Bez kategorii

Episode #146: ” Tale as old as time…” czyli kilka słów o najbardziej oczekiwanym filmie tego roku.

 

beautyandthebeast

Tytuł : „Piękna i Bestia”

Wytwórnia: Disney

Rok produkcji: 2016

Występują: Emma Watson, Dan Stevens, Emma Thompson, Ewan McGregor, sir Ian McKellen, Luke Evans.

Reżyseria: Bill Condon

Premiera: 23.02.2017 ( Świat) / 17.03.2017 (Polska)

Czas trwania: 130min.

Historię Belli, pięknej i wybiegającej poza kanony swojej epoki dziewczyny i księcia zaklętego w Bestię, zna chyba każdy. Jest jedna z najpiękniejszych i najbardziej klasycznych baśni o miłości bez granic. W 1991 roku, gdy po raz pierwszy „Piękna i Bestia” zadebiutowała jako animacja, wyprodukowana przez Disney’a, nikt nawet nie śnił, że kiedyś ta sama wytwórnia zrobić jej re-make w formie pełnometrażowego filmu. Dziś, dwadzieścia sześć lat później, mamy tę samą historię opowiedzianą w dokładnie ten sam sposób , co pierwowzór. Z przepięknymi piosenkami, które stały się ikoniczne. I za które film otrzymał Oscara.

Jeśli chodzi o nową wersję tej cudownej baśni, nie mogę być obiektywna. Jest to bajka mojego dzieciństwa i nie potrafię znaleźć w niej jakiś niedociągnięć, przesady czy czegokolwiek innego, co zwykle nie umyka mojej krytycznej uwadze. Jestem pod wrażeniem tej współczesnej interpretacji. Niesamowita sceneria, muzyka, która przywodzi na myśl najpiękniejsze wspomnienia z dzieciństwa i kostiumy sprawiły, że znów stałam się małą dziewczynką. I to jest magia Disney’a w pełnej krasie.

Jeśli chodzi o kreacje aktorskie, to słyszałam ogromną falę krytyki w stronę Emmy Watson, która wcieliła się w rolę Belli i Luke’a Evansa, który grał Gastona. Moim zdaniem oboje dali z siebie wszystko i przywołali do życia postaci z animacji. A ci, którzy twierdzą, że nie pasują do swoich ról, mogą sobie dalej mieć taką opinię. Nie wszystkim da się dogodzić.

Oprawa muzyczna była genialna. Sama złapałam się na tym, że w kinie zaczęłam śpiewać( oczywiście piosenki w oryginalnej wersji językowej, gdyż dubbing bardzo bolał moje uszy). Osobiście podobała mi się scena w karczmie z piosenką „No one is like Gaston”. No i kanoniczna scena w sali balowej z piosenką „Beauty and the Beast”.

Jednak jest jedna rzecz, która niestety zniszczyła mi trochę przyjemność oglądania. A mianowicie polski dubbing. Ja rozumiem, że jest to film dla dzieci i kierowany do młodszej widowni, ale… Dlaczego ktoś pomyślał, że to dobry pomysł by go zdubbingować? Jak bajkę to jeszcze mogę zrozumieć ale dubbingowanie filmów to dla mnie profanacja. Kropka.

Dlatego, jeśli tak jak ja, nie lubicie dubbingów, polecam późno wieczorne seanse.

Podsumowując, jestem zachwycona filmem i na pewno wejdzie on w poczet moich ulubionych. I daję mu mocne 9/10.

 

Z filmowym pozdrowieniem,

Meg.

Bez kategorii

Episode #145 : „Nowa Fantastyka” czyli słów kilka o jednym z najstarszych miesięczników o tematyce fantastycznej w Polsce. #03/2017

FantastykaNowa.jpg

Tytuł : ” Nowa Fantastyka”

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka.

Numer: 03/2017

Już od piętnastu lat, pismo „Nowa Fantastyka” jest jednym z moich ulubionych, rodzimych magazynów o tematyce szeroko pojętej fantastyki. Po części przez felietony i artykuły w nim zawarte, zaczęłam interesować się nie tylko baśniami i legendami ale i szeroko pojętą fantastyką naukową oraz gatunkami z tak zwanego „crossoveru”.

W marcowym numerze, możecie znaleźć kilka ciekawych felietonów, recenzji filmów oraz książek a także opowiadania, które stanowią integralną część całego magazynu.

