Bez kategorii

Episode #82: ” Chanel dała kobietom wolność. Saint Laurent dał im siłę.” czyli o ikonie mody i światowych trendów.

yves-saint-laurent-niegrzeczny-chlopiec-b-iext33551758

Autor: Marie-Dominique Lelievre

Tytuł: Yves Saint Laurent. Niegrzeczny Chłopiec.

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie

Liczba stron: 279.

Może to być dla wielu z Was zaskoczeniem, ale jestem ogromną pasjonatką mody. A zwłaszcza tej z tak zwanej „wysokiej półki”. Marki takie jak Givenchy, Gorgio Armani, Gucci, Dior, Coco Chanel czy Yves Saint Laurent były mi znane, odkąd skończyłam osiem lat. Głównie było to spowodowane tym, że mój tata, będąc w rejsach, bardzo często przywoził mojej mamie ekskluzywne perfumy właśnie tych marek. Lecz nie tylko to miało wpływ na moje zainteresowanie właśnie tymi projektantami. Inną kwestią był fakt, że zawsze uwielbiałam się przebierać i komponować swoje stroje w najbardziej dziwaczny sposób, jaki mogłam wymyślić. Czasem bardziej klasycznie, czasem kontrowersyjnie ale zawsze starałam się mieć własny styl. Tak samo, jak projektanci mody, których podpatrywałam. Lubiłam oglądać pokazy mody, relacjonowane z Nowego Jorku, Paryża, Tokio czy Londynu i czerpać z n inspirację. Jednak nigdy nie zdecydowałam się, by pociągnąć tę pasję do profesjonalnego poziomu, bo stwierdziłam, że może jednak to nie moja bajka. Teraz, czytając biografie tych niezwykłych ludzi, dochodzę do wniosku, że oni też mieli podobne wątpliwości i też nikt w nich nie wierzył.

Yves Saint Lauren przybył do Paryża w 1953 roku i w życiu nie przypuszczał, że jego pasja może wpłynąć na cały świat współczesnej mody. Zwycięstwo w prestiżowym konkursie na projekt sukienki koktajlowej, otworzyło mu drzwi do kariery. A spotkanie z Christianem Diorem zaowocowało długotrwałą współpracą. Wybitny kreator, wizjoner, as mediów. Tweedowe marynarki, skórzane kurtki i damskie garnitury jego projektu stały się wyznacznikiem trendów na całym świecie.

Marie-Dominique Lelievre postanowiła podpytać znajomych, rodzinę i współpracowników artysty. Zaglądała do szaf, odwiedziła jego dom i przeglądała książki by jak najlepiej przedstawić jego portret. Odkryła wrażliwego człowieka i zrozumiała, jak wysoką cenę zapłacił za sławę: załamanie nerwowe, wyczerpujące terapie i odrzucenie społeczne ze względu na orientację seksualną. Oszałamiająca kariera oraz tragiczne życie osobiste łączą się w tej niezwykłej biografii, przenosząc nas nie tylko w świat wielkiej mody ale przede wszystkim w najbardziej skryte zakamarki duszy.

Dla mnie ta książka stała się inspiracją i pewnego rodzaju przypomnieniem, że jednak warto jest podążać za marzeniami, nawet jeśli płaci się za nią wysoką cenę. Yves Saint Laurent jest ikoną i zawsze będzie uznawany za jednego z najbardziej utalentowanych projektantów na świecie.

„Kobieta łatwa do ubrania to taka, która ma ramiona, szyję, dumnie uniesioną głowę, nogi” Yves Saint Lauren.

Reklamy
Bez kategorii

Episode #81:” Czasami trzeba zrobić coś niewyobrażalnego” czyli parę słów o „Porwanej Pieśniarce” Danielle L Jensen.

