Bez kategorii

Episode #165: ” Wonder Woman” czyli jak DC próbuje kopiować Marvela ale coś im nie wychodzi… Nie do końca.

WonderWoman

Tytuł : „Wonder Woman”

Reżyseria: Patty Jenkins.

Rok produkcji: 2017

Seria: „Wonder Woman” na postawie scenariuszy Williama Moulton Marstona.

Występują: Gal Gadot, Chris Pine, David Thewlis, Robin Wright.

Produkcja: Universal Studios/DC.

Długo zastanawiałam się nad tym, co napisać na temat tej produkcji… Aż w końcu zebrałam się i stwierdziłam, że będę obiektywna w swojej ocenie. Zatem, zaczynajmy.

„Wonder Woman” opowiada historię dzielnej Amazonki, Diany, córki Hipolity ( Gal Gadot), która to pewnego dnia ratuje życie Amerykańskiemu pilotowi Steve’owi Trevorowi ( Chris Pine). Jego samolot rozbija się u wybrzeży rajskiej wyspy, zamieszkanej przez Amazonki. Jego pojawienie się, budzi nie małe kontrowersje wśród mieszkanek tego zakątka. Mężczyzna opowiada im o konflikcie, jaki rozgrywa się na świecie i że życie milionów niewinnych ludzi jest zagrożone. Słysząc te rewelacje, Diana postanawia wyruszyć razem z młodym pilotem do Londynu, gdzie mają odnaleźć Aresa, boga wojny i go zabić by zakończyć wszelkie wojny. Ale sprawy zaczynają się komplikować a kobieta zdaje sobie sprawę, że jej wizja ludzkości była nieco przekłamana. Mimo to, postanawia pomóc swojemu nowemu przyjacielowi. A co z tego wyniknie? Cóż, musicie iść do kina by się przekonać.

Może zacznę od tego, co mi się podobało. Przede wszystkim, motyw muzyczny Wonder Woman, który nadawał charakteru całej postaci. Pomimo, że Gal jakoś nie szczególnie mnie przekonała jako Diana, gdy po raz pierwszy ją zobaczyłam w „Batman vs. Superman”, to w tej produkcji mi się spodobała. Sama wizja tej ikonicznej postaci też przypadła mi do gustu, choć wielu krytyków zmieszało z błotem wizje producentów. Cóż, najwyraźniej ci sami krytycy nie mieli do czynienia ze współczesnymi komiksami o „Wonder Woman” tylko zapamiętali nieco seksistowski obraz tej bohaterki z lat 70.   Historia sama w sobie była spójna i klarowna. Nie miałam wrażenia, że coś mnie ominęło, jak to miało miejsce na przykład w niektórych produkcjach MCU. Film był zrobiony efektownie, choć wiele wątków trochę mi nie pasowało. Motyw Doktor Poison był okropny. I ta zmiana złych postaci pod sam koniec filmu też miała tak wiele sensu, że wcale.

Jeśli chodzi o grę aktorską, to nie mam się do czego przyczepić. Postaci były wyraźne, charyzmatyczne i na pewno zapadające w pamięć. Trochę sztywne sceny i przegadany początek można wybaczyć. Co mnie trochę drażniło, to za dużo zwolnień akcji. I dziwnych wygibasów, które składały się na styl walki Amazonek… Gdyby ta część była bardziej dynamiczna, na pewno film by na tym zyskał.

Końcowa walka była pokazem kiczu, jakiego dawno nie widziałam a zakończenie było tak oczywiste, że równie dobrze mogłam nie iść na film, by wiedzieć jak to się skończy. Ale taki już urok filmów, których tyka się Snyder… Co mocno można było zauważyć właśnie w końcowych scenach.

Jak wspomniałam na początku, trochę trudno mi ocenić ten film, bo … W sumie nie był taki zły. Poszłam na niego nie oczekując cudów, a dostałam całkiem dobrą produkcję, która bardzo podniosła poprzeczkę DCCU. Był to jeden z lepszych filmów na podstawie komiksów DC, choć nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że producenci bardzo chcieli uzyskać ten sam poziom, który czasem uzyskuje Marvel… A czy im się to udało? Cóż to już pozostawiam Wam do oceny.

Według mnie, film był nie najgorszy, dlatego mogę mu wystawić mocne 7,5/10.

Z filmowym aloha,

Meg.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s