Mnie osobiście zaciekawił artykuł z okładki o fembotach, które ostatnimi czasy przeżywają istny renesans. A wszystko to za sprawą filmu „A Ghost in the Shell”, który jest adaptacją anime o tym samym tytule. Nigdy nie oglądałam tego anime, ale słyszałam, że film jest fajnie zrobiony ale odbiega fabularnie od oryginału. Jest to historia o robocie, który wygląda jak kobieta a jest niemal niezniszczalny. O idealizacji piękna i o tym jak dążenie do ideału zamazuje nam wizję prawdziwego świata, który wcale idealny nie jest. Jeśli się nad tym głębiej zastanowić, to coś w tym jest. Marcin Waincetel przywołuje też wiele przykładów używania mitu o idealnej kobiecie zarówno we współczesnym kinie jak i w kanonie mitów. Artykuł warty uwagi, bez wątpienia.

Mateusz Wielgosz, w swoim tekscie o nowych pomysłach chińskiego banku przedstawia wizję, którą niegdyś stworzył Orwell w swoim „1984”. Tyle że to, co kiedyś było uznawane za fikcje, w przypadku Chin, może stać się rzeczywistością.

Jeśli chodzi o opowiadania to według mnie „Sieroty” Huberta Fryca jak i „Lód” Richa Larsona, zasługują na szczególną uwagę. W pierwszym wypadku, narracja i napięcie, jakie buduje autor absolutnie porwało mnie w wir zdarzeń i z zapartym tchem śledziłam to, co się działo w kolejnych częściach opowiadania. Pod tym względem, jestem mile zaskoczona. Natomiast „Lód” Larsona to bardzo minimalistyczne sci-fi, które zawiera w sobie wszystkie cechy gatunku i przekonuje czytelnika, że świat, w którym się porusza, jest jednolity i bardzo plastyczny.

Artykuł „Język pierwszy”, który napisany został przez Macieja Parowskiego, naświetlił mi w bardzo czytelny sposób sylwetki wielu znanych współcześnie bajarzy, o których historii wiedziałam bardzo niewiele. Ciekawy i inspirujący do dalszej eksploracji tematu tekst.

Cały numer ma w sobie wszystko to, co tak bardzo cenię sobie w tym piśmie. Dobre recenzje książek i komiksów, inspirujące artykuły, felietony z wskazówkami dla piszących i mnóstwo artykułów, które wciągają od pierwszego zdania.

Podsumowując, polecam bardzo serdecznie ten magazyn. Jeśli lubicie poczytać rzetelne i wciągające artykuły z tematu, który jest bliski Waszemu sercu. ‚ Nowa Fantastyka’ trzyma poziom. Od początku do końca.

Z czytelniczym pozdrowieniem,

Meg.

 

 

Bez kategorii

Episode #144 : ” W huku gromu i przy wtórze szkwału ważą się losy królestw po obu stronach Martwej Ziemi” czyli kilka słów o drugim tomie „Gromu i Szkwału” Jacka Łukawskiego.

grom_i_szkwal_front_1000px

Tytuł: „Grom i szkwał”

Seria: Kraina Martwej Ziemi.

Autor: Jacek Łukawski.

Liczba stron: 396.

Wydawnictwo : SQN Imaginatio.

 

Arthorn ucieka z zamku, opanowanego przez zdrajców, lecz to dopiero początek jego przygody. Gdy wyrusza ku Martwicy bez przygotowania, drużyny i wbrew własnej woli, zdaje sobie sprawę, że nie do końca przemyślał tę decyzję. Tymczasem stary Garhard próbuje opanować sytuację w Wondettel. Zdaje się, że jest to misja nie do wykonania, zwłaszcza, że lord Auriss nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Tak samo jak wysłannicy sił potężniejszych, niż przeczuwają najwięksi mędrcy. Czy Arthornowi uda się odnaleźć księżniczkę Azure i przekonać by wróciła do domu? Jakie wynikną konsekwencje z ich spotkania?  Tego dowiecie się z lektury ekscytującego drugiego tomu serii „Kraina Martwej Ziemi”. Jakby tego było mało, mroczny cień Nife pochłania bezkresne stepy i czyha na sielskie Asnal Talath, sięga podziemnych Serc Dwargów i snuje się po pokładzie latającego okrętu…