Cześć, witajcie! Przychodzę do Was z kolejną książką, o której miałam napisać wieki temu, ale oczywiście zawsze coś stawało mi na przeszkodzie. Jednak teraz, zapraszam Was bardzo serdecznie do zapoznania się z moją recenzją „Porwanej Pieśniarki”. Mam nadzieję, że sięgniecie po tę książkę, a ja będę miała w tym choć maleńki udział 😉

abd97801a5923adfbb5778372c5a4287

Autor: Danielle L Jensen

Tytuł ” Porwana Pieśniarka”

Wydawnictwo: Galeria Książki

Liczba stron: 430.

Klątwa, rzucona przez czarownice na pięć stuleci uwięziła trolle w mieście pod gruzami Samotnej Góry. Przez wieki wspomnienia o ich mrocznej i złowrogiej magii zatarły się w ludzkiej pamięci. Oto jednak pojawia się przepowiednia o związku dwóch osób, który będzie miał moc uwolnić trolle. Kiedy Cecile de Troyes zostaje porwana i uwięziona pod górą, odkrywa, że w legendach na temat trolli kryje się więcej prawdy niż ośmieliłaby się przypuszczać.

Po przybyciu do Trollus, Cecile myśli tylko o jednym: jak uciec. Trolle są jednak inteligentne, szybkie i nieludzko silne. Musi więc czekać na właściwy moment. Tymczasem dzieje się coś niezwykłego- Cecile zaczyna się zakochiwać w tajemniczym księciu trolli, któremu została poślubiona. Nawiązuje przyjaźnie. Dziewczyna powoli zdaje sobie sprawę, że może być jedyną nadzieją dla mieszańców- trolli z domieszką ludzkiej krwi, zniewolonych przez trolle czystej krwi. W mieści wybucha bunt, a Tristan, jej mąż i następca tronu, jest jego ukrytym przywódcą. W miarę zanurzania się w świat skomplikowanych intryg politycznych podziemnego świata, Cecile przestaje być zwyczajną córką rolnika. Staje się księżniczką, nadzieją całego ludu i czarownicą obdarzoną mocą dość potężną, by na zawsze zmienić Trollus.

Jestem wręcz oczarowana tą opowieścią, która łączy w sobie wszystkie elementy dobrej powieści: jest groza, magia, miłość i tajemnica. Przepis na historię, która łapie za serce, sprawia, że śmieję się do rozpuku czy obgryzam paznokcie ze stresu przy kulminacyjnych momentach. Pomimo, że bohaterowie wydają się być sztampowi i przewidywalni, jest w nich pewnego rodzaju urok. Nie wiem, dlaczego ale moim pierwszym skojarzeniem po przeczytaniu tej książki była historia o Pięknej i Bestii.Dziewczyna z ubogiej rodziny, uwięziona w mieście trolli i tajemniczy książę… Nie sądzicie, że brzmi to znajomo?

Czytając opis, byłam sceptycznie nastawiona, bo myślałam, że autorka skopiowała którąś z historii Tolkiena. I nawet nie zmieniła nazw. Jednak w miarę, jak zanurzałam się w ten niezwykle plastyczny, piękny świat fantasy, moja niechęć zamieniła się w fascynację. Dobrze napisana baśń/powieść fantasy to rzadkość w dzisiejszym świecie a Danielle Jensen sprawiła, że moja wiara we współczesnych twórców tego gatunku została przywrócona.

Podsumowując, książka zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie i na pewno będę chciała przeczytać kolejne tomy. Bardzo jestem ciekawa jak potoczą się dalsze losy Tristana i Cecile, dlatego niecierpliwe czekam na tom drugi !

Bez kategorii

Episode #80: „Warszawskie Targi Książki” czyli działo się!

Witajcie!

