Bez kategorii

Episode #106 : ” IV Ogólnopolski Zlot Nocnych Łowców” czyli o harcach w Poznaniu. :)

Dzień dobry, cześć i czołem!

Dziś, dla odmiany, przychodzę do Was z relacją z bardzo fajnego wydarzenia, którego uczestniczką byłam już po raz czwarty. A chodzi rzecz jasna o Zlot Nocnych Łowców. Jak co roku, koniec sierpnia jest datą, na którą wszyscy Nocni Łowcy czekają z niecierpliwością. Od trzech lat spotykamy się w pięknym Poznaniu, który jak zawsze dostarcza mnóstwa przygód. Tegoroczny Zlot był wyjątkowy, gdyż podzielony był na dwa dni. Ja opowiem Wam o drugim, czyli o sobocie – 27.08.

Punktualnie o godzinie 12 rozpoczęła się zabawa. Jak zawsze, imprezę otwierał konkurs na cosplay. Z roku na rok cieszy się on co raz większym zainteresowaniem a co za tym idzie, wykonane stroję są wręcz fenomenalne! Poniżej zamieszczę Wam małą galerię, gdzie będziecie mogli obejrzeć sobie naszą zabawę.

Kolejnym konkursem, który też jest pewnego rodzaju zlotową tradycją, to podział na grupy i występy drużynowe. Na pierwszym zlocie były to rasy, na drugim rody, na trzecim tytuły książek a na czwartym były postaci. Mi trafił się przydział do drużyny Julesa, który jest bohaterem najnowszej serii o Nocnych Łowcach. ( Osobiście jeden z moich ulubionych bohaterów.) Każda z drużyn, miała do przygotowania krótką scenkę, która tyczyła się ich nazwy. Dosłownie w ostatniej chwili, zdecydowałam się zostać Julesem, co zostało przyjęte z bardzo dużym entuzjazmem przez moją grupę. Nasze przedstawienie było epicko śmieszne ( choć i tak nic nie przebije występu drużny Jema, która po prostu rozgromiła system 🙂 ), a tekst : ” idę pozbierać resztki swojej godności” i ” eee, możesz po polsku, bo nic nie rozumiem” zostanie w pamięci naszej drużyny jak i reszty zlotowiczów na długo.

Podsumowując, wydarzenie jest naprawdę fajnie zorganizowane i z roku na rok co raz lepsze. Dlatego gratuluję organizatorce i helperom, którzy też spisywali się w trakcie wydarzenia. I oby do następnego razu! Jeśli chcecie się czegoś więcej dowiedzieć o Nocnych Łowcach, zapraszam Was też na Facebookowe fanpage’e: Świat Nocnych Łowców oraz Shadowhunters PL .

A tymczasem, zostawiam Was z galerią 😉

Reklamy
Bez kategorii

Episode #105: „The biggest gladiator match in the history of mankind: God vs Man” czyli o kolejnej adaptacji DC Comics.

BATMANVSUPERMAN

Tytuł: Batman v Superman. Dawn of Justice

Reżyseria: Zack Snyder

Premiera: 1.04.2016

Czas trwania: 2h 31min.

Mijają dwa lata odkąd w Metropolis pojawił się Superman i wszyscy zaczęli zadawać sobie pytanie, czy jest on faktycznie wybawicielem, czy może jednak jest zagrożeniem dla całego społeczeństwa. Ktoś ewidentnie próbuje siać terror i nieufność na rzecz Kal-Ela. Gdy Clark Kent decyduje się na to, by stanąć przed komisją, która ma za zadanie wyjaśnienie ataku na miasto sprzed dwóch lat i na jakiej podstawie on sam działał, dochodzi do zamachu. To sprawia, że do akcji musi wkroczyć nie kto inny, jak sam Człowiek Nietoperz, który wcześniej miewa dość makabryczne sny o tym, że Superman chce przejąć władzę nad światem. Ale to przecież wiadome, w końcu jest najpotężniejszym człowiekiem na świecie, to kto mu zabroni?

Po około półtorej godziny „knowań”, dochodzi do tytułowego starcia między dwoma ikonicznymi postaciami z uniwersum DC. I… ? No właśnie… I wielkie nic.