Dawno nie czytałam tak dobrze skonstruowanej powieści z gatunku fantasy. Gdy rok temu przeczytałam „Krew i Stal”, byłam pod wrażeniem plastyczności świata, o którym czytałam. Przeniosłam się na chwilę do Krainy Martwej Ziemi i wraz z bohaterami, odkrywałam jej tajemnice. W drugim tomie natomiast już od pierwszych stron jesteśmy światkami intensywnej walki, ciętych dialogów i niekiedy zabawnych sytuacji, które sprawiają, że dosłownie pędzimy przez tekst, by dowiedzieć się, co się stało dalej. Niesamowite opisy krajobrazów, miejsc i ludzi, widziane oczyma naszych bohaterów, nadają tej historii bardzo wiele realizmu. Jakbyśmy czytali kroniki, zapisane przez świadków zdarzeń.

A wplecenie w całość opowieści wątku piratów oraz kilku znanych bądź mniej znanych opowieści było uwieńczeniem tego wszystkiego, czego mogłabym się spodziewać po epickiej opowieści. Lektura „Gromu i szkwału” była dla mnie niesamowitą podróżą przez krainę, która nie jest już dla mnie tak bardzo obca i na pewno będę do niej wracała równie często, jak zdarza mi się wracać do Śródziemia. Jeśli zaś chodzi o samych bohaterów, to muszę przyznać, że wielokrotnie bałam się o ich los. Autor nie oszczędza ich ani trochę. Dzięki temu, tak samo jak świat w którym żyją, są bardziej prawdziwi.

„Grom i szkwał” jest jedną z tych powieści, które zapadły mi głęboko w pamięć, dlatego jeśli ktoś z Was szuka książki o szalonych wyprawach, z ciekawymi bohaterami i niezwykle plastycznym światem osadzonym w słowiańskim folklorze, to właśnie ta historia będzie dla Was idealnym wyborem. A dodając do tego piękną oprawę graficzną, otrzymujemy piękny finał, który będzie zdobił naszą półkę.  Polecam!

Za książkę dziękuję Wydawnictwu SQN Imaginatio.

 

Z czytelniczym salut!

Meg.

 

 

 

Bez kategorii

Episode : #143: [PRZEDPREMIEROWO] „Magia olewania”- Sarah Knight, czyli jak przestać się przejmować drobnostkami.

magia-olewania-b-iext47920349

Autor : Sarah Knight

Tytuł : „Magia olewania”

Liczba stron: 200.

Wydawnictwo : Muza

Premiera: 15.03.2017.

Czy czasami nie macie tak, że denerwuje Was wszystko i wszyscy wokół? Nie macie ochoty rzucić swojej pracy, studiów, szkoły tylko dlatego, że jakiś „ananas” twierdzi, że jest od Was lepszy? Staracie się zrobić wszystko, jak należy a i tak zgarniacie za to jedynie negatywne komentarze? Chyba każdy z nas zna taki scenariusz. I co z tym fantem zrobić? Cóż, może zastosować radykalne rozwiązanie, czyli po prostu rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady. Albo przestać się przejmować. Ha, ale jak tu się nie przejmować, gdy szef ciągle gdera, że wyniki są za niskie, że terminy zaraz będą zawalone, że za mało się przykładasz do pracy… Gdy znajomi z pracy, szkoły, uczelni namawiają cię do wzięcia udziału w jakichś dziwnych akcjach ratowania goryli w Zanzibarze… A co cię to tak naprawdę obchodzi? Zmieni to w jakiś sposób Twoje życie? Nie, więc po co zaprzątać sobie tym głowę?

Niby taka błahostka, a jednak przyprawia nie jedną osobę o ból głowy, bo „co sobie inni o mnie pomyślą?”. Sarah Knight w zabawny, ironiczny i bardzo w punkt sposób przedstawia nam praktyczne sposoby nie przejmowania się takimi drobiazgami i pomaga ustalić pewne priorytety. Podobnie jak Marie Kondo w swojej „Magii sprzątania” pomaga innym „posprzątać” w ich przestrzeni mieszkalnej, tak Sarah Knight zabiera się za sferę umysłową i społecznościową.

” W magii olewania chodzi o wyznaczanie priorytetów, stawianie radości ponad irytację, a wolnego wyboru nad zobowiązania. Rozgraniczenie opinii od uczuć, trzymanie się budżetu. Nietracenie z oczu głównej nagrody.”

