Bez kategorii

Episode #175. ” Doskonały film akcji z niezapomnianą muzyką i lekko komiksowym drygiem – „Baby Driver”

baby-driver-poster

Tytuł : „Baby Driver”

Reżyseria: Edgar Wright.

Dystrybucja: Sony.

Data premiery: 28.06.2017

Występują: Jamie Foxx, Ansel Elgrot, Eliza Gonzales, Lily James, Kevin Spacey

Gdy pierwszy raz zobaczyłam zwiastun tego filmu, pomyślałam sobie: hej, w końcu ktoś zrobił film z serii „drive movie” i nie jest to obraz typu szybkie fury, gołe baby i rap-bity sączące się w każdej scenie. Albo taki, w którym połowa scen to CGI. Nie, w końcu ktoś zrobił film akcji, który nie tylko ma genialny soundtrack ale przede wszystkim jest opowiedziany w sposób, który nie nudzi widza. Co więcej, jest zrobiony w bardzo komiksowym stylu, ze wszystkimi zwolnieniami akcji, dopasowanymi do muzyki, jaka została użyta w tym obrazie po ciekawe tak zwane „off scenes”, w których to główny bohater widzi swoją „przyszłość”. O czym jest „Baby Driver”? O młodym chłopaku o imieniu „Baby” ( Ansel Elgrot), który po tragicznym wypadku samochodowym, w którym giną jego rodzice, staje się uzależniony od muzyki. Mimo, iż cały czas chodzi w słuchawkach na uszach, słyszy wszystko, co się do niego mówi. Jest też genialnym kierowcą. Co czyni go idealnym współpracownikiem dla pewnego gangstera ( Kevin Spacey), rabującego banki. Razem z grupą rabusiów, są w stanie okraść każdego i nigdy nie zostać przyłapanym. Czy ta idylla trwa długo? Tego musicie się dowiedzieć, wybierając się na ten film.

Jestem bardzo mile zaskoczona tą produkcją, gdyż myślałam, że dostałam kolejną wersję „Transportera” czy „Szybkich i wściekłych”. A jednak nie. Mimo, iż film głównie skupia się na niesamowitych umiejętnościach za kółkiem głównego bohatera, to też pokazuje jego drugą, bardziej ludzką stronę. Ansel Elgrot jest jednym z bardziej obiecujących aktorów młodego pokolenia, który z każdej roli potrafi zrobić coś fajnego. Dorzucając mu takich parterów na planie jak laureaci Oscarów Jamie Foxx i Kevin Spacey, dostajemy bardzo dobrze skonstruowaną historię o tym, że czasem trzeba wyjść poza swoją strefę komfortu by osiągnąć to, co się chce.

Doskonała obsada, cudownie dobrany soundtrack i wartka akcja, sprawiają, że ten film jest obowiązkowy dla wszystkich tych, którzy lubią dobre kino rozrywkowe. Bo właśnie tym jest ten film, doskonałą rozrywką. Edgar Wright po raz kolejny udowadnia, że potrafi robić świetne produkcje i na pewno będę wyglądała kolejnych równie udanych, jak ta. W mojej ocenie mocne 10/10. A żeby Was jeszcze bardziej zachęcić do pójścia do kina, zostawiam zwiastun. Ale ostrzegam, nie oddaje on w pełni tego, jak dobry jest ten film:

Z prawie weekendowym salut,

Meg.

Bez kategorii

Episode #174: „Nowa Fantastyka 08/17” – czyli comiesięczna dawka dobra w krótkiej formie.

NF.08

Tytuł: „Nowa Fantastyka”.

Format: Miesięcznik.

Data premiery: 25.07.2017

Liczba stron: 84

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka.

