Episode #284 : #NetflixSpecialsWithMeg : „Daredevil” sezony 1,2,3.

Witajcie!

Ostatnio dużo myślałam o formacie mojego bloga i stwierdziłam, że stanowczo za mało piszę o dwóch innych moich pasjach poza książkami, a mianowicie o filmach i muzyce. W końcu, w logo mam napisane „świat ukryty w książkach, filmie i muzyce”. Zatem, idąc tym tropem, postanowiłam zacząć serię wpisów na temat seriali i filmów, które mi się spodobały. I nie będą to tylko pozycje z oferty Netflixa.

Na pierwszy ogień, rzucam „Daredevila”, sezony 1,2 i 3.

Gdy po raz pierwszy usłyszałam, że Netflix zabiera się za ekranizację „Daredevila”, przeszedł mnie dreszcz. Aż za dobrze pamiętałam okropną wersję kinową z Benem Affleckiem w roli głównej i od tamtej pory wolałam by nikt nie dotykał tego tematu, by jeszcze bardziej go nie zepsuć. ( na ekranizację przygód „Elektry” to ja może spuszczę kurtynę milczenia). Lecz, gdy wyszedł zwiastun, stwierdziłam: „okay… może warto jest dać szansę tej produkcji?”. I tak też zrobiłam. Nie żałowałam. Dostałam pełnokrwistego bohatera, który jest mroczny, ma swoje demony, z którymi walczy i posiada coś, co go wyróżnia na tle innych. Wyostrzony zmysł słuchu, dzięki któremu „widzi” świat. Matt Murdock ( Charlie Cox) jest prawnikiem, który wraz ze swym przyjacielem Foggy’m Nelsonem ( Elden Henson) zakładają firmę, w której udzielają porad prawnym potrzebującym mieszkańcom Hell’s Kitchen. Do ich kancelarii trafia też Karen Paige ( Deborah Ann Woll), której pojawienie się, zmieniło całe ich życie.

Pierwszy sezon był swego rodzaju origin story, gdzie Matt odkrywał swoje zdolności, zadarł z bardzo groźnym człowiekiem i zniszczył większość mafii, jakie rezydowały w Nowym Jorku i miały wpływ na Hell’s Kitchen. Był on bardzo mroczny, pełny fenomenalnych scen walk, jak na chociażby ta:

Jeśli zwrócicie uwagę na to, w jaki sposób aktor się porusza, też stwierdzicie, że to majstersztyk. I ogólnie ten klimat, muzyka, sposób prowadzenia kamery… Wszystko tu jest idealne.

Drugi sezon to z kolei przykład jak można zrobić niemal doskonały serial o superbohaterach, gdzie wszystko jest w świetnych proporcjach. Co prawda jest to tylko luźna adaptacja i można by się doczepić do paru rzeczy, jeśli chodzi o postaci, jednak całościowo nadal pozostaje moim faworytem jeśli chodzi o produkcje telewizyjne z kuźni Marvela.

W pierwszej połowie, poznajemy nowego bohatera, Franka Castle aka Punishera ( Jon Bernthal), który zaczyna robić dym w mieście, czym pobudza do działań Matta. Gdy ta dwójka się spotyka, zaczyna się istna gra psychologiczna między bardzo silnymi osobowościami. Oboje dążą do tego samego. Do sprawiedliwości. Matt stara się nikogo nie zabijać, Frank – wręcz przeciwnie. I to sprawia, że między nimi pojawia się „zgrzyt”. Ta relacja jest też jedną z moich ulubionych między bohaterami. Mimo, iż są różni jak ogień i woda, to starają się mimowolnie ze sobą współpracować, choć ich „przyjaźń” ma bardzo ostre krawędzie.

Lecz Frank to nie jedyny „mściciel”, jakiego mamy okazję poznać. Pojawia się też Elektra Natchios ( Elodie Yung), dawna miłość Matta i … Może okazać się, że jego największa zguba. Pod jej wpływem, Daredevil też się zmienia. Jak? Tego będziecie musieli się dowiedzieć, oglądając ten sezon. Jeśli chodzi o popisy choreograficzne walk, to tak jest chyba najlepsza:

Tak, mam lekką fiksację na punkcie scen walki w filmach i serialach z tego względu, że sama trenowałam sztuki walki i fascynuje mnie przełożenie prawdziwej walki na choreografię.

Ten sezon jest ciut bardziej fantastyczny. Ma w sobie więcej mistycyzmu i tajemniczych rytuałów. Ale nie zaprzeczam, że jest ge-nial-ny.

Już myślałam, że lepiej być nie może. Że już bardziej śruby nie da się dokręcić. A jednak. Trzeci sezon „Daredevila” pokazał mi, że jednak powroty do korzeni mogą być jeszcze lepsze. Powraca stary znajomy z pierwszego sezonu, Wilson Fisk ( w tej roli genialny Vincent D’Onofrio) i zaczyna robić dym… Podważa słuszność działań Daredevila i… A no właśnie. Tu Was zostawię z tym:

Czysta perfekcja. Wszystko w tym sezonie było idealne. Napięcie, sceny walk, intryga, gra aktorska. Wszystko na najwyższym poziomie. Nie będę Wam zdradzać fabuły, bo dzieje się tu zbyt dużo by zsumować to w paru zdaniach. Podsumowując, jest to jeden z najlepszych seriali na podstawie komiksów, jaki oglądałam i mam szczerą nadzieję, że producenci nie poddadzą się i będą kontynuować świetną historię, jaką zapoczątkowali w 2016 roku.

A w następnym odcinku, słów kilka o Punisherze. Stay tuned. ( Jeśli nie możecie doczekać się na dłuższą recenzję, zapraszam na Instagrama na krótkie intro )

 

Z serialowym adieu,

Meg.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s