W większości przypadków, warto dać sobie spokój z rzeczami, które nie są naszymi celami a tylko utrudniają nam dotarcie tam, gdzie chcemy. W tej książce, autorka trafia w sedno sprawy. Daje przykłady, które każdy z nas może przypisać do swojego życia i podpowiada, jak coś zmienić by mieć więcej czasu na relaks i być bardziej szczęśliwym.

Sarah Knight rzuciła pracę w renomowanym wydawnictwie i zajęła się swoimi pasjami. Jak sama pisze, jej książka nie ma na celu zmobilizowania wszystkich do masowego rezygnowania z pracy, lecz do zastanowienia się nad tym, jakie są nasze cele i zamierzenia i dlaczego tak rzadko udaje nam się je osiągnąć bez niepotrzebnego stresu.

” Magia olewania” jest książką, którą poleciłabym każdemu, kto choć troszkę interesuje się rozwojem osobistym i chce zmienić coś w swoim życiu a za bardzo nie ma pomysłu, jak to zrobić. Mnie to przekonało i całkiem możliwe, że kilka rad podanych przez Sarah, będę stosować w swoim życiu. Zobaczymy, czy przyniesie to pożądany rezultat.

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Muza.

 

Bez kategorii

#Episode 142: „We didn’t start the fire! But I did… Czyli urodziny mojego skromnego bloga! „

Cześć, dzień dobry!

Witajcie na moim skromnym blogu, który kilka dni temu obchodził swoje drugie urodziny!

Boże, to już dwa lata? Naprawdę? Nie wiem, kiedy i gdzie ten czas mi uciekł… A już leci trzeci roczek działalności.Przez te dwa lata, działo się dużo. Nawiązałam kilka fajnych współprac, poznałam niesamowitych ludzi, którzy pozostaną w moim serduszku na zawsze!

Dziękuję Wam, że ze mną jesteście i mam nadzieję, że pozostaniecie ze mną jeszcze na długo. Będziecie mnie motywować do pracy i do pojawiania się częściej na żutubie ;).

A z okazji urodzin, postanowiłam zrobić dla Was… Autorskiego taga! Ha, tego się pewnie nie spodziewaliście. I tak, będzie to tag w formie pisemnej, nie mówionej.

A zatem, bez zbędnych wstępów. Oto i tag:

#Assasin’s Creed Book Tag

Z racji tego, że bardzo lubię serię książek z cyklu „Assasin’s Creed”, to postanowiłam przygotować dla Was małego taga związanego właśnie z tym cyklem. Gotowi? To zaczynamy!

  1. Kindżał – Książka, która odrzuciła cię po pierwszych kilku rozdziałach?

Trudne pytanie, bo nie kojarzę żadnej takiej książki… Zwykle staram się dawać szansę dziełom, nawet jeśli pierwsze kilka stron jest nudne albo dziwne. Potem okazuje się, że jednak są całkiem niezłe.

2. Podstęp – Książka z teorią spiskową w tle.

Czytałam wiele takich historii, głównie napisanych przez Dana Browna, ale do potrzeb taga, wybiorę „Tożsamość Bourne’a” Roberta Ludluma. Książka pełna zwrotów akcji, szalonych pościgów i niepewności. Fani sensacji na pewno będą zadowoleni, sięgając po tę pozycję.

3. Więzi krwi. – Książka, której głównymi bohaterami jest rodzeństwo.

Hmm… Tutaj mogłabym mnożyć przykłady, ale podam dwa, bliskie memu sercu. ” Opowieści z Narnii” C.S Lewisa, gdzie głównymi bohaterami jest rodzeństwo Pevensie. I „Seria Niefortunnych Zdarzeń” Lemony Snicketa. Obie książki godne przeczytania.

4. Bractwo. – Książka, w której głównym motywem jest walka o honor.

Może nie do końca jest to główny motyw, ale powiedzmy, że w tle całej historii przewija się też motyw honoru w „Królach Dary” Ken Liu.

5. Czarna Bandera – Najgorsza scena walki w książce…

O… Hm… Szczerze mówiąc to nie pamiętam, a wiem, że było kilka takich scen, w których po prostu leżałam ze śmiechu a nie ze strachu o ciąg dalszy.

6. Potępienie – Najbardziej znienawidzona postać z książki, którą ostatnio przeczytałeś, to…

Angouleme… Boże jak ja nie znosiłam dziada…. ( seria „Klątwa”)

No i tutaj muszę też wymienić: Sebastiana Morgensterna ( Dary Anioła) i Nathaniela Gray ( Diabelskie Maszyny).