Nie chcę Wam spojlerować, ale naprawdę… Takiego obrotu sprawy to ja się nie spodziewałam…

Skupmy się przez chwilę na postaciach:

Lex Luthor ( Jesse Eisnberg) – psychodeliczny naukowiec-businessman, który próbuje doprowadzić do wojny między Supermanem a Batmanem… Okay, koncept może i dobry, gdyby nie fakt, że w tym wcieleniu Lex bardziej przypomina Jokera niż swój komiksowy pierwowzór i chyba aktor, grający go, naoglądał się starych Batmanów i wyszło mu to… Dość karykaturalnie. Nie mówię, że źle zagrał, bo warsztat chłopak ma. Jednakże to nie był taki Lex Luthor, jakiego bym chciała zobaczyć.

Bruce Wayne / Batman ( Ben Affleck) – pomijając fakt, że nie cierpię wręcz Bena Afflecka a jego najlepszą rolą była ta, w której ginął. To jako Batman, dźwignął tę rolę zaskakująco dobrze. Nie mogę porównać go do Christiana Bale’a czy Michaela Keatona, ale był blisko. Gdyby to był film o samym Batmanie, byłoby ciekawie. Jednakże te jego wizje i ta nienawiść były tak przesadzone, że aż nudne.

Clark Kent/ Kal-El/ Superman ( Henry Cavill) – jego Superman mnie nie przekonał. Jakoś… Nie leży mi jego interpretacja tej postaci i nawet będąc naprawdę dobrym i przystojnym aktorem, to mnie nie przekonał ani trochę. Niektóre sceny miał tak trywialne, że się nie chciało na nie patrzeć a inne znowu trochę przydługie.

Lois Lane ( Amy Harris) – for the love of Gods… PO CO ONA BYŁA W TYM FILMIE! Nic do niego nie wniosła. Była płaska i tak naprawdę nie wnosiła nic w fabułę. Po prostu była taką typową „damą w opresji” , która pojawia się tylko po to, by „wabić” Supermana w pułapkę. O jak mi przykro…

Diana Prince/ Wonder Woman ( Gal Gadot) – poza faktem, że jest ładna to też nie wiem, po co ją tam wrzucono. Okay, mogli zrobić jakieś małe cameo, ale nie że przez pół filmu widzimy jak grzebie w komputerze albo buja się po imprezach za Brucem. A potem ni z gruszki ni z wiaderka pow! pojawia się by pomóc naszym strudzonym bohaterom walczyć z jakimś potworem rodem z Kryptonu… O Borze Wszechszumiący…

Ogólnie film całkiem w porządku. Dało się go obejrzeć, choć ja przysypiałam gdzieś w połowie i miałam ochotę go wyłączyć. A zakończenie to po prostu mnie rozwaliło na łopatki i miałam ochotę ryknąć śmiechem. Serio. No ale, OK, Universal, jak tak chcecie się bawić, to pozdrawiam i róbcie tak dalej. Na pewno znajdą się koneserzy tego typu kina, gdzie główna historia ginie w tonie boom! boom! pow! ka-splush! No ale czego jak się spodziewam po Zacku Snyderze?

Plus całości? Cameo Flasha i Aquamana ❤ I czekam na „Justice League”, „Flasha” i „Aquamana” bo będzie epickość.

W mojej ocenie mocne 6/ 10.

Bez kategorii

Episode #104 : ” Jak żyć w świecie, w którym jest się tylko częścią mechanicznej armii?” czyli słów kilka o niezwykłej powieści Iana Tregillisa, „Mechaniczny. Wojny Alchemiczne”.

okladka-mechaniczny-front_1000px

Autor: Ian Tregillis

Tytuł: „Mechaniczny. Wojny Alchemiczne”.

Liczba stron: 457.

Gdy genialny naukowiec i mistrz zegarmistrzowskiego fachu, Christiaan Huygens stworzył w XVII wielu pierwszego klakiera, Holandia stała się z miejsca technologiczną i militarną potęgą. Trzy stulecia później, Królestwo Niderlandów nadal wiedzie prym, jako supermocarstwo, w którym mechaniczne istoty żyją wśród zwyczajnych ludzi,którzy traktują ich jak swoich niewolników. Francja uważa to za pogwałcenie prawa do wolności każdej żyjącej istoty. Nie ważne, czy zbudowanej z mosiądzu czy z tkanki mięśniowej. Między obojgiem krajów wybucha konflikt, który kończy się kruchym rozejmem po wielu latach niepokoju…

Lecz Jax, jeden z klakierów, nie może znieść gaes- niewolniczej więzi, która łączy go z jego panami… I postanawia się uwolnić. A co z tego wyniknie?  O tym, możecie przeczytać w porywającej, niezwykle oryginalnej powieści autorstwa Iana Tregillisa.