 

Gdy tylko zobaczyłam okładkę nowego numeru „NF”, od razu stwierdziłam : „będzie ogień, bo Mroczna Wieża”. Jak zwykle nie zawiodłam się, bo redakcja stanęła na wysokości zadania i dała mi do poczytania kilka naprawdę świetnych tekstów i opowiadań. Zacznę może od tematu z okładki, który bliski jest memu sercu. Tekst Łukasza M. Wiśniewskiego o jednej z moich ulubionych serii, od których w ogóle zaczęła się moja przygoda z fantastyką jako taką, czyli o „Mrocznej Wieży” Stephena Kinga. To dzięki niej, ja odkryłam pasję do fantastyki i po dziś dzień jest to jedna z moich ulubionych serii ( zaraz po Tolkienie i Oscarze Wildzie). W artykule dowiecie się kilku ciekawych rzeczach o samej książce i sposobie jej powstawania. Polecam, nie tylko zagorzałym fanom Kinga, takim jak ja. Kolejny artykuł jest kontynuacją historii Andrzeja Kaczmarczyka o UFO, teoriach spiskowych i innych trickach polityczno-społeczno-naukowych, jakie zainspirowały twórców filmów do stworzenia swoich dzieł. Jeśli chcecie się dowiedzieć, jaki związek mają ze sobą „Z Archiwum X” i ” Dallas ’63” Kinga, zerknijcie do tego artykułu. Nie można też pominąć ciekawego wywiadu z Tedem Kosmatką oraz „kosmicznego” przewodnika Marka Starosty, który z bliska przygląda się temu, co jedzą kosmonauci a nawet podaje przepis na jedną z „kosmicznych” potraw!

Sekcja opowiadań obfituje w wiele ciekawych tekstów. Między innymi „Kląkanie na zapóźniku” Krzysztofa Filipowicza, opowieść z gatunku bliżej nieokreślonego ale za to przyciągającego uwagę. Czy „Ja to nie ty” Teda Kosmatki, którego opowiadań wcześniej nie znałam, a że wcześniejszy wywiad mnie zaintrygował to i tę historię czytałam z podwójnym zainteresowaniem. No i nie mogę nie wspomnieć też o „Upiorze umarłego” Shawna Speakmana, który wyjątkowo trafnie wpisał się w mój gust czytelniczy i na pewno zapoznam się głębiej z twórczością tego pana.

Ciekawy wywiad z laureatami nagrody Zajdla oraz kontynuacja dyskusji na temat związków awangardy z fantastyką też nie powinny umknąć Waszej uwadze. Książki w tym miesiącu zapowiadają się ciekawie. Zarówno nowa seria Josepha Delaney ( ten sam, który napisał „Kroniki Wardstone”) jak i „Skrzydła Nocy” Roberta Silverberga znalazły się na mojej liście „to-read”. Na deser polecam felieton Rafała Kosika o tym, jak sen o sieci stał się rzeczywistością a także kilka recenzji filmów ( między innymi „Spider-Man.Homecoming”) oraz komiksów ( gdzie ja osobiście polecam Wam „Kaznodzieję” Gartha Ennisa i Steve’a Dillona).

Zainteresowani? To szpagatami do kiosków, bo naprawdę warto. 🙂

Z fantastycznymi pozdrowieniami,

Meg.

 

Bez kategorii

Episode #173 : ” Spider-Man. Homecoming” czyli jak ikoniczny Człowiek-Pająk wraca do MCU.

spiderman

Tytuł : „Spider-Man. Homecoming”

Reżyseria: Jon Watts

Seria: „Spider-Man. Homecoming”

Występują: Tom Holland, Marisa Tomei, Robert Downey Jr., Michael Keaton, Zendaya.

Data premiery: 28.06.2017/ 14.07.2017- Polska

Czas trwania: 132 minuty.

Wiem, że chwilę mi zajęło, zanim napisałam cokolwiek na temat tego filmu, ale niestety natłok innych rzeczy sprawił, że dopiero teraz mogę się wypowiedzieć. Bez zbędnych wstępów, zapraszam na swój wywód.

Wiele osób miało wątpliwości, co do tej produkcji. Jedni mówili, że będzie genialna, drudzy kręcili nosem i stwierdzili, że znowu zrobią ze „Spider-Mana” jakiś gniot dla mas. Trailer niby był zabawny, niby pokazywał niewiele ale jakoś tak… Nie mogłam się do niego przekonać. Mimo całej sympatii, jaką darzę postać Człowieka-Pająka, to jego filmowe wersje zostały mi skutecznie zniszczone przez Sama Raimiego i jego trylogię, o której lepiej nie wspominać a potem przez Marca Webba i jego interpretację „Niesamowitego Spider-Mana”.

Jednak, gdy zobaczyłam nowego Spider-Mana, który nie tylko był dużo młodszy od swoich poprzedników ale i był bardziej przekonujący w swojej roli, pomyślałam sobie… Hej, a może jednak warto dać szansę tej produkcji? Po tym, jak po raz pierwszy pojawił się w „Civil War” było dla mnie jasne, że musi powstać jego samodzielny film. I tak też się stało. „Homecoming” był jednym z najbardziej wyczekiwanych filmów tego roku ( zaraz po „Thor. Ragnarock”) z kuźni MCU.

W tym odcinku, poznajemy Petera Parkera ( Tom Holland) jako zwyczajnego nastolatka z nietypowymi zdolnościami, który pomaga słabszym w przebraniu „Spider-Mana”. Twórcy odpuścili sobie tak zwane „origin story” i pokazali nam już gotowego bohatera. Z krwi i kości, który bardzo chce się wykazać. Gdy tylko ma po temu okazję, szuka odpowiedniego momentu by pokazać na co go tak naprawdę stać. Gdy odkrywa, że tajemniczy mężczyzna w przebraniu mechanicznego ptaka ( Michael Keaton) terroryzuje miasto i sprzedaje nielegalnie wytworzoną broń z elementów zebranych po walce z kosmitami, chce wziąć sprawy we własne ręce, co oczywiście naraża go i jego przyjaciół na niebezpieczeństwo.

Nie chciałabym zdradzać zbyt wiele z fabuły, bo nie chcę Wam niszczyć funu z obejrzenia tego, niezwykle udanego, filmu. Bo jest to kino czysto rozrywkowe. Nastoletnie żarty, wystarczająca ilość Iron Mana ( Robert Downey Jr.), który nie dominował całego filmu i zwyczajność Petera sprawiają, że jest to bardzo przyjemny obraz. Moje obawy, co do młodego aktora, wcielającego się w rolę Parkera rozwiały się kompletnie po pierwszych kilku minutach. Tom Holland poradził sobie śpiewająco, a Michael Keaton wykreował jednego z najlepszych czarnych charakterów w uniwersum MCU jak do tej pory. Nic tylko czekać na więcej.  A jeśli nadal nie czujecie się przekonani, czy chcecie zobaczyć nowego Spidey’go czy też nie, podrzucam trailer:

Ja daję tej produkcji mocne 10/10. Bo nie mam się do czego przyczepić. Jest super i chętnie zobaczę ten film jeszcze raz, a rzadko kiedy mam ochotę oglądać dwa albo więcej razy ten sam film.

Tymczasem z filmowym adieu,

Meg.

Bez kategorii

Episode #172: ” Umiera Bóg i przez niego stworzony świat umiera.” czyli posłowie o „Czasie Zmierzchu” Dmitra Glukhovsky’ego.

czaszmierzchu

Tytuł: „Czas Zmierzchu”

Autor: Dmitry Glukhovsky.

Wydawnictwo: Insignis.

Liczba stron: 397.

Na wstępie od razu zaznaczę, że nie jestem wielką fanką Glukhovsky’ego. Co prawda, czytałam trzy jego książki i nawet mi się podobały.  Zwłaszcza „Futu.re”, które było bardzo ciekawie przedstawioną dystopią. O „Czasie Zmierzchu” usłyszałam przypadkowo przy okazji jego wznowienia, więc postanowiłam zobaczyć, czy i ta książka okaże się dobra czy też pozostawi po sobie niesmak.

Historia zaczyna się od momentu, gdy zawodowy tłumacz, otrzymuje zlecenie przekładu dziennika wyprawy, która z polecenia franciszkanina Diega de Landy wyruszyła po święte księgi Majów. Im bardziej tłumacz ulega fascynacji dziennikiem, tym śmielej tajemnicze bóstwa Majów przenikają do współczesnej Moskwy.

W międzyczasie do gazet oraz wiadomości napływają informacje o kolejnych kataklizmach, których częstotliwość jest podejrzanie duża. Tysiące ofiar i ogromne zniszczenia pustoszą świat… Czy ma to jakiś związek z dziennikami de Landy? Czy coś łączy wierzenia Majów ze współczesnym, raczej post religijnym światem? Tego możecie dowiedzieć się, sięgając po powieść Glukhovskiego.

Jeśli mam być szczera, to w tej książce było wszystko to, co powinno znaleźć się w dobrej książce grozy z elementami mocno dystopijnego świata. Było napięcie, było oczekiwanie na kolejny wątek i był dreszcz emocji. Lecz w trakcie czytania, miałam wrażenie, że w niektórych miejscach autor po prostu chciał zrobić za dużo i coś poszło nie tak. To sprawiało, że rytm książki zachwiał się w posadach i że już nic tego nie odratuje. Ale, na szczęście, potem wszystko wróciło do normy. Historia sama w sobie jest dość … Przewidywalna. Wiadomo, że jak ktoś otrzymuje bardzo tajemnicze zlecenie związane z jakimiś mitycznymi wierzeniami sprzed kilkuset tysięcy lat, to nigdy nie prowadzi to do niczego poza ogólną katastrofą. Podobały mi się zawarte w tekście odniesienia do kultury Majów i do ich pochodzenia. To nadawało bardzo autentycznego wyrazu całej historii. A zdarzenia, jakie następowały po tym, jak nasz główny bohater zapoznawał się z dziennikami wypraw, jeszcze bardziej potęgowały tę wiarygodność.  Ta książka dała mi trochę do myślenia i choć wiem, że to fikcja, to i tak coś w podświadomości pozostało. Jak w poprzednich dziełach Glukhovskiego, tak i w tym, czytelnik jest świadkiem wydarzeń, które nie są oderwane od realnego stanu rzeczy i które mogą się wydarzyć. Tylko nie do końca wiemy, kiedy.

Jeśli chodzi o szatę graficzną książki, to muszę przyznać, że oddaje ona w pełni klimat, jaki w niej panuje. Mroczne rysunki, hiszpańskie tytuły i okładka, która przyciąga wzrok są niewątpliwymi atutami. Czy poleciłabym tę książkę? Owszem, jeśli lubicie klimaty post-apo/dystopijne. Ja osobiście polubiłam tę tematykę przez swoje studia, czego się nie spodziewałam, bo zwykle stroniłam od tego typu książek i filmów.

Podsumowując, książka nie urywa, ale dobrze się ją czyta. Na pewno fani autora będą się bardzo dobrze bawić przy lekturze, a ci , którzy jeszcze się wahają czy warto po nią sięgnąć, spróbujcie. Myślę, że nie pożałujecie.

Za możliwość przeczytania książki, dziękuję Wydawnictwu Insignis.

Z czytelniczymi pozdrowieniami,

Meg.

 

 

 

 

Bez kategorii

Episode #171 : ” O Polsce, strachu i kobietach” czyli rozmowy Najsztuba z Sumińską o tym, co się w życiu liczy.

Najsztub i Sumińska o Polsce, strachu i kobietach_okładka front

Autor: Irena A. Stanisławka.

Tytuł: „Najsztub i Sumińska. O Polsce, strachu i kobietach.”

Wydawnictwo: Czarna Owca.

Liczba stron: 164.

Piotr Najsztub – kontrowersyjny dziennikarz i publicysta. Mający w głębokim poważaniu opinię innych o swojej osobie. Z zamiłowania, lubi zadawać niewygodne pytania.

Dorota Sumińska – nazywana też „Matką Polką od zwierząt”. Pani weterynarz o wielkim sercu dla naszych czworonożnych przyjaciół.

Pewnego dnia te dwie z pozoru różne osobowości, postanowiły się spotkać i porozmawiać o tym, co ich w życiu gryzie. Pani Irena Stanisławska zadawała pytania, a jej goście odpowiadali. Poruszali tematy poszukiwania naszych korzeni. Skąd się wywodzimy, o zwierzęcej naturze człowieka i kulturze, która niekoniecznie jest dla nas czymś dobrym.

Wywiad-rzeka, w którym dowiadujemy się ciekawych rzeczy na temat poglądów obu pana Najsztuba i pani Sumińskiej. O tym, dlaczego warto czasem pokazać swoją zwierzęcą naturę i dlaczego powinniśmy więcej ze sobą rozmawiać. O współczesnym społeczeństwie, związkach i włoskim bigosie. Kobiecej sile obserwowanej z szafy oraz lęku przed agresywną męskością.  Tematy poruszane już wielokrotnie, ale w tym wydaniu dość nietuzinkowo ujęte.

Zawsze lubiłam oglądać programy, które prowadziła pani Sumińska. Opowiadała ona w bardzo naturalny i prosty sposób o tym,jak dbać o naszych pupili i co zrobić, by być lepszymi właścicielami. I w tej rozmowie, pokazała klasę i swój mocno altruistyczny charakter. Pana Najsztuba szanuję za jego poglądy i za to, że mimo krytyki, zawsze ma swoje zdanie.

Jeśli lubicie wywiady-rzeki, ta pozycja jest dla Was. Znajdziecie tutaj bardzo zgrabnie poprowadzoną rozmowę z dwoma silnymi charakterami, które na pozór mogło by się wydawać, nie dogadałyby się w żadnej kwestii. Ta książka jednak pokazuje, że da się i można. Jak? Zapraszam do lektury.

Za możliwość przeczytania książki, dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.

Z czytelniczym adieu,

Meg.

 

Bez kategorii

Episode #170 : ” O metodzie na długowieczność według Szwedów, czyli słów kilka o ” Projekcie zdrowie” Andersa Hansena i Carla Johana Sundberga.

Projekt zdrowie_okladka

Autor: Anders Hansen, Carl Johan Sundberg

Tytuł: „Projekt zdrowie. Szwedzki poradnik inteligenta. Jak świadomie wyćwiczyć ciało i umysł”

Wydawnictwo: Smak Słowa.

Rok wydania: 2017

Ilość stron: 245.

„Wyobraź sobie, że masz przed sobą tabletkę. Jest to najbardziej zaawansowane lekarstwo, jakiego świat dotąd nie widział. Właśnie tą jedną pigułką możesz radykalnie zmniejszyć ryzyko zachorowania na jedną z długiej listy groźnych chorób. Cukrzyca, atak serca, depresja, choroby wieńcowe, a także różne rodzaje nowotworów – to tylko niektóre spośród nich. A to jeszcze nie wszystko. Będziesz czuć się lepiej, mieć więcej energii, będziesz lepiej sypiać i poprawisz swoją koncentrację. Wzrośnie twoja odporność i będziesz dłużej żyć. Wiele lat dłużej. Staniesz się młodszy w sensie biologicznym. Twoje serce się wzmocni, a w twoim mózgu powstaną nowe komórki.
Jest taka pigułka – nazywa się aktywność fizyczna! Mówiąc dokładnie, jest to tak proste, jak trzydzieści minut szybkiego spaceru dziennie. Nie trzeba wcale uczestniczyć w maratonie lub Biegu Wazów. Nie trzeba nawet spacerować. Ważne jest, byś każdego dnia przez pół godziny wykonywał czynność, która pod względem aktywności fizycznej będzie podobna do spaceru.”

Dwóch wybitnych naukowców postanowiło napisać poradnik. I to nie taki, w którym to opowiadają, że trzeba się wziąć za siebie bo to jest trendy, modne i przede wszystkim zdrowe. Owszem, jest to wielokrotnie wspomniane w tejże pozycji, jednak panowie Hansen i Sundberg, starają się nas przekonać, że nawet pół godziny spaceru, działa na nas zbawiennie. I gdy będziemy codziennie wykonywać ćwiczenia podobne do tego rodzaju ruchu, staniemy się zdrowsi. Czy to faktycznie działa? Trzeba by się przekonać na własnej skórze. Osobiście nie uważam, by po przeczytaniu tego typu książki, od razu coś się zmieniło w naszym postrzeganiu własnego zdrowia czy kondycji. Jednak może to nam dać bardzo dużego „kopa” w dążeniu do osiągnięcia swoich celów. Czy to zdrowotnych czy czysto wizualnych, jak zrzucenie kilku zbędnych kilogramów. W „Projekcie zdrowie” na pewno każdy znajdzie coś, co może go zainteresować. I co może nas zmobilizować do codziennej pracy na rzecz naszego zdrowia fizycznego i psychicznego, o którym bardzo często w pędzie dzisiejszego świata, zapominamy.

Już od dawna wiadomo, że „w zdrowym ciele, zdrowy duch” i że aktywność fizyczna jest zbawienna dla naszego całego organizmu. Jednak nie każdy o tym pamięta. Dlatego czasem warto jest sobie przypomnieć takie „oczywiste oczywistości”.  Czy poleciłabym ten poradnik? Owszem. Pomimo bardzo naukowego podejścia do sprawy, autorzy starają się przedstawić problem w sposób prosty, przystępny i przejrzysty. Bardzo podobały mi się wyróżnienia, zastosowane w tekście, które pozwalały szybko nawigować do konkretnego punktu, jaki mnie zainteresował. Okładka przyciąga uwagę ładnym kolorem i ciekawą grafiką. Jednym słowem, polecam. Bardzo przyjemna lektura, która może, a nawet powinna, zmotywować wszystkich do aktywności fizycznej i do korzystania z prostych tricków, zawartych w tym poradniku.

Za możliwość zapoznania się z książką, dziękuję Wydawnictwu Smak Słowa.

A co Wy myślicie o tego typu poradnikach? Czytacie? Stosujecie się do rad? Zapraszam do dyskusji!

A tymczasem, borem, lasem, żegnam się czytelniczo,

Meg.

 

Bez kategorii

Episode #169 : [PRZEDPREMIEROWO] „O przyjaźni, która przetrwa wszystko według Sary Barnard”. – „Piękne złamane serca”.

SB_BBT_cover_PL_front

Autor: Sara Barnard

Tytuł: „Piękne Złamane Serca”

Wydawnictwo: Insignis.

Premiera: 5.07.2017

Liczba stron: 357.

Caddy i Rosie zawsze były nierozłączne, dopóki nie pojawiła się Suzanne. Teraz Caddy nie chce być już szarą myszką. chce by w jej życiu wreszcie coś się wydarzyło. Suzanne pragnie uciec od własnej przeszłości i stać się kimś innym. Chce być wolna. Ale czasem wszystko potrafi wymknąć się spod kontroli. A nikt nie jest w stanie złamać serca, jak najlepsza przyjaciółka.

Niby historia, jakich wiele. Można nawet pomyśleć, że to jakieś romansidło dla nastolatków. Taki odgrzewany dwadzieścia razy kotlet… Ale po zagłębieniu się w lekturę „Pięknych złamanych serc” okazuje się coś całkiem przeciwnego. Bardzo zgrabnie napisana opowieść o trzech z pozoru bardzo różnych od siebie nastolatek. Przyjaciółek, które mają swoje sekrety i próbują je zachować w tajemnicy, jak najdłużej potrafią. Jest Caddy, trochę szara myszka, uczennica prywatnej szkoły dla dziewcząt, chce zmienić swoje życie i przeżyć „Epokowe Wydarzenie”. Rosie, która w głowie ma tylko chłopców i imprezy, lecz Caddy nie zamieniłaby jej na nikogo innego. I jest też Suzanne… Tajemnicza nowa koleżanka Rosie. Caddy jakoś nie szczególnie ją lubi… Choć jest bardzo miła i stara się być jej przyjaciółką… W pewnym sensie, to dziewczyna ma wrażenie, że Suze ukrywa jakiś mroczny sekret…

Czy ma rację? Tego musicie się dowiedzieć, sięgając po tę niezwykle wciągającą książkę. Zwykle jakoś szczególnie nie przepadam za opowieściami, pisanymi w pierwszej osobie, jednak tą czytało mi się wyjątkowo dobrze. Muszę też wspomnieć dwa słowa o cudownej okładce, która zachęciła mnie do sięgnięcia po tę historię. Szczerze mówiąc, tytuł mnie trochę zmylił. A gdy przeczytałam opis, stwierdziłam, że jest to historia, którą chcę poznać. I nie żałuję ani minuty, spędzonej na czytaniu. Przyjemna lektura na leniwy, letni dzień na plaży, choć dająca trochę do myślenia. Przyjaźń jest pięknym i bardzo rzadkim uczuciem w dzisiejszych czasach. Mam na myśli tę prawdziwą, szczerą przyjaźń. Na dobre i złe. Tą, która boli i daje radość. W książce Sary Barnard, znajdziecie wiele odcieni przyjaźni. Polecam gorąco też czytanie tej książki z albumem „X” Eda Sheerana. Oddaje całkowicie klimat tej historii.

A za możliwość przedpremierowego zapoznania się z książką, dziękuję Wydawnictwu Insignis.

Z czytelniczym adieu,

Meg.