7. Kusza – Ulubiona broń w książkach, to…?

Zawsze będzie to miecz. Nie ważne jaki, ale miecz.

 

Mam nadzieję, że podobał Wam się ten tag, zapraszam Was serdecznie do jego zrobienia i oczywiście podzielenia się swoimi odpowiedziami ze mną na stronie czy w komentarzach pod tym postem.

Tymczasem, borem, lasem,

Żegnam się urodzinowo,

 

Meg.

 

 

Bez kategorii

Episode #142 : „Przychodzi czas, gdy trzeba spełnić swoje obietnice, czyli coś o ostatnim tomie serii „Klątwy”- „Walecznej Czarownicy” Danielle L. Jensen.”

klatwa-tom-3-waleczna-czarownica-b-iext46563402

Tytuł: „Waleczna Czarownica”

Seria: „Klątwa”

Autor: Danielle L. Jensen.

Wydawnictwo: Galeria Książki.

Liczba stron: 397.

Cecile i Tristan dokonali już niemożliwego, jednak to jeszcze nie koniec wyzwań, jakie stawia przed nimi los. Muszą pokonać zło, które przez własny egoizm, uwolnili. Szukając sposobu na ocalenie Wyspy i wyzwolenie trolli spod władzy tyrana, bohaterowie muszą walczyć z tymi, którzy chcą ich zabić. Aby zwyciężyć, będą musieli postawić wszystko na jedną kartę… Lecz nikt nie gwarantuje, że będzie to dobre posunięcie.

Dług, który zaciągnęli jest niemożliwy do spłaty bez konsekwencji, które prędze czy później na nich spadną…

Do tej książki podchodziłam trochę jak pies do jeża, bo wiedziałam, że moje biedne serduszko może nie wytrzymać takiej dawki emocji. ( Ale skoro przetrwałam „Mechaniczną Księżniczkę” Cassandry Clare, to nic nie jest mi straszne…). Na szczęście, wytrzymało, choć niewiele brakowało a książka wylądowała by za oknem. Jeśli rzucam książkami, to znaczy, że muszą być dobre, taka tylko mała dygresja.

A tutaj od samego początku moje wnętrzności krzyczały: No co ty wyprawiasz, ty głuptoku?! Zarówno Tristan, który w tej części czasem po prostu przechodzi samego siebie, jeśli chodzi o bycie totalną bułą życia i nie potrafiąc podjąć jednej decyzji, która nie miałaby katastrofalnych konsekwencji. Jak i Cecile, której zachowanie po prostu wołało w pewnych momentach o pomstę do nieba… Choć teraz, jak myślę sobie o tym bardziej na spokojnie, to oboje byli postawieni w sytuacjach, które niestety nie pozostawiały im zbyt dużego pola manewru i finalnie, kosztowało to kogoś życie…

Akcja książki rozwija się bardzo dynamicznie. Autorka serwuje nam rollecoaster emocjonalny już od pierwszych rozdziałów i sprawia, że chce się krzyczeć z niemocy. A to oznacza, że książka jest świetna i Jensen doskonale potrafi grać na uczuciach swoich czytelników. ( Nie, nie padnie tu porównanie do Cassandry Clare, bo nie…)

(UWAGA W TEJ CZĘŚCI MOGĄ POJAWIĆ SIĘ SPOJLERY, WIĘC CZYTACIE NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ).

Jednym z momentów, które wbiły mi się w pamięć jest rozmowa Cecile z Królem Lata, z którym to zawiera umowę, że wszyscy jego poddani wrócą do Arkadii ( czyli krainy, w której rządził i z której pochodziły wszystkie trolle nim zostały uwięzione na ziemi w pół-ludzkiej formie). W tym momencie miałam wewnętrzny zgrzyt, bo już wiedziałam, co to oznaczało i naprawdę miałam nadzieję do samego końca, że jednak stanie się jakiś cud i ta umowa zostanie zmodyfikowana. O, jakże się srogo pomyliłam…

Sam finał kompletnie przelał czarę mojej frustracji i autentycznie sprawił, że się popłakałam. Dlaczego? Tego już będziecie musieli się dowiedzieć, sięgając po „Waleczną Czarownicę”.

Dawno żadna seria nie chwyciła mnie tak za serce i nie potargała uczuciami, jak seria ” Klątwy” Danielle L Jensen. Na początku nie byłam do niej zbytnio pozytywnie nastawiona. Jednak teraz, z pełnym przekonaniem mogę ją polecić każdemu. Znajdziecie tutaj i humor i grozę i kapryśnego księcia i magię i wszystko to, czego możemy oczekiwać od pięknej, współczesnej baśni. Bo właśnie tak ową jest ta seria. Po prostu PRECIOSO!

Z czytelniczym pozdrowieniem,

Meg.

Bez kategorii

Episode #141 : „”Czasami trzeba dokonać niemożliwego”, czyli o drugim tomie fantastycznej trylogii „Klątwy”-„Ukryta Łowczyni” Danielle L Jensen.

ukryta-lowczyni-b-iext43237094

Tytuł „Ukryta Łowczyni”

Autor: Danielle L. Jensen

Wydawnictwo: Galeria Książki

Liczba stron: 511.

Seria: „Klątwa”

 

„Niektóre kary są gorsze od śmierci.”

W mieście pod górą tyran sprawuje władzę absolutną. Jedyny troll, który byłby zdolny mu się przeciwstawić, został oskarżony o zdradę i uwięziony. Cecile uciekła z mrocznego Trollus, ale już wkrótce zdała sobie sprawę, że wcale nie znajduje się poza zasięgiem władzy króla i jego manipulacji. Dziewczyna mieszka z matką w Trianon i każdego wieczora występuje na deskach sceny operowej. Za dnia zaś niestrudzenie szuka Anushki, czarownicy, która przez pięć stuleci umykała trollom. A niezależnie od tego, czy zwycięży, czy poniesie porażkę, jej bliscy zapłacą wysoką cenę. Aby odnaleźć Anushkę, dziewczyna musi zagłębić się w magię, która jest mroczna i zabójcza. Czarownica jest jednak przebiegła, a Cecile może się okazać nie tylko łowczynią, ale i zwierzyną.

Pierwszy raz usłyszałam o serii „Klątwa” przez przypadek. Nie pamiętam, czy to od Hasacza czy od Anity z Book Reviews, ale na pewno jedna z booktuberek, które oglądam o tej serii wspominała. I stwierdziłam, że spróbuję. A co mi tam. No i wpadłam po same uszy. Trolle mnie oczarowały. Historia Cecile i Tristana to moje kolejne wielkie OTP. Ogólnie byłam przekonana, że nie będę aż tak przeżywać tej serii ale cóż… Przeżywam. W drugim tomie dzieje się mnóstwo rzeczy, za które mam ochotę zamordować autorkę. Ale pewnie jeszcze nie jedna rzecz mnie czeka w „Walecznej Czarownicy”, więc zostawię sobie mój jad i gorycz na ostatnią część. „Ukryta Łowczyni” mnie oczarowała. Poznajemy tutaj wiele tajemnic, które nękają trolle. Wielu władców, którzy przyprawiają o wyższe ciśnienie, nie dlatego że są oszałamiająco przystojni, tylko że są jawnymi szujami ( przepraszam ale inaczej tego określić się nie da…). Niektórych bohaterów bym spaliła na stosie, bo są idiotami… Ale cóż w każdej dobrej historii znajdzie się jakiś idiota.

Sam początek książki, gdy widzimy uwięzionego Tristana i Cecile, która próbuje negocjować jego uwolnienie z despotą… No można się lekko zdenerwować, a dalej wcale nie jest lepiej…. Ale to musicie się przekonać na własnej skórze, jak jest.

Podsumowując, polecam gorąco zarówno „Porwaną Pieśniarkę” jak i „Ukrytą Łowczynię”. Wiele osób twierdzi, że tom drugi jest trochę nudny i przegadany. Według mnie, książkę czyta się szybko i cała historia rozwija się bardzo dynamicznie, dlatego nie ma tu mowy o nudzie. Owszem, były pewne momenty, które troszkę się dłużyły i spowalniały akcję, ale są one potrzebne, zwłaszcza w rozbudowanej fabularnie powieści.

Zakończenie pozostawia czytelnika w niepewności, dlatego, jak zaczynacie swoją przygodę z twórczością Danielle L Jensen, miejcie pod ręką wszystkie trzy tomy, bo gwarantuję Wam, że będziecie od razu chcieli sięgnąć po kolejne, a zwłaszcza po ostatni.

Z czytelniczymi pozdrowieniami,

 

Meg.