Gdy tylko przeczytałam opis tej książki, wiedziałam, że będzie ona dla mnie niesamowitą gratką. Świat zbudowany na mechanizmach i trybikach… Osadzony trochę w erze steam punku trochę we współczesności. Bardzo ciężko stworzyć coś oryginalnego w tym temacie, co mogłoby porwać czytelnika, lecz Tregillisowi udało się to bezbłędnie. Jego styl pisania, bardzo dokładny, czasem nieco zbyt szczegółowy ale spójny i zrozumiały, sprawiły, że „Mechaniczny” jest książką, którą warto przeczytać. Choćby tylko po to, by przekonać się czy autor poradził sobie z przedstawieniem tak niezwykle złożonego świata, do jakiego nas zaprasza.

Według mnie, poradził sobie świetnie i historia Jaxa jest jedną z bardziej oryginalnych, jakie ostatnio miałam okazję czytać. Pomimo, że książka utrzymana jest w stylu bardziej steam-punkowym, jak wspomniałam, to też ma w sobie wiele elementów dystopijnych. Mamy bohatera, który za wszelką cenę chce się uwolnić spod władzy swoich panów. Który, mimo swojego mechanicznego pochodzenia, chce być traktowany na równi z innymi.

Jestem przekonana, że każdy fan dobrej fantastyki będzie oczarowany tą historią i będzie z niecierpliwością oczekiwał kolejnych tomów! Osobiście jestem zdania, że ta książka jest naprawdę niezwykła. Pomijając już samą treść, to nie mogę nie wspomnieć o pięknej szacie graficznej, która została stworzona na potrzeby tej historii. Dzięki niej, czytelnik bardziej wczuwał się w świat wykreowany przez autora. Wydawnictwo SQN postarało się w tej kwestii.

Podsumowując, świetna historia w pięknej szacie graficznej. Nic tylko czekać na kolejne tomy!

 

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu SQN.

Bez kategorii

Episode #103 : ” Czy ludzie, elfy i krasnoludy potrafią się zjednoczyć by zapobiec inwazji krwiożerczych orków?” czyli słów kilka o drugim tomie serii Summoner, Tarana Matharu.

2 Taran Matharu _SUMMONER_WYPRAWA grzbiet 38.indd

Tytuł: „Wyprawa”.

Seria: „Summoner”.

Autor: Taran Matharu.

Wydawnictwo: Wydawnictwo Jaguar.

Minął rok, odkąd Fletcher trafił do więzienia. Wiedział, że prędzej czy później jego przeszłość go dogoni, jednak nie spodziewał się, że stanie się to tak nagle. Gdyby nie Ignatius i kilka ksiąg, które ze sobą zabrał, zapewne oszalałby tu z nudów. Tak przynajmniej miał okazję trochę poćwiczyć ze swoim demonem i powtórzyć wszelkie zaklęcia, jakie mogłyby mu się przydać. Niespodziewanie jednak jego celę odwiedza nieoczekiwany gość… I od tamtego momentu zaczyna się całe piekło. Fletcher musi udowodnić, że jest niewinny, dowiaduje się o swoim pochodzeniu a także o intrygach, jakie trawią Hominum… A to dopiero początek całej historii.

Drugi tom zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Już od pierwszych stron, akcja jest wartka, dzieje się dużo i nie można się oderwać od książki. Jak pierwszy miał kilka nudnych momentów i raziło mnie podobieństwo do innych historii, tak tutaj wręcz pochłaniałam z całą mocą kolejne rozdziały by dowiedzieć się, co się stanie dalej. Tak jak w poprzedniej części, autor pozostawił bardzo duże niedopowiedzenie na końcu i cała historia zakończyła się dość… Dziwnie. Taran, po prostu, dlaczego?? I kiedy następna część? Halo, ja chcę wiedzieć, co się stanie dalej!

Co mogę zapisać na plus tej historii? Przede wszystkim bardzo fajnie skomponowani bohaterowie. Ciekawa interpretacja demonów, które większości mogą kojarzyć się z jakimiś piekielnymi postaciami  z horrorów, a tutaj przypominają nam trochę… Pokemony. I tak, jak one, mają niezwykłe zdolności. Bardzo podobała mi się też relacja, jaką Fletcher ma z Ignatiusem. Przypomina trochę tą, którą Eragon miał z Saphirą.

Pozwólcie, że skupię się też chwilę na okładce, która w sumie była pierwszym powodem, dla którego kupiłam pierwszą część. Bardzo mi się spodobała jej kolorystyka i urocza salamandra, która się na niej pojawiła.

Czy polecam tę serię? Jak najbardziej. Gdy po nią sięgniecie na pewno nie będziecie chcieli jej odłożyć. Zakochacie się w uroczych demonach i głównym bohaterze, który nie zawsze jest taki super, za jakiego można by go uznać.

 

 

Bez kategorii

Episode #102 : ” Is it a bird? Is it a plane? No, it’s Superman!” czyli słów kilka o nowej interpretacji klasycznego bohatera DC.

man-of-steel-poster4

Tytuł: Man of Steel

Reżyseria: Zack Snyder

Uniwersum: DC Comics – Superman

Wydawca: Warner Bros.

 

Premiera: 14.06.2013

W tym filmie, poznajemy historię młodego Kal-Ela ( Henry Cavill), który jako niemowlę, zostaje wysłany na Ziemię, gdyż jego rodzinna planeta- Krypton, chyliła się ku upadkowi. Jego ojciec Jor-El ( Russell Crow), postanawia wszczepić w komórki syna kody genetyczne całej swojej rasy, by mogła choć po części przetrwać. Działaj Jor-Ela nie podobają się jednemu z generałów, który robi wszystko, by powstrzymać inżyniera przed dopełnieniem swojego planu. Nie udaje mu się i zostaje skazany na wygnanie. Chwilę później, planeta Krypton przestaje istnieć.

Na Ziemi, poznajemy losy młodego Kal-Ela, którego przybrani rodzice nazwali Clark. Od dzieciństwa, młody Kent był inny niż swoi rówieśnicy i zawsze znajdował się w sytuacjach, których nie można było logicznie wytłumaczyć. Wielu mieszkańców wsi,w której mieszkali Kentowie, mieli go za odmieńca i dziwaka. Sam Clark czuł się wyrzutkiem, lecz nie potrafił nie pomagać ludziom w potrzebie. Dlatego przybierał różne imiona i zatrudniał się w najróżniejszych miejscach, by wreszcie odkryć prawdę o sobie. Te działania nie umknęły też młodej reporterce Daily Planet, Lois Lane ( Amy Adams), która zaczyna pisać o tajemniczym „aniele stróżu”, który i jej uratował życie… Od tamtego momentu, losy Clarka i Lois połączyły się, a co się stało dalej? Tego musicie dowiedzieć się już oglądając film.

Ogólnie, jeśli nie jesteście fanami tego typu kina, to ten film Was znudzi. Dużo tu „geekowego” żargonu i przydługich scen walki. Osobiście film mnie nie przekonał jakoś szczególnie. Zupełnie nie mogłam się przekonać do Henry’ego Cavilla jako Supermana, a jak mi jeszcze zaserwowano Kevina Costnera i Russella Crow w jednym filmie, to stwierdziłam, że to jednak jest stanowczo za dużo, jak na moją tolerancję. Aczkolwiek, film sam w sobie był bardzo dobrze zrobiony. Wkomponowanie efektów wizualnych w całość było wykonane w sposób, który nie przyprawiał o ból głowy, dlatego tutaj daję dużego plusa. Gra aktorska… Cóż spodziewałam się czegoś gorszego, a dostałam coś dobrego. Russell dał radę jako Jor-El. Tak samo, jak Henry dał radę jako Kal-El. Muszę pogratulować twórcom zrobienia dobrego kina akcji, z elementami fantastycznymi, ale końcowe sceny jak dla mnie były stanowczo przesadzone. Za dużo wybuchania, jakiegoś wojskowo-naukowego gadania i przeciągania wszystkiego do tego stopnia, że w pewnym momencie nie chciało mi się oglądać, bo oczy mnie bolały od nadmiaru boom-boom pow! Kolejnym minusem tego filmu jest fakt, że strasznie się dłuży. Akcja jest jakby na siłę wydłużana pod sam koniec, a tak naprawdę nic to nie wnosi do głównego wątku.

Podsumowując, film uważam za dobry. Wizualnie, merytorycznie i logicznie, trzymał się on kupy, choć trochę trącało mi, w pewnych momentach, Marvelem. Gra aktorska była zadowalająca, także mogę śmiało dać 7,5/10 za tę produkcję.

Bez kategorii

Episode #101 : „Legenda Tarzana”. Czyli oklepana historia w interpretacji Davida Yates’a.

The_Legend_of_Tarzan_poster

Tytuł: „The Legend of Tarzan”

Reżyseria: David Yates

Premiera: 30.06.2016

Minęło osiem lat, odkąd John Clayton ( Alexander Skasgard) powrócił do rodzinnego Londynu. Lecz jego spokojne i zamożne życie miało się skończyć, gdyż dostał zaproszenie od belgijskiego króla, by powrócić do swojego dawnego domu- Konga. John początkowo odmawia, lecz jeden z amerykańskich wysłanników George Washington Williams ( Samuel L. Jackson) namawia go, by jednak udał się wraz z nim w tę podróż. John przystaje na tę propozycję, choć ma wiele wątpliwości. Na miejscu jednak okazuje się, że celem ich podróży wcale nie była sentymentalna wizyta w Kongo a na życie Johna dybie groźny najemnik i wysłannik belgijskiego króla – Kapitan Rom.

Ogólnie film jest klasyczną historią „Tarzana” , władcy zwierząt. Jeśli nie znacie tej historii, to pewnie żyliście gdzieś pod kamieniem, bo było już tak wiele filmów na ten temat, że trudno zliczyć. Sam Disney wypuścił na rynek przynajmniej pięć filmów, które nawiązują do legendy o dziecku, wychowanym przez goryle.

Jednak wracając do tej konkretnej produkcji, to muszę przyznać, że bardzo przyjemnie się ją oglądało. Pomimo, że w niektórych momentach, efekty wizualne były tak kiepskie, że bolały oczy, to ogólny odbiór całego filmu był bardzo dobry w mojej ocenie. Tu też muszę wspomnieć o bardzo dobrej grze Sama Jacksona, który nawet jeśli gra rolę drugoplanową, robi to wręcz genialnie. Alex Skasgard w roli Tarzana też się spisał, tak samo jak jego partnerka ekranowa, Margot Robbie, która wcieliła się w postać Jane. Tę aktorkę mogliśmy też podziwiać w roli Harley Quinn w najnowszej ekranizacji „Suicide Squad”.

Podsumowując, film godny polecenia i obejrzenia. Jeśli lubicie legendy o chłopcu, wychowanym przez zwierzęta, to na pewno ten film Wam przypadnie do gustu. W mojej ocenie mocne 7,5/ 10.

Bez kategorii

Episode #100 : ” Okrągła setka musi być wyjątkowa! :) Czyli hity i kity 2016 roku”

Cześć, witajcie!

To już setny odcinek moich książkowo-filmowo-muzycznych przygód w outro-internecie. Wow. Nie sądziłam, że dotrwam aż do setki. A tu zapowiada się, że to nie koniec! Zatem, skoro to ma być wyjątkowa notka, to napiszę Wam moje Top 5 filmowe i top 8 książkowe minionego półrocza. Będzie to mega trudne i oczywiście bardzo niesprawiedliwe, no ale cóż. Zacznę może od filmów, bo chyba najłatwiej mi będzie ten temat ogarnąć.

Było kilka produkcji w 2016 roku, na które czekałam, jak pustynia na deszcz. Lecz nie wszystkie okazały się być tak świetne, jak mi to obiecywano. No ale, do rzeczy.

  1. ” Deadpool” – film, który wyrwał mnie z kapci i do dzisiaj pozostaje jednym z ulubionych. Pełen niepoprawnie politycznego humoru, gagów rodem z kreskówek Looney Tunes, okraszonych mnóstwem krwi i przekleństw i bardzo dobrego aktorstwa. Tutaj się nie zawiodłam. Dostałam naprawdę dobrą ekranizację komiksu i mam nadzieję, że część druga będzie równie dobra. Pozwólcie, że dodam słówko o muzyce, która jest bardzo nostalgiczna, zwłaszcza dla kogoś, kto wychował się w latach 90. 🙂 A już niedługo będziecie mogli zakupić „Deadpoola” na DVD.   https://www.youtube.com/watch?v=ZIM1HydF9UA
  2. „Dziewczyna z portretu” – przepiękny, poruszający i kontrowersyjny film w przepięknej stylistyce. Tak w skrócie można opisać to niezwykłe dzieło. Gdy wyszłam z kina, nie mogłam się pozbierać. Być może było to spowodowane tym, że tematyka filmu była dość trudna. A może po prostu porwał mnie styl aktorski Eddiego Redmayne’a, którego już niedługo będziemy mogli oglądać jako Newta Scammandera w ekranizacji „Fantastycznych stworzeń i gdzie je znaleźć.”        https://www.youtube.com/watch?v=d88APYIGkjk
  3. ” Captain America: Civil War” – o mój Spardo… Ten film był idealny niemal w każdym calu. Wszystko było tak, jak powinno. Podobał mi się cały koncept, poprowadzenie akcji, dialogi. Wszystko. Nie mam się do czego przyczepić w tym filmie. Był genialny i czekam na kolejne produkcje Marvela.
  4. „X-Men. Apocalypse” – cóż, miałam wielkie nadzieje co do tego filmu, a dostałam średnio podgrzany kotlet z włosami… Szczerze to myślałam, że mnie ten film przekona do X-Menów, że może jednak polubię tych bohaterów. Ale tak się nie stało. Film był dla mnie trochę stratą czasu, choć efekty wizualne były genialne. A że mam trochę zboczenie na zwracanie uwagi na takie detale, to tutaj muszę przyznać twórcy się spisali. Poza tym, to raczej słabo.
  5. ” Suicide Squad” – szczerze to nie miałam dużych oczekiwań, co do tej produkcji, a jednak okazała się rewelacyjna. Naprawdę dobrze się to oglądało i nie mam większych zastrzeżeń, co do tego filmu.

Przejdźmy może teraz do Top 8 książek, które póki co mnie zachwyciły w tym roku:

  1. „Lady Midnight” seria: The Dark Artifices, Cassandra Clare – jak pewnie większość z Was wie, jestem wielką fanką Cassie i każdą jej książkę bardzo przeżywam. Ta część zapoczątkowała jedną z trzech serii, które mają się ukazać w najbliższym czasie. Obszerną recenzję możecie znaleźć w poprzednich notkach.
  2. ” Przyszła na Sarnath zagłada” H.P Lovecraft – kolejna część opowiadań jednego z moich ulubionych autorów. Nie dość, że piękne wydanie to jeszcze tłumaczenie na bardzo wysokim poziomie.
  3. ” Miedziana Rękawica” seria: Magisterium, Cassandra Clare/Holly Black – seria, która na początku nie zachwyciła mnie aż tak bardzo, bo była zbyt „potterowa”. Ale drugi tom spodobał mi się jeszcze bardziej niż pierwszy, więc czekam niecierpliwie na kolejne.
  4. ” Królowie Dary” Ken Liu – cudowna historia, niezwykła podróż przez starożytne Chiny i jedyna w swoim rodzaju magia słowa. Jedna z lepszych książek fantasy, jakie w ostatnim czasie czytałam.
  5. ” Wyprawa” seria : Summoner,  Taran Matharu- kontynuacja ciekawej książki młodego, brytyjskiego pisarza, która wprowadza nas w niezwykły świat Zaklinaczy. Bardzo fajna książka, nie tylko dla młodzieży.
  6. ” Mechaniczny” Ian Tregillis – jedna z najbardziej niezwykłych książek, jaką czytałam ostatnio. Szerzej o niej wypowiem się już niebawem na blogu.
  7. ” Pół Króla” Joe Abercrombie – Jestem oczarowana stylem tego pisarza. Bardzo mi podszedł do gustu. Recenzję też będziecie mogli przeczytać już wkrótce.
  8. „Heir of Fire” seria: Szklany Tron, Sarah J Maas – najlepsza część całej sagi póki co.

 

Na razie to tyle ze specjalnej notki. Wiem, że nie jest to jakieś super fancy, ale niebawem zaczną się dziać rzeczy u mnie na kanale i może ( wreszcie) będę mogła regularnie coś dodawać.

A tymczasem, borem lasem, chcę Wam podziękować za to,że jesteście ze mną w tej mojej drodze blogerskiej. Że mnie czytacie i że po prostu jesteście. Bez Was, to by nie miało sensu, dlatego:

Thank_you

Pozdrawiam,

Meg.