Bez kategorii

Episode #124: ” I hate you for what you become…” Rock straight out of New Zealand!

 

Band : Like A Storm.

Place : 16.11.2016, Spodek, Katowice.

Supporting: Alter Bridge.

[PL]

Dawno nie pisałam żadnej relacji z koncertu, więc pozwólcie, że podzielę się z Wami tą krótką ale myślę ciekawą opowieścią o mojej wyprawie do Katowic. Gdy tylko dowiedziałam się, że Like A Storm będą supportem zespołu Alter Bridge na koncercie w Polsce, nie było takiej opcji by mnie nie było na tym koncercie. Chłopcy, jak zawsze, dali popis swoich umiejętności i rozgrzali tłum przed występem głównej gwiazdy. Zagrali między innymi hity jak „Love the way you hate me”, ” Become the Enemy” i cover AC/DC „TnT”, którym kupili publikę po całości. Ludzie bawili się i śpiewali razem z zespołem, co mnie osobiście ( po raz kolejny zresztą) bardzo pozytywnie zaskoczyło. Dzięki temu, chłopcy bardzo polubili występy w naszym kraju i mam nadzieję, że już niedługo przyjadą do nas jako główny zespół. Na dole macie kilka linków do nagrań z koncertu w Spodku.

 

[ENG]

It’s been a while since I last seen the loveley gents of Like A Storm in a live show. This time round, they came as a supporting band for the Orlando rockers from Alter Bridge, bringing the didgeridoo metal back to Poland. Their first show in our beautiful country, was a support gig for the Hollywood based band- Black Veil Brides, which was positively taken by the audiance. This time round, they came back with Alter Bridge and warmed the audiance with their energetic music. The set included hits like „Love the way you hate me”, „Become the Enemy” and a rocking cover of AC/DC’s „TnT”. It was a pleasure to rock out with the band and see people having fun at their performace.

Like A Storm are a heavy metal band, whose memebers originally come from New Zealand. Three brothers – Matt, Chris and Kent Brooks decided to put together a band and came to America to make their dream come true. Their unique sound, charisma and hard work gave them the opportunity to work with amazing musicians and travel the world. In 2015 they were joined by Zach Wood on drumms. The band is now on tour with Alter Bridge, so if you haven’t seen them live, find a show near you and check them out. Or click on the images below to see their performance in Poland.

Bez kategorii

Episode #123 : ” Był chłop, nie ma chłopa” czyli o „Mafii na Wybrzeżu” Krzysztofa Wójcika.

mafia-na-wybrzezu

Tytuł: „Mafia na wybrzeżu”

Autor: Krzysztof Wójcik

Wydawnictwo: Muza.

Liczba stron: 347.

 

„Był chłop nie ma chłopa- tymi słowami kwituje Artur Zwirajewski ‚Iwan’ brutalne morderstwo swojego znajomego, kiedy wraz z innymi zabójcami wraca samochodem z Borów Tucholskich do Trójmiasta. Jest wiosna 1998 rijy, W aucie mordercy nie mówią zbyt wiele –  zabili kompletnie bezrefleksyjnie.”

Tak właśnie zaczyna się historia, która wstrząsnęła całą Polską. Bo tak naprawdę wszyscy mówili o tym, co działo się w latach 90. właśnie na Wybrzeżu, a głównie w Trójmieście. W Pruszkowie mieli „Masę” a w Trójmieście był „Iwan”.  Krzysztof Wójcik zabiera nas w okrutną, pełną brutalnych morderstw i silnych osobowości podróż przez tak zwaną „ciemną stronę” Trójmiasta. Przedstawia nam sylwetki ludzi, którzy bez mrugnięcia okiem potrafili rozstrzelać każdego, kto im przeszkadzał a ich wyczyny były szeroko komentowane nie tylko w lokalnych mediach. Opisuje w szczegółach relacje, jakie panowały między poszczególnymi działaczami grup przestępczych w Trójmieście i co pchało ich do dokonywania tych wszystkich zbrodni. Bo nie były to tylko czyste porachunki między gangsterami. Czasami była to wendetta, czasami przysługa a czasami zwykła pomyłka. Reporter pokazuje nam ludzi, którzy terroryzowali mieszkańców pomorza. I o których pisały wszystkie gazety. Mieszkali w blokach, eleganckich domach. Mieli rodziny, bliskich i przyjaciół, często nie świadomych tego, czym się zajmowali. Z pozoru, zwyczajni ludzie, lecz pod tą fasadą kryli się kryminaliści.

Jeśli mam być szczera, o wielu rzeczach, jakie zostały przedstawione w tej książce, słyszałam w lokalnych mediach i od ludzi, którzy mieszkali w bezpośrednim sąsiedztwie zdarzeń, jakie miały miejsce w tamtym czasie. Choć byłam wtedy dzieckiem, to pamiętam, że był to okres natężonej działalności grup przestępczych, zwłaszcza w okolicy dzielnicy, w której mieszkam do dziś. Obecnie, w Trójmieście jest w miarę spokojnie. Choć nie wiadomo na jak długo.

Po lekturze reportażu Krzysztofa Wójcika mogę powiedzieć tylko jedno- sięgnijcie po tę książkę. Jest tego warta. Czytając ją, miałam wrażenie, że czytam bardzo dobrze napisany kryminał z elementami sensacji. Lecz to nie była fikcja literacka, tylko wydarzenia, które miały miejsce w rzeczywistości. To prawda, co mówią, że życie pisze najlepsze scenariusze, choć czasami chciałoby się by były one trochę mniej dosadne.

 

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Muza.

Bez kategorii

Episode #122: ” Załóż na nos różowe okulary i po prostu żyj.” czyli o książce „Okulary Szczęścia. Odkryj swoją siłę emocjonalną” Rafaela Santandreu.

indeks

Autor: Rafael Santandreu

Tytuł: „Okulary Szczęścia. Odkryj swoją siłę emocjonalną.”

Wydawnictwo: Muza.

Liczba stron: 315.

Wiele osób zastanawia się, czym jest szczęście i jak je osiągnąć? Jak sprawić by było one stałe i nie przemijało?

My, ludzie zachodu, jesteśmy wciąż nienasyceni. Wciąż nam mało komplementów, zalet, zdrowia, przyjaciół, miłości, wykształcenia , potrzeby uznania… Lista ciągnie się w nieskończoność. I często jest tak, że przez nasze ciągłe nienasycenie emocjonalne a nie materialne, popadamy w ciężką chorobę. A tak nie powinno być.

Za każdym naszym czynem, kryje się umysł. To dzięki niemu jesteśmy w stanie opanować swoje emocje. A książka Rafaela Santandreu daje nam kilka prostych i zrozumiałych technik dbania o higienę naszej psychiki.

Szczerze powiedziawszy, to jakoś nigdy nie przekonywały mnie te wszystkie poradniki motywacyjne, które mają niby zapewnić nam sukces w życiu zawodowym i prywatnym. Często w tych właśnie książkach mówiło się o podświadomości, która mimo tego, że działa jakby trochę poza naszym umysłem,to można ją zmanipulować do osiągnięcia własnych celów.

W książce Rafaela Santandreu nie ma żadnych manipulacji, tylko proste rady, jak nie przejmować się za bardzo sobą i skupić się na tym, co sprawia nam radość. By czasem po prostu być egoistą i mieć wszystko gdzieś. Nie warto przejmować się czyimiś niezbyt pochlebnymi uwagami, gdyż im bardziej walczymy z kimś na słowa, tym bardziej zatruwamy swój własny umysł niepotrzebnym gniewem.

Muszę przyznać, że po lekturze zaczęłam się głębiej zastanawiać nad tym, czym tak naprawdę się przejmuję i co mogę zmienić by zaakceptować życie takim, jakie jest. Bo, wiadomo, nie zawsze jest kolorowo. Czasami jesteśmy stawiani przed zadaniami, które wydają nam się nie do spełnienia, ale jak przekonuje autor, to tylko kwestia naszego nastawienia. Rady i krótkie ćwiczenia zawarte w książce są podane w bardzo prosty sposób i myślę, że każdy może je wypróbować. Musimy w końcu zacząć dbać o swoją higienę emocjonalną, bo inaczej będziemy trącać zgnilizną.

Żyjemy w czasach, gdzie oczekuje się od nas idealności we wszystkim. Książka ” Okulary Szczęścia” pokazuje, że owszem można osiągnąć pełnię i spokój ducha, ale nic nie przychodzi za darmo.

Polecam serdecznie tę lekturę, gdyż dzięki niej nie tylko poprawi Wam się humor ale może zechcecie coś  w sobie zmienić. Gdy tylko złapie mnie jakaś jesienna chandra, na pewno po nią sięgnę.

A za książkę dziękuję Wydawnictwu Muza.

Bez kategorii

Episode #121: ” Osobliwy Dom Pani Peregrine, czyli jak film, który zapowiadał się epicko okazał się tylko ładną oprawką do dość kiepskiej adaptacji.”

movieposter

Tytuł: „Osobliwy Dom Pani Peregrine.”

Gatunek: Fantastyka.

Dystrybutor: 20th Centrury Fox

Reżyseria: Tim Burton.

Czas trwania: 127 min.

Występują: Eva Green, Asa Butterfield, Rupert Everett, Samuel L. Jackson, Judi Dench.

Premiera światowa: 30.09.2016

Jake (Asa Butterfield) jest typowym nastolatkiem. Pracuje w sklepie, chodzi do szkoły, jest trochę aspołeczny i ma dziadka, który opowiada mu niestworzone historie o tym, jak wychowywał się w niezwykłym domu dziecka, którego dyrektorka potrafiła zmienić się w kruka a wychowankowie mieli niezwykłe zdolności… Przez większość swojego życia, chłopak wierzył, że wszystko, co mówił mu dziadek jest prawdą.  Gdy pewnego dnia, znajduje dziadka, pozbawionego oczu i bez życia, postanawia odwiedzić sierociniec,w którym się wychował nestor rodu. Wraz z ojcem wyrusza do Walii, gdzie poznaje tajemniczą Panią Peregrine i jej wychowanków… By ocalić ich przed tajemniczym Barronem ( Samuel L. Jackson), Jake będzie musiał podjąć wiele trudnych decyzji. Bo tylko on jeden może pokonać wrogów wszystkich „osobliwych” istot.

Po obejrzeniu tego filmu, stwierdzam jedno. Tim Burton, którego wielbiłam przez wiele lat nagle gdzieś się ulotnił i chyba kompletnie zapomniał o tym, że gdy tworzy się film, zwykle ma się na niego jakiś koncept oraz grupę docelową, do której chce się z nim trafić. A tu tego ewidentnie zabrakło. Lecz może zacznę od tego, co było dobre w tym filmie.

Chylę czoła przed kunsztem realizatorskim oraz efektami wizualnymi, jakie zostały zastosowane w tym filmie. Przepiękne scenografie, gotycki klimat i groza, czająca się wszędzie nadawały ton całej opowieści. Tutaj, muszę przyznać, Burton nie wyszedł z wprawy. Ukazał nam przepiękny, groteskowy i straszny świat, który jest dla niego charakterystyczny. I to by było na tyle, jeśli chodzi o plusy tego dzieła.

Pomimo, że w filmie zagrały takie gwiazdy jak Judy Dench czy Sam Jackson, to został on spalony, szczególnie na początku przez makabryczną wręcz grę aktorską głównego bohatera. Asa Butterfield zagrał tak sztucznie, że po prostu zabolały mnie wszystkie części ciała na raz. Choć naprawdę polubiłam go za role w „Chłopcu w pasiastej piżamie” czy „Grze Endera” to tutaj nie mam pojęcia, co się wydarzyło. Do połowy filmu nie mogłam się do niego przekonać. Tak samo, jak do Evy Green, która jest nie tylko przepiękną kobietą ale i wyjątkową aktorką. Przydługie sceny, ciągnąca się w nieskończoność akcja plus fatalna gra aktorska sprawiła, że nie miałam ochoty oglądać tego filmu, jednak wytrwałam do końca. I było warto, bo sama końcówka jest po prostu epicka.

Podsumowując film nie był tym, czego się spodziewałam, lecz uratowały go sceny końcowe i postaci drugoplanowe zagrane przez rewelacyjnych aktorów. W mojej ocenie mocne 6,5/10

Bez kategorii

Episode #120: „Czasem trzeba przeżyć całe życie by wreszcie osiągnąć swój cel, czyli słów kilka o space-operze Johna Scalzi.”

okladka-wojny-starego-czlowieka-_bw77189

Autor: John Scalzi

Tytuł: Wojna Starego Człowieka

Wydawnictwo: Akurat

Liczba stron: 399.

 

” W dniu swoich siedemdziesiątych piątych urodzin zrobiłem dwie rzeczy Najpierw odwiedziłem grób żony. A potem wstąpiłem do wojska.” Tak właśnie zaczyna się historia Johna Perry’ego, pisarza, który na Ziemi stworzył bardzo chwytliwą reklamę opon. Nie ma nic do stracenia. Osiągnął w życiu już wszystko, co chciał. Teraz nadszedł czas, by wybrać się na podbój kosmosu. Zaciąga się do SOK-u – Sił Obronnych Kolonii. Po odsłużeniu dwóch lat na froncie, biorąc pod uwagę fakt, że poborowy przeżyje, będzie mógł sobie wieźć dalej spokojne życie w jednej  wywalczonych kolonii, które rozsiały się po całej galaktyce. Jednak to, z czym John Perry musiał się zmierzyć, przeszło jego najśmielsze wyobrażenia. A co ciekawsze, odkryje w sobie nowe, zaskakujące cechy, których nigdy wcześniej nie posiadał…

Na początku byłam dość sceptycznie nastawiona do tej książki, gdyż jakoś nie przepadam szczególnie za typowym sci-fi. A jeszcze jak przeczytałam, że to ma być o jakichś wojnach w dalekiej przyszłości, to już w ogóle mnie zniechęciło do lektury. Jednak po przeczytaniu kilku pierwszych rozdziałów, doszłam do wniosku, że jest to historia, którą źle oceniłam. Co mnie najbardziej w niej poruszyło? Fakt, że została ona opowiedziana z perspektywy starszego człowieka, który postanowił zrobić coś zupełnie szalonego. Wstąpił do wojska i wraz z innymi SOK-owcami walczył na froncie o swoją przyszłość, która mogła już nie nadejść. Jest to jedna z nielicznych książek, jakie czytałam, w którym głównym bohaterem jest człowiek po przejściach, starszy, schorowany i nie mający wiele do stracenia. Zostałam zaskoczona nie tylko oryginalną historią ale przede wszystkim pewnego rodzaju refleksją po lekturze. Że jednak warto jest realizować swoje plany i marzenia, nawet wtedy, gdy wydaje nam się, że już jest za późno.  Nigdy wcześniej też nie czytałam nic z gatunku tak zwanej space-opery, co sprawiło, że lektura była dla mnie czymś świeżym.

Jednym słowem, mogę z czystym sumieniem polecić tę niezwykłą powieść i niecierpliwie czekam na kolejny tom!

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Akurat.

Bez kategorii

Episode #119: O kobietach, które rządzą mafią czyli „Kobiety w mafii”Milki Kahn i Anne Vernon.

kobiety-w-mafii

Tytuł: „Kobiety w mafii”

Autor:Milka Kahn, Anne Vernon

Wydawnictwo: Muza

Liczba stron: 253.

” My, mafiosi, czcimy kobietę niczym boginię” twierdzi Gaspare Mutolo, dawny członek „Cosa Nostry”.

Z czym kojarzy nam się „mafia”? Oczywiście z Sycylią, eleganckimi mężczyznami w garniturach od Armaniego czy Versace czy z samym „Ojcem chrzestnym” Mario Puzo. Mafia to dla nas nie tylko organizacja przestępcza z tradycjami. Lecz to coś znacznie bardziej złożonego. Przez literaturę, nabrała ona niemal mistycznego splendoru. Jednak bardzo często zapominamy, że jest to działalność przestępcza i to na ogromną skalę. I każde wystąpienie przeciw niej,  grozi śmiercią. Mafia nie wybacza. Mafia to honor i szacunek. To rodzina, której się nie lekceważy, jak to pisze wyżej wymieniony autor.

Każdy choć raz słyszał o „cosa nostra”, jednej z najbardziej znanych rodzin mafijnych, pochodzących z Sycylii. Mówi się, że by przeżyć na tej malowniczej wyspie, trzeba znać odpowiednich ludzi, którzy zapewnią nam bezpieczeństwo. Jest to oczywiście przesadzone, jednak mit nadal krąży w ogólnej opinii.

Milka Kahn i Anne Vernon, przedstawiają nam, kim są kobiety pochodzące z największych rodów mafijnych we Włoszech -Cosa Nostra, ‚Ndrangheta i Kamorra. Przedstawiają nam matki, żony, kochanki, siostry i córki. Kobiety, dla których rodzina i honor są ważniejsze od własnego bezpieczeństwa. Choć w ogólnej opinii, rola płci pięknej nie zawsze była tak istotna, to ostatnio ujawnione fakty zdają się temu zaprzeczać. Ten niezwykły reportaż, rysuje nam obraz kobiet, które były nie tylko piękne ale i miały bardzo dużo do powiedzenia w towarzystwie rządzonym przez mężczyzn. Lecz ze względu na swoje bezpieczeństwo, wiele z nich rezygnuje z mafijnego kieratu. Bo, jak same mówią, jest to balans na cienkiej linii między życiem a śmiercią.

Książka fascynująca, napisana w taki sposób, że trudno się od niej oderwać. Polecam całym sercem ten reportaż, dzięki któremu, niektórym z Was mogą otworzyć się oczy i nie będziecie patrzeć na mafię tylko przez pryzmat znakomitej prozy Mario Puzo. Obie autorki dołożyły wielu starań, by ukazać nam wiarygodny obraz kobiet w świecie przestępczym. Zapewniam Was, że jest to lektura, wywołująca ciarki na plecach.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Muza.

 

 

 

Bez kategorii

Episode #118: 20. Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie, 27-30.10.2016

Witajcie kochani!

Dzisiaj przychodzę do Was z moją krótką relacją z 20. Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie, które odbyły się w miniony weekend. Było to święto dla wszystkich moli książkowych oraz wydawców, autorów i twórców wszelakich. Gościem tegorocznej edycji imprezy był Izrael, co sprawiło, że organizatorzy trochę zapomnieli o wszystkim poza zachowaniem maksimum bezpieczeństwa, ale o tym wspomnę za chwilę.

Krakowskie EXPO pomimo swojego niezbyt komfortowego położenia, ma w sobie pewnego rodzaju czar. Zwłaszcza wtedy, gdy można swobodnie się po nim przemieszczać i odwiedzać poszczególne stoiska. 700 wystawców, 758 autorów i gości oraz miliony książek. To czekało na uczestników tegorocznego święta czytelnictwa. Wszystko byłoby cudowne, wspaniałe i niezapomniane, gdyby nie wspomniana wyżej organizacja. Ja rozumiem, że zaproszony gość był konfliktogenny no ale żeby nie móc zorganizować możliwości wyjścia przed EXPO i potem wejścia z powrotem do środka w kulminacyjnym dniu to już lekka przesada. Może to jest moje czepialstwo, ale zirytowało mnie to. W zeszłym roku nie było z tym problemu, w tym organizacja poległa po całości. Już nie wspomnę o tym, że by wydostać się z Targów, trzeba było mieć niebywałe szczęście lub też orientować się w rozkładzie spóźnionych i przepełnionych autobusów. W zeszłym roku, zorganizowano EXPO-busy, które były wielkości standardowego autokaru i przewoziły uczestników aż do centrum miasta a nie kilka metrów od miejsca imprezy, a wielkością przypominały większy bus. Kompletna żenada pod tym względem. Przez to też, nie zdecydowałam się zostać aż do niedzieli, gdyż bałam się, że nie będę w stanie się wydostać z EXPO. Muszę też tutaj wspomnieć o bardzo kiepskim rozlokowaniu boksów dużych wydawnictw. W hali Wisła, gdzie znajdowała się ich większość, w sobotę nie można było się przepchać. Panował tłok, wszyscy byli zirytowani i ogólnie cały czar Targów prysł. Mam nadzieję, że jednak w przyszłym roku zostanie to lepiej dopracowane, bo jeśli sytuacja się powtórzy to już nie zawitam na tę zacną imprezę, bo nie będę miała nerwów by się użerać ze wszystkimi.

Pomijając negatywy, były też spore pozytywy. Na tegorocznej edycji Targów Książki, spotkałam się z wieloma wspaniałymi blogerami, vlogerami, moją parabatai i spędziliśmy wszyscy miło czas poza EXPO. Poniżej zamieszczam krótką fotorelację. Czy polecam imprezę? Tak. Mimo całego „bajzlu” jaki tam panuje, polecam.