Oh goodness gracious! Jakiż to był wspaniały i niezapomniany weekend! Warszawskie Targi Książki na Stadionie Narodowym dały radę! Klimat był, ludzie byli, zatem mogę śmiało ogłosić, że był to bardzo udany wypad. Niestety nie udało mi się nagrać żadnego filmiku, aczkolwiek są zdjęcia! Mnóstwo zdjęć. Zarówno z targów jak i z otwarcia Yatta.pl: Centrum popkultury na Hożej w Warszawie. Serdecznie zapraszam do odwiedzenia tego miejsca, jeśli lubicie komiksy i mangi :). Co do samych Targów to.. Ach! Cudnie było. Stadion robi wrażenie, szczerze mówiąc. Byłam tam pierwszy raz i chętnie odwiedzę jeszcze kiedyś, jak będzie okazja. ( Pewnie na kolejnych Targach 😉 ). Spotkałam na miejscu moich kochanych booktuberów oraz blogerów ❤ Widzieliśmy się co prawda na chwilkę, ale lepsze to niż nic. Ze spotkań autorskich to widziałam się z Remigiuszem Mrozem, Jakubem Ćwiekiem oraz przesympatyczną Klaudią Kopiasz. Bardzo było mi miło ich zobaczyć i mam nadzieję, że jeszcze nie raz się spotkamy! 🙂 Niedługo na blogu zawitają dwie recenzje Mroza a o „Grimm City” możecie poczytać w poprzednich notkach. Podsumowując, Targi bardzo udane. Mnóstwo wydawców, osobistości oraz pisarzy przewijało się przez teren wydarzenia aż trudno wszystkich zliczyć. Jeśli jeszcze nie byliście, to zapraszam! Kolejne Targi już w październiku w Krakowie. Oczywiście na tych też zamierzam się pojawić! A jakżę.

A tymczasem, żegnam.

Meg.

 

 

Bez kategorii

Episode #79 : „Runiczne znaki, poszukiwanie skarbów i Wikingowie” czyli o niezwykłej powieści Roberta Low.

331689-352x500

Autor: Robert Low

Tytuł: „Biały Kruk. Zaprzysiężeni. Saga o nieustraszonych Wikingach.”

Wydawnictwo: Książnica.

Liczba stron: 309.

Mitologia nordycka oraz historie o Wikingach i ich podbojach zawsze mnie fascynowały w jakiś dziwny, niewytłumaczalny sposób. Wszelkie historie o podłożu historyczno-fikcyjnym, umieszczone w czasach wielkich wojowników, są dla mnie obowiązkową lekturą. Tak też było z powieścią Roberta Low, który zaprosił mnie w niesamowitą podróż śladami Zaprzysiężonych, którzy osiedlili się nad Fiordem Wschodniej Drogi. Lecz wciąż czują zew morza i myślą o srebrnym skarbie władcy Hunów.

Orm Zabójca Niedźwiedzia, jarl Zaprzysiężonych nie chce wracać to tego przeklętego miejsca. Dopiero gdy zostają zaatakowani przez dawnego wroga a dwaj najlepsi wojownicy dostają się do niewoli, wikingowie związani słowami przysięgi wyruszają na poszukiwanie swoich braci w boju. Przemierzają ziemie Słowian i rozległe stepy, gdzie muszą stawić czoła wyjątkowo srogiej zimie. Po drodze napotykają też waleczne plemię kobiet, które są gotowe oddać swoje życie by bronić kurhanu Attyli. Żądza srebra jednak jest silniejsza niż wszelkie przeciwności… Czy uda im się zdobyć upragniony skarb i odkryć, gdzie są ich towarzysze? Tego dowiedziecie się, sięgając po tę fascynującą powieść.

Jestem wielką fanką fantastycznych książek, lecz takiego połączenia powieści historycznej z literacką fikcją jeszcze nie czytałam.Bardzo fajne poprowadzona fabuła, ciekawe wątki, elementy mitologii zgrabnie przeplatające się zarówno z historycznymi faktami jak i z fikcyjnymi wydarzeniami, sprawiają, że jest to bardzo przyjemna i jednocześnie wciągająca lektura, która sprawi, że na chwilę oderwiecie się od szarej rzeczywistości i wyruszycie razem z Zaprzysiężonymi na wyprawę, której finałem ma być odnalezienie skarbu i  uratowanie towarzyszy broni. Na pewno sięgnę po kolejne tomy, bo jestem ciekawa, jak to wszystko się rozwiąże i zakończy. Polecam!

