Bez kategorii

Episode #111 : ” Smoki, magia i awanturnicze przygody Hana i Raisy w pierwszym tomie sagi „Siedem Królestw” Cindy Williams Chimy.”

siedem-krolestw-ksiega-1-krol-demon-b-iext34493591

Autor: Cinda Williams Chima

Tytuł: „Król Demon”

Wydawnictwo: Galeria Książki

Liczba stron: 550

W Fellsmarchu nastały ciężkie czasy. Han Alister, do niedawna złodziej, zrobi niemal wszystko, by utrzymać sienie, matk i siostrę Mari. Jak na ironię, jedyna wartościowa rzecz, jaką posiada, nie nadaje się do sprzedaży. Odkąd Han pamięta, zawsze miał na rękach grube, srebrne bransolety z wygrawerowanymi runami. Wszystko wskazuje na to, że są magiczne – rosną wraz z nim i nie da się ich zdjąć. Życie Hana komplikuje się jeszcze bardziej po tym, jak chłopak zabiera potężny amulet Michałowi Bayarowi, synowi Wielkiego Maga. Amulet ten niegdyś należał do Króla Demona – czarownika, który przed tysiącem lat omal nie zniszczył świata. Bayarowie nie powstrzymają się przed niczym, by odzyskać tak potężny przedmiot.

Tymczasem Raisa ana’Marianna, następczyni tronu Fells, toczy własną walkę. Właśnie wróciła na królewski dwór po trzech latach swobody u rodziny ojca , w kolonii Demonai, gdzie jeździła konno, polowała i uczestniczyła w słynnych targach klanowych. Po swoim święcie imienia, szesnastoletnia Raisa będzie mogła wyjść za mąż, lecz nie jest zachwycona perspektywą poślubienia księcia z dużym zamkiem i małym móżdżkiem. Raisa pragnie być jak Hanalea – legendarna waleczna królowa, która pokonała Króla Demona i uratowała świat. Wygląda na to, że jej matka ma inne plany – niebagatelną rolę odgrywa w nich zalotnik, łamiący wszelkie prawa, na któych opiera się królestwo… A to dopiero początek tej historii…

Gdy pierwszy raz zobaczyłam tę książkę, pierwsze co przykuło moją uwagę to tytuł i przepiękna okładka, drugim był opis, który zamieściłam powyżej. I muszę przyznać, że nie zawiodłam się pod żadnym względem na tej powieści. Historia utrzymana jest w tonie klasycznego fantasy. Magia, zamki i rycerze są głównym motywem całej historii. Jednak uroku całości dodają też bohaterowie, którzy może i są czasem trochę przerysowani, lecz mają coś w sobie, że z zapartym tchem śledzimy ich losy. Bardzo ciekawe opisy oraz awanturniczy klimat, sprawiały, że tę powieść po prostu się połyka. I te ponad pięćset stron, znika w kilka godzin. Bardzo dobrze napisane fantasy z małym niedopowiedzeniem na końcu. Na pewno sięgnę po kolejne tomy tej serii, bo po pierwszym stwierdzam, że muszę się dowiedzieć, co dalej!

 

Bez kategorii

Episode #110 : „Czy odważysz się wejść do gry? Czyli o niezwykle wciągającej książce „Nerve” Jeanne Ryan. „

nerve-9781471146169_hr

Autor: Jeanne Ryan

Tytuł: Nerve

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie

Liczba stron: 293.

Vee jest popularną nastolatką, która w swoim środowisku jest traktowana troszeczkę po macoszemu. Ma grono przyjaciół, lecz wszyscy uważają ją za grzeczną i poukładaną. Pewnego dnia postanawia wziąć udział w internetowej grze o nazwie ‚Nerve’. Pierwsze wyzwanie wydawało się niewinne, kolejne zabawne, bo dzięki niemu poznaje swojego partnera w grze- Iana. Pomimo zapewnień, że więcej nie będzie podejmować żadnych wyzwań, Vee dalej brnie w grę by zdobywać co raz to atrakcyjniejsze nagrody… Determinacja, sława i wygrana napawa nastolatków pewnością siebie tak dużą, że dla swojej publiki są w stanie zrobić niemalże wszystko… Do czasu aż nie odkrywają szokującego faktu… Jakiego? Sięgnijcie po książkę a się przekonacie.

Tę książkę dosłownie pochłonęłam w niecałe cztery godziny. Wartka akcja, wciągająca tak samo, jak gra. Ciekawi bohaterowie i sceny jak z reality show, nadawały całej historii niezwykłego realizmu. Czytając ją, przypomniał mi się „1984” Orwella czy chociażby „Igrzyska Śmierci” Suzanne Collins, gdzie motyw medialnego show był przodujący a „organizatorzy” nie pozwalali swoim graczom opuścić świata, w jaki na własne życzenie wkroczyli. Dobrze skonstruowana, realistyczna i zmuszająca do pewnej refleksji książka. Jeśli lubicie tego typu klimaty, zapraszam Was do świata „Nerve”. Na pewno się nie zawiedziecie.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiemu.

 

P.S. A jeśli książka to dla Was za mało, 2 września miała miejsce premiera filmu „Nerve”. Zobaczcie, jak twórcom udało się przenieść tę historię na ekran kinowy. Poniżej, podrzucam trailer:

Bez kategorii

Episode #109 : ” Czas na podjęcie ważnych decyzji! Czyli o najnowszej Bridget Jones.”

Bridget_Jones's_Baby_poster.jpg

Tytuł: Dziennki Bridget Jones 3

Data premiery: 16.09.2016

Występują: Renee Zellweger, Colin Firth, Patrick Dempsey

Reżyseria: Sharon Maguire.

Zapewne dla wielu z Was będzie ogromnym szokiem to, że właśnie ten film pojawił się na moim blogu. Zwykle pisywałam albo o produkcjach Marvela albo o adaptacjach książkowych z nieco innych kręgów niż typowe romansidło, no ale Bridget też musiała w końcu trafić do grona filmów, które obejrzałam z przyjemnością. I nie wstydzę się powiedzieć, że nie żałuję ani złotówki wydanej na bilet do kina.

Jako nastolatka, czytałam „Dziennik Bridget Jones” i obejrzałam pierwsze dwa filmy z dwóch powodów: a) Hugh Grant, b) to była brytyjska komedia.

Na trzecią część poszłam z czystej ciekawości. I się nie zawiodłam. Bo było niemal histerycznie zabawnie. Dawno tak się nie uśmiałam na żadnym filmie, jak na tym.

Ale może pokrótce opowiem Wam o fabule. Zatem, Bridget kończy 43 lata i postanawia coś zmienić w swoim życiu. Razem ze swoją przyjaciółką z redakcji, w której pracuje, wyruszają na festiwal muzyczny, na którym Bridget przesypia się z przypadkowym gościem. Kilka tygodni później, na jednym z wielu chrztów, na jakich była, spotyka swojego dawnego chłopaka, Marka Darcy’ego. No i jak możecie się domyśleć, dochodzi między nimi do zbliżenia, po którym ich kontakt znów się urywa… Do czasu, gdy Bridget nie dowiaduje się, że jest w ciąży… Ale kto jest ojcem dziecka? Przebojowy Jack czy nieco staroświecki Mark? Kogo wybierze nasza bohaterka i jak rozwiąże swój problem? Tego musicie dowiedzieć się idąc do kina.

Bardzo zabawna, ciepła komedia z dość zaskakującym happy endem i naprawdę dobrą oprawą muzyczną ( Jednego z muzyków, których utwory znalazły się na ścieżce dźwiękowej, możecie zobaczyć też w filmie!). Polecam na babski wieczór. W mojej ocenie mocne 8.5/10 🙂

Bez kategorii

Episode #108 : ” O roztargnionym nekromancie, rozsądnym policjancie i wielu dziwnych sytuacjach, czyli Clovis LaFay wkracza na polską scenę fantastyki! „

clovis_front_1000px

Autor: Anna Lange

Tytuł: Clovis LaFay. Magiczne Akta Scotland Yardu.

Wydawnictwo: SQN.

Liczna stron: 446.

Rok 1873, wiktoriański Londyn. Panie w gorsetach i panowie w eleganckich garniturach, przechadzają się po ulicach. Tajemne stowarzyszenia zaczynają działalność a fascynacja mechanicznymi pojazdami zdaje się wchodzić na nowy poziom. A jeśli dodamy do tego fakt, że każdy człowiek rodzi się z pewnego rodzaju umiejętnością magiczną, którą dorastając doszkala, możemy liczyć na wyjątkowo ciekawą powieść.

Clovis LaFay to dość ekscentryczny, młody człowiek. Jest nie tylko inteligentny ale i nieco roztrzepany, co pakuje go w różne dość nietypowe sytuacje. Jakby tego było mało, jego nazwisko nie jest zbyt dobrze widziane w społeczeństwie z racji tego, że jego ojciec był uznawany za czarnego maga… Gdy po trzyletniej tułaczce po Europie, wraca do Londynu, spotyka swojego dawnego przyjaciela ze szkolnych lat, Johna Dobsona. To spotkanie okazuje się początkiem całkiem nowej przygody i daje szansę Clovisowi na praktykowanie swojego fachu. A co z tego wyniknie? Musicie przekonać się sami, sięgając po tę niezwykle wciągającą powieść Anny Lange.

Muszę przyznać, że jak na debiut, książka jest napisana na bardzo wysokim poziomie. Uwielbiam styl pani Lange, która do nieco dłużących się scen, potrafiła dodać element humoru. Dzięki czemu, czytało się je z ogromną przyjemnością. Jestem oczarowana tą historią. Magia, kryminał i czasy wiktoriańskie – znakomity przepis na smaczny kąsek dla miłośników powieści, usytuowanych właśnie w tym okresie historycznym.

Nie tylko sceneria ale przede wszystkim postacie są niebywałym atutem tej powieści. I nie mówię tu tylko o Clovisie, który wiedzie prym w całej historii. Alicja i John Dobson też są bardzo ciekawymi i silnymi postaciami. Lubię, gdy w powieściach jest więcej niż tylko jeden główny bohater, wokół którego wszystko się kręci. I tutaj ukłon w stronę autorki. Podobało mi się, w jaki sposób każda z postaci miała swoje „pięć minut” w kontekście całej historii. Jedne, co mnie trochę nużyło w czasie czytania, to przegadane sceny. Niekiedy można było je skrócić dosłownie do dwóch zdań i też cała idea sceny byłaby zachowana.

Na koniec, nie mogę nie wspomnieć o cudownej szacie graficznej, która idealnie odzwierciedliła ideę całej historii. Pod tym względem, super!

Podsumowując, serdecznie polecam Wam „Clovisa LaFaya”. Jest to jedna z tych książek, które warto mieć w swojej kolekcji. I mam nadzieję, że autorka planuje już ciąg dalszy, bo ten „clifhanger” jaki zastosowała na końcu, domaga się wyjaśnienia! 🙂

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu SQN. 🙂

Bez kategorii

Episode #107 : Hello, September! Be good, or it’s the dungeon for you!

autumn-beautiful-fall-hello-september-Favim.com-2068820

Hello! Dzień dobry, cześć i czołem!

Witajcie we wrześniu… Boże, to już wrzesień! Jak ten czas leci, to ja nie mam pytań. Ale jak wrzesień, to oznacza więcej książek! I więcej mojego biadolenia na ich temat , oczywiście. Obecnie oczekuję na kilka paczek, które mają do mnie dotrzeć już niebawem. A w tych paczkach, będą niespodzianki 😀

Wrzesień to też czas zmian dla mnie. I też dużo będzie się działo, pod względem kulturalnym. Dlatego możecie się spodziewać sporo relacji z różnych imprez 🙂

Dzisiaj też mnie naszło na pewnego rodzaju refleksję na temat tego, co ostatnimi czasy czytuje. Jak już wspominałam, lubię dziwne książki. Zwykle takie, które inni omijają szerokim łukiem, choć też nie stronię od popularnej literatury. I sięgam po takich autorów jak chociażby Tom Clancy, Robert Ludlum czy Thomas Harris. ( Tak, wzięło mnie na opowieści szpiegowsko-sensacyjne, o których niedługo napiszę nieco więcej.) Wróciłam też do korzeni swoich czytelniczych odkryć, czyli literatury spod znaku miecza i smoka oraz mitów, legend i opowieści o czarownicach. Czasami tak mam, że muszę się cofnąć, by móc iść dalej. A przy okazji robię tak zwany research do moich własnych powieści. Pewnie niewielu z Was wie, ale też piszę. Jest to związane w pewnym sensie z tym, że dużo czytam i czasem nachodzi mnie chęć do stworzenia czegoś swojego. I te z pozoru krótkie historie, urastają do rangi kilkutomowych tworów. Cóż… Wniosek jest jeden: nie umiem pisać krótkich form :D.

A tak całkiem serio, to jeśli pomysł mi się podoba i można z nim się trochę „pobawić”, to dlaczego nie?

Kończąc ten wywód, chciałam Was zapytać, co takiego obecnie czytacie i czy też zdarza Wam się coś swojego tworzyć?

Tymczasem, borem, lasem żegnam.

 

Buziaki,

 

Meg.