowadnia, że potrafi robić świetne produkcje i na pewno będę wyglądała kolejnych równie udanych, jak ta. W mojej ocenie mocne 10/10. A żeby Was jeszcze bardziej zachęcić do pójścia do kina, zostawiam zwiastun. Ale ostrzegam, nie oddaje on w pełni tego, jak dobry jest ten film:

Z prawie weekendowym salut,

Meg.

Bez kategorii

Episode #174: „Nowa Fantastyka 08/17” – czyli comiesięczna dawka dobra w krótkiej formie.

NF.08

Tytuł: „Nowa Fantastyka”.

Format: Miesięcznik.

Data premiery: 25.07.2017

Liczba stron: 84

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka.

 

Gdy tylko zobaczyłam okładkę nowego numeru „NF”, od razu stwierdziłam : „będzie ogień, bo Mroczna Wieża”. Jak zwykle nie zawiodłam się, bo redakcja stanęła na wysokości zadania i dała mi do poczytania kilka naprawdę świetnych tekstów i opowiadań. Zacznę może od tematu z okładki, który bliski jest memu sercu. Tekst Łukasza M. Wiśniewskiego o jednej z moich ulubionych serii, od których w ogóle zaczęła się moja przygoda z fantastyką jako taką, czyli o „Mrocznej Wieży” Stephena Kinga. To dzięki niej, ja odkryłam pasję do fantastyki i po dziś dzień jest to jedna z moich ulubionych serii ( zaraz po Tolkienie i Oscarze Wildzie). W artykule dowiecie się kilku ciekawych rzeczach o samej książce i sposobie jej powstawania. Polecam, nie tylko zagorzałym fanom Kinga, takim jak ja. Kolejny artykuł jest kontynuacją historii Andrzeja Kaczmarczyka o UFO, teoriach spiskowych i innych trickach polityczno-społeczno-naukowych, jakie zainspirowały twórców filmów do stworzenia swoich dzieł. Jeśli chcecie się dowiedzieć, jaki związek mają ze sobą „Z Archiwum X” i ” Dallas ’63” Kinga, zerknijcie do tego artykułu. Nie można też pominąć ciekawego wywiadu z Tedem Kosmatką oraz „kosmicznego” przewodnika Marka Starosty, który z bliska przygląda się temu, co jedzą kosmonauci a nawet podaje przepis na jedną z „kosmicznych” potraw!

Sekcja opowiadań obfituje w wiele ciekawych tekstów. Między innymi „Kląkanie na zapóźniku” Krzysztofa Filipowicza, opowieść z gatunku bliżej nieokreślonego ale za to przyciągającego uwagę. Czy „Ja to nie ty” Teda Kosmatki, którego opowiadań wcześniej nie znałam, a że wcześniejszy wywiad mnie zaintrygował to i tę historię czytałam z podwójnym zainteresowaniem. No i nie mogę nie wspomnieć też o „Upiorze umarłego” Shawna Speakmana, który wyjątkowo trafnie wpisał się w mój gust czytelniczy i na pewno zapoznam się głębiej z twórczością tego pana.

Ciekawy wywiad z laureatami nagrody Zajdla oraz kontynuacja dyskusji na temat związków awangardy z fantastyką też nie powinny umknąć Waszej uwadze. Książki w tym miesiącu zapowiadają się ciekawie. Zarówno nowa seria Josepha Delaney ( ten sam, który napisał „Kroniki Wardstone”) jak i „Skrzydła Nocy” Roberta Silverberga znalazły się na mojej liście „to-read”. Na deser polecam felieton Rafała Kosika o tym, jak sen o sieci stał się rzeczywistością a także kilka recenzji filmów ( między innymi „Spider-Man.Homecoming”) oraz komiksów ( gdzie ja osobiście polecam Wam „Kaznodzieję” Gartha Ennisa i Steve’a Dillona).

Zainteresowani? To szpagatami do kiosków, bo naprawdę warto. 🙂

Z fantastycznymi pozdrowieniami,

Meg.

 

Bez kategorii

Episode #173 : ” Spider-Man. Homecoming” czyli jak ikoniczny Człowiek-Pająk wraca do MCU.

spiderman

Tytuł : „Spider-Man. Homecoming”

Reżyseria: Jon Watts

Seria: „Spider-Man. Homecoming”

Występują: Tom Holland, Marisa Tomei, Robert Downey Jr., Michael Keaton, Zendaya.

Data premiery: 28.06.2017/ 14.07.2017- Polska

Czas trwania: 132 minuty.

Wiem, że chwilę mi zajęło, zanim napisałam cokolwiek na temat tego filmu, ale niestety natłok innych rzeczy sprawił, że dopiero teraz mogę się wypowiedzieć. Bez zbędnych wstępów, zapraszam na swój wywód.

Wiele osób miało wątpliwości, co do tej produkcji. Jedni mówili, że będzie genialna, drudzy kręcili nosem i stwierdzili, że znowu zrobią ze „Spider-Mana” jakiś gniot dla mas. Trailer niby był zabawny, niby pokazywał niewiele ale jakoś tak… Nie mogłam się do niego przekonać. Mimo całej sympatii, jaką darzę postać Człowieka-Pająka, to jego filmowe wersje zostały mi skutecznie zniszczone przez Sama Raimiego i jego trylogię, o której lepiej nie wspominać a potem przez Marca Webba i jego interpretację „Niesamowitego Spider-Mana”.

Jednak, gdy zobaczyłam nowego Spider-Mana, który nie tylko był dużo młodszy od swoich poprzedników ale i był bardziej przekonujący w swojej roli, pomyślałam sobie… Hej, a może jednak warto dać szansę tej produkcji? Po tym, jak po raz pierwszy pojawił się w „Civil War” było dla mnie jasne, że musi powstać jego samodzielny film. I tak też się stało. „Homecoming” był jednym z najbardziej wyczekiwanych filmów tego roku ( zaraz po „Thor. Ragnarock”) z kuźni MCU.

W tym odcinku, poznajemy Petera Parkera ( Tom Holland) jako zwyczajnego nastolatka z nietypowymi zdolnościami, który pomaga słabszym w przebraniu „Spider-Mana”. Twórcy odpuścili sobie tak zwane „origin story” i pokazali nam już gotowego bohatera. Z krwi i kości, który bardzo chce się wykazać. Gdy tylko ma po temu okazję, szuka odpowiedniego momentu by pokazać na co go tak naprawdę stać. Gdy odkrywa, że tajemniczy mężczyzna w przebraniu mechanicznego ptaka ( Michael Keaton) terroryzuje miasto i sprzedaje nielegalnie wytworzoną broń z elementów zebranych po walce z kosmitami, chce wziąć sprawy we własne ręce, co oczywiście naraża go i jego przyjaciół na niebezpieczeństwo.

Nie chciałabym zdradzać zbyt wiele z fabuły, bo nie chcę Wam niszczyć funu z obejrzenia tego, niezwykle udanego, filmu. Bo jest to kino czysto rozrywkowe. Nastoletnie żarty, wystarczająca ilość Iron Mana ( Robert Downey Jr.), który nie dominował całego filmu i zwyczajność Petera sprawiają, że jest to bardzo przyjemny obraz. Moje obawy, co do młodego aktora, wcielającego się w rolę Parkera rozwiały się kompletnie po pierwszych kilku minutach. Tom Holland poradził sobie śpiewająco, a Michael Keaton wykreował jednego z najlepszych czarnych charakterów w uniwersum MCU jak do tej pory. Nic tylko czekać na więcej.  A jeśli nadal nie czujecie się przekonani, czy chcecie zobaczyć nowego Spidey’go czy też nie, podrzucam trailer:

Ja daję tej produkcji mocne 10/10. Bo nie mam się do czego przyczepić. Jest super i chętnie zobaczę ten film jeszcze raz, a rzadko kiedy mam ochotę oglądać dwa albo więcej razy ten sam film.

Tymczasem z filmowym adieu,

Meg.