Za książkę dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat.

 

Bez kategorii

Episode #78: „Kobiety na szczycie świata.” czyli Jennifer Jordan o kobietach ze stali.

okrutny-szczyt-kobiety-na-k2-b-iext31810237

Autor: Jennifer Jordan

Tytuł: „Okrutny Szczyt. Kobiety na K2”

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie.

Liczba stron: 386.

Jako dziecko, zawsze marzyłam o tym, by wyruszyć na wyprawę gdzieś w góry, najlepiej w Himalaje i stanąć na dachu świata. Jednak to marzenie nie było we mnie na tyle silne, bym doprowadziła je do realizacji. Lecz moja miłość do gór jest nadal bardzo silnie we mnie zakorzeniona. Uwielbiam piesze wędrówki szlakami górskimi, zwłaszcza w naszych pięknych Tatrach, lecz mieszkając nad morzem nie mam zbyt wiele okazji, by się wybrać do Zakopanego na jakiś „spacer”. Dlatego sięgając po książki, opowiadające o wyprawach w góry, uśmiecham się i jednocześnie myślę o tych wszystkich, którzy zginęli w czasie osiągania swoich celów.

Przez wieki, kobiety były dyskryminowane, jeśli chodzi o wspinaczkę wysokogórską. Bo przecież jesteśmy tak delikatne i tak bezradne, że na pewno nie jesteśmy w stanie wejść nawet na niewysoką górę, gdzieś w Tatrach, nie mówiąc już o zdobywaniu jednej z najbardziej niebezpiecznych gór świata, czyli K2. Dopiero pod koniec XIX wieku, gdy pierwsza kobieta obwiązała się liną wokół talii i wsunęła buty w raki, płeć piękna wypowiedziała wojnę dotychczasowemu status quo.

Jednak zdobycie właśnie tej góry było wyjątkowym wyzwaniem. Jennifer Jordan zabiera nas w podróż razem z pięcioma kobietami, które rzuciły temu szczytowi wyzwanie, w tym z Polką Wandą Rutkiewicz. Autorka pokazuje nam z czym panie musiały się borykać podczas swoich wypraw i jak wygląda życie w bazach na poszczególnych etapach wspinaczki. Niezwykła podróż, która porywa, miejscami wzrusza i motywuje. Bo skoro one zrobiły ten krok, to ja też mogę, prawda?

Lektura niezwykle przyjemna, pełna zdjęć i anegdot, które możemy odnieść też do codziennego życia. Te pięć niezwykłych kobiet, sprawiło, że świat himalaistów otworzył się na płeć piękną i już nie jesteśmy traktowane jako „te słabsze”,  te, które potrafią. Polecam, szczególnie tym, którzy tak jak ja, pasjonują się wspinaczką wysokogórską.

Za książkę dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat.

 

Bez kategorii

Episode #77″ Hey ho, let’s go!” czyli o Ramones, jakich nie znacie w odsłonie Everett’a True.

199443

Autor : Everett True

Tytuł: „Hey ho, let’s go. Historia zespołu Ramones”

Wydawnictwo: InRock

Liczba stron: 583.

Każdy, choćby nie wiem jak bardzo nie lubił punk rocka, choć raz słyszał o zespole Ramones lub bardziej widział jego logo, które stało się bardzo modnym wzorem w popularnych sieciówkach odzieżowych. To oni zapoczątkowali modę na tak zwane „ramoneski”.  I to właśnie oni wpisali się w muzyczną historię do tego stopnia, że wylądowali obok takich sław jak The Clash czy Sex Pistols. Jednak ich droga była nieco inna. Bardziej surowa. Bo Ramones byli zespołem, który nie szedł na żadne kompromisy i być może dlatego nie zdobyli tak wielkiej sławy, na jaką zasługiwali.

Historia zespołu zaczyna się w 1974 roku w jednym z punkowych klubów w Nowym Jorku. Od tamtego momentu, zespół staje się hitem. A ich największym atutem są powalające występy na żywo. To właśnie oni przