Bez kategorii

Episode #141 : „”Czasami trzeba dokonać niemożliwego”, czyli o drugim tomie fantastycznej trylogii „Klątwy”-„Ukryta Łowczyni” Danielle L Jensen.

ukryta-lowczyni-b-iext43237094

Tytuł „Ukryta Łowczyni”

Autor: Danielle L. Jensen

Wydawnictwo: Galeria Książki

Liczba stron: 511.

Seria: „Klątwa”

 

„Niektóre kary są gorsze od śmierci.”

W mieście pod górą tyran sprawuje władzę absolutną. Jedyny troll, który byłby zdolny mu się przeciwstawić, został oskarżony o zdradę i uwięziony. Cecile uciekła z mrocznego Trollus, ale już wkrótce zdała sobie sprawę, że wcale nie znajduje się poza zasięgiem władzy króla i jego manipulacji. Dziewczyna mieszka z matką w Trianon i każdego wieczora występuje na deskach sceny operowej. Za dnia zaś niestrudzenie szuka Anushki, czarownicy, która przez pięć stuleci umykała trollom. A niezależnie od tego, czy zwycięży, czy poniesie porażkę, jej bliscy zapłacą wysoką cenę. Aby odnaleźć Anushkę, dziewczyna musi zagłębić się w magię, która jest mroczna i zabójcza. Czarownica jest jednak przebiegła, a Cecile może się okazać nie tylko łowczynią, ale i zwierzyną.

Pierwszy raz usłyszałam o serii „Klątwa” przez przypadek. Nie pamiętam, czy to od Hasacza czy od Anity z Book Reviews, ale na pewno jedna z booktuberek, które oglądam o tej serii wspominała. I stwierdziłam, że spróbuję. A co mi tam. No i wpadłam po same uszy. Trolle mnie oczarowały. Historia Cecile i Tristana to moje kolejne wielkie OTP. Ogólnie byłam przekonana, że nie będę aż tak przeżywać tej serii ale cóż… Przeżywam. W drugim tomie dzieje się mnóstwo rzeczy, za które mam ochotę zamordować autorkę. Ale pewnie jeszcze nie jedna rzecz mnie czeka w „Walecznej Czarownicy”, więc zostawię sobie mój jad i gorycz na ostatnią część. „Ukryta Łowczyni” mnie oczarowała. Poznajemy tutaj wiele tajemnic, które nękają trolle. Wielu władców, którzy przyprawiają o wyższe ciśnienie, nie dlatego że są oszałamiająco przystojni, tylko że są jawnymi szujami ( przepraszam ale inaczej tego określić się nie da…). Niektórych bohaterów bym spaliła na stosie, bo są idiotami… Ale cóż w każdej dobrej historii znajdzie się jakiś idiota.

Sam początek książki, gdy widzimy uwięzionego Tristana i Cecile, która próbuje negocjować jego uwolnienie z despotą… No można się lekko zdenerwować, a dalej wcale nie jest lepiej…. Ale to musicie się przekonać na własnej skórze, jak jest.

Podsumowując, polecam gorąco zarówno „Porwaną Pieśniarkę” jak i „Ukrytą Łowczynię”. Wiele osób twierdzi, że tom drugi jest trochę nudny i przegadany. Według mnie, książkę czyta się szybko i cała historia rozwija się bardzo dynamicznie, dlatego nie ma tu mowy o nudzie. Owszem, były pewne momenty, które troszkę się dłużyły i spowalniały akcję, ale są one potrzebne, zwłaszcza w rozbudowanej fabularnie powieści.

Zakończenie pozostawia czytelnika w niepewności, dlatego, jak zaczynacie swoją przygodę z twórczością Danielle L Jensen, miejcie pod ręką wszystkie trzy tomy, bo gwarantuję Wam, że będziecie od razu chcieli sięgnąć po kolejne, a zwłaszcza po ostatni.

Z czytelniczymi pozdrowieniami,

 

Meg.

Bez kategorii

Episode #140 : Love is in the air, czyli inspiracje książkowo-muzyczno-filmowe dla zakochanych.

Hello, dzień dobry, cześć, siemanko!

Z racji tego, że niedawno były Walentynki, postanowiłam zrobić coś dla ludzkości i napisać swoją bardzo subiektywną listę książek, filmów oraz utworów, które uważam za idealne na walentynkowy/romantyczny wieczór z drugą połówką ( wódki też 😉 ). A zatem, bez zbędnego przedłużania, zaczynamy.

Może na pierwszy ogień pójdzie muzyka, bo akurat mam na świeżo bardzo dużo utworów, które wpisałyby się idealnie w romantyczny klimat. Ostrzegam, nie będzie tutaj żadnego nowoczesnego rzępolenia. Jestem bardzo staroświecka, jeśli chodzi o muzykę, więc całkiem możliwe, że wielu z Was nie będzie nawet kojarzyło wykonawców bądź utworów, które zamieszczę na tej liście. Aczkolwiek, mogę się mylić.

  1. Na pierwszy ogień może zacznę od czegoś bardzo współczesnego, czyli od Eda Sheerana, który jest po prostu czarodziejem, jeśli chodzi o piosenki o miłości. Trudno mi tutaj wybrać jakąś jedną konkretną, dlatego nawet nie próbuję.
  2. Birdy – cudowny głos, połączony z bardzo przyjemnym brzmieniem pianina. Bardzo często tworzę moje wesołe opowieści właśnie przy Birdy, więc nie jest to tylko pani, którą polecę na romantyczny wieczór ale i jako towarzyszkę podróży po naszej wyobraźni.
  3. Bruno Mars, głównie piosenki „When I was your man”, „Grenade” i „Just the way you are”.
  4. Sam Smith ” Stay with me” – dla mnie, ta piosenka jest po prostu tak przepełniona emocjami, że na pewno poleciłabym ją na jakiś fajny wieczór z kimś bliskim.
  5. Brian Adams – no dobra, to wchodzimy na teren mojego dzieciństwa – ” Heaven”, „Have you ever really loved a woman”, „All for love”.
  6. Aerosmith „I don’t wanna miss a thing”, ” Crazy”, „Cryin'”
  7. Savage Garden – kolejni czarodzieje klimatycznych ballad – ” I knew I loved you”, ” Truly, madly, deeply” czy „Universe” na pewno sprawią, że wprawicie się w cudowny nastrój.
  8. Goo Goo Dolls ” Iris” – według mnie, jedna z najlepszych piosenek miłosnych, jakie zostały napisane ever!
  9. ” Say what you want” Texas.
  10. ” All I have to give”, ” Quit playing games with my heart” – wiadomo, Backstreet Boys.
  11. Frank Sinatra.
  12. Mama Cass ” Dream a little dream of me”.
  13. Zespół Train. np piosenka „Marry Me”. Na oświadczyny, jak znalazł ;).

 

Jeśli chodzi o filmy, które polecam na takie romantyczne spotkanie to będą to na pewno :

  1. „Pamiętnik” – choć ja osobiście nie mogę zdzierżyć Ryana Goslinga, to film jako taki jest bardzo fajny.
  2. ” Zapach kobiety” – przepiękny, mistrzowsko zagrany, romantyczny i urzekający. Al Pacino i Chris O’Donnel dali popis umiejętności aktorskich.
  3. ” Szkoła uczuć” – bardzo kiczowaty, bardzo młodzieżowy i bardzo romantyczny. Ale i tak uwielbiam ten film.
  4. „Cztery wesela i pogrzeb” – film, który za każdym razem doprowadza mnie do śmiechu. Po prostu must-watch.
  5. „Nothing Hill” – ah, tak… Znów Hugh Grant, tym razem w towarzystwie Julii Roberts.
  6.  „Uciekająca panna młoda” – Julia Roberts i Richard Gere.
  7. ” Miasto Aniołów” – cudowny  film. Majstersztyk w swojej klasie. Meg Ryan i Nicolas Cage – magicy na ekranie.

A książki, które uważam za jedne z lepszych romantycznych historii to :

  1. ” Love, Rosie” – Cecilii Ahern.
  2. ” Historia Berena i Luthien” J.R.R Tolkien.
  3. ” Trzy metry nad niebiem” Federico Moccia.
  4. ” Raven/Shadow” Sylvian Reynard.
  5.  ” A walk to remember” Nicholas Sparks.

 

Książek najmniej na liście, bo najmniej czytam romansów 🙂 Dlatego tylko tyle. Jeśli Wy też macie jakieś swoje ulubione filmy/piosenki/książki, którymi chcielibyście się ze mną podzielić, to zapraszam do sekcji komentarzy.

 

Tymczasem, borem lasem, do następnej notki

Meg.

 

 

Bez kategorii

Episode #139: ” Co się dzieje z osobą, kiedy jej własny umysł staje się wrogiem? Nie wiem. I boję się dowiedzieć” czyli kilka słów o „Margo” Tarryn Fisher.

margo-t

Tytuł : „Margo.”

Autor: Tarryn Fisher.

Wydawnictwo: SQN.

Liczba stron: 350.

„ W Bone jest dom. W domu mieszka dziewczyna. W dziewczynie mieszka ciemność…”

Margo nie jest typową nastolatką. Żyje w bardzo ponurym miasteczku, znajdującym się w miejscu, gdzie wiatr zawraca a psy szczekają tylną częścią ciała. Nikt z własnej woli by się tutaj nie zatrzymał. Żeby tego było mało, rodzina Margo nie jest lepsza. Równie ponura i dziwna, jak miasto w którym mieszkają. Matka ma depresję i prawie z nią nie rozmawia, traktując ją jak służącą i krytykuje na każdym kroku.

Dziewczyna raczej stara się nie wyróżniać, samotnie przemierzając kolejne dni. Jednak wszystko się zmienia, gdy poznaje Judah. Chłopaka, który jest nie tylko od niej starszy ale i niepełnosprawny. Odkrywa przed nią świat, którego wcześniej nie znała… Co może brzmieć nieco niepokojąco.

Kiedy dochodzi do tajemniczej śmierci siedmioletniej dziewczynki z sąsiedztwa, Judah i Margo zaczynają swoje własne śledztwo. W dziewczynie budzi się nieposkromiona chęć zemsty na oprawcach. Chciała ich tak ukarać, by nigdy więcej nikogo już nie skrzywdzili… Jednak ten „wet za wet” owocuje czymś, czego Margo się nie spodziewała… A czym? No, tego Wam nie zdradzę. Musicie przeczytać sami.

Gdy przeczytałam opis książki, pomyślałam sobie: „o, to będzie coś w moim klimacie”. Mroczne, dziwne, budzące grozę. I na początku, wszystko wskazywało na to, że tak właśnie będzie. Aż do momentu, w którym bohaterka traci nieco poczucie rzeczywistości i zaczyna aż przesadnie podkreślać, jakie to ma niesamowite zdolności i jak to tylko ona może doprowadzić do rozwikłania zagadkowej śmierci dziewczynki…( takie odniosłam wrażenie).

Była to pierwsza moja przygoda z książkami Tarryn Fisher i chyba nie przekonałam się. Choć sama historia jest ciekawa i od samego początku jesteśmy wciągnięci w wir mrocznych zdarzeń. To jednak finalnie, książka wydała mi się trochę za bardzo rozbuchana… Może ja jestem jakaś zblazowana, bo dla mnie dobry thriller to taki, który mnie zaskakuje – tutaj, przyznaję, kilka razy się nawet troszkę przestraszyłam- ale nie jest sztampowy. W większości książek, potrafię przewidzieć fabułę i jak potoczą się losy bohaterów. Tutaj to było aż nazbyt oczywiste, co się wydarzy i kto finalnie zgarnie wszystkie „propsy” za swoje czyny. Dlatego, czuję lekkie rozczarowanie tą książką. Aczkolwiek, polecam zapoznanie się z nią i przekonanie na własnej skórze, czy faktycznie jest tak źle, czy jednak przesadzam.

Jeśli chodzi o wizualną stronę tej powieści, to mimo całej swojej prostoty, nadaje klimat całości. Okładka przyciąga wzrok i czytelnik ma ochotę od razu po nią sięgnąć ( tak, jestem straszną sroką okładkową i jak książka mnie nie zainteresuje wizualnie, to raczej rzadko kiedy pokuszę się o jej przeczytanie).

Za książkę dziękuję Wyadawnictwu SQN.

Z czytelniczymi pozdrowieniami,

Meg.

Bez kategorii

Episode #138 : „It’s time for next phase… Will you survive the Game?” czyli kilka słów o niezwykle wciągającym finale serii „Endgame” autorstwa Jamesa Frey i Nilsa Johnsona Sheltona.

O, losie… Dawno mnie nie było, prawda? Ale teraz wracam ze zdwojoną siłą ( mam nadzieję). Na pierwszy ogień, wciągający trzeci tom serii „Endgame”. Co o nim myślę? Przeczytacie poniżej.

endgame-tom-3-reguly-gry-b-iext47141828

Tytuł : „Endgame. Reguły Gry”.

Seria: Endgame.

Autor: James Frey, Nils Johnson- Shelton

Wydawnictwo : SQN

Liczba stron: 343.

Najsilniejsi i najsprytniejsi z Graczy dotarli do końcowej fazy „Endgame”. Cel jest jeden – zdobyć Klucz Słońca. Maccabee gra, by wygrać. Posiada Klucz Niebios i Klucz Ziemi, teraz zrobi wszystko by zdobyć ten ostatni… Jednak nic w „Endgame” nie jest stałe. Maccabee musi uważać i grać ostrożnie. An Liu gra dla śmierci. Jego jedynym celem jest powstrzymanie „Endgame” i zagłada całego świata. Aisling porzuciła Grę i decydowała się walczyć po stronie życia.

Wraz z Sarah, Jago, Shari i Hilal próbują nie dopuścić do zatrzymania Endgame. Klucz Słońca musi pozostać w ukryciu. Tych pięciu Graczy ustanawia nowe reguły Gry. Wszystkich łączy jedno: są gotowi umrzeć, by osiągnąć zamierzone cele.

Moje pierwsze skojarzenie, gdy czytałam dwa poprzednie tomy – dobry film akcji. Z zawrotnym tempem, doprowadzającym do zawrotów głowy i ciągłych pytań: ale… JAK TO? DLACZEGO?

Gdy weszłam do świata Endgame, nie miałam ochoty z niego wychodzić nawet na chwilę. Porywający, trzymający w napięciu, pobudzający szare komórki do pracy. Taki właśnie jest świat Endgame. Wiele osób mówiło mi, że cała seria przypomina trochę „Igrzyska Śmierci” Susanne Collins. W pewnych aspektach, może trochę, choć nie do końca. Gracze walczą o zdobycie najwyższej nagrody a i finały są zaskakujące.

W trzecim tomie cyklu, znów spotykamy się z bohaterami, których poznaliśmy w poprzednich i wyruszamy w podróż, która zdaje się być kolejnym rollercosterem…

Kto wygra? Czy w ogóle komuś jeszcze zależy na tym, by zdobyć Klucz Słońca i zakończyć tę Grę? Tak. Znajdzie się kilku, którzy zrobią wszystko dla wygranej. Ale czy warto? Może lepiej zostawić wszystko własnemu biegowi i pozwolić by Gra sama się zniszczyła? Dla niektórych Graczy to byłoby idealne rozwiązanie. Jednak nic w Endgame nie jest stałe i oczywiste. Wszystko się zmienia.

„Reguły Gry” to świetna kontynuacja naprawdę dobrej serii, która mnie zmiotła i wgniotła w fotel. Choć nie jestem fanką tego typu literatury i rzadko po nią sięgam, to tutaj doznałam bardzo przyjemnego szoku. Jednak książki z gatunku dystopii i walki o przetrwanie nie muszą być pisane na jedno kopyto. Panowie Frey i Sheldon udowodnili mi to bardzo dosadnie. Na pewno ta seria wpisała się w grono jednych z moich ulubionych i jak znajdę chwilę czasu, pewnie jeszcze do niej wrócę i spróbuję bardziej wnikliwie przeanalizować wszystkie wskazówki tam zawarte. Nie mogę nie wspomnieć o naprawdę świetnej szacie graficznej książki, która oddaje w pełni jej treść i sprawia, że czytelnik czuje się częścią Gry. Sposób zapisu też nie jest przypadkowy, gdyż dzięki niemu, każdy rozdział czyta się szybko a te kilkaset stron znika szybciej, niż zdążymy pomyśleć. Jak zawsze, wielkie gratulacje dla Wydawnictwa SQN za oddanie klimatu tej lektury. Bez szaty graficznej, ta książka nie miałaby racji bytu.

Podsumowując, „Reguły Gry” to powieść ciekawa, porywająca od pierwszej strony i zapraszająca nas, czytelników, do świata, w którym teoretycznie nie ma reguł. Jest tylko gra. Polecam każdemu, kto lubi klimat „Igrzysk Śmierci” czy „Więźnia Labiryntu”. Dobra zabawa i dreszczyk emocji gwarantowane. A jeśli lubicie łamigłówki, to na końcu książki znajdziecie przypisy oraz miejsce na swoje własne przemyślenia i notatki.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu SQN.

 

Tymczasem, borem, lasem,

Pozdrawiam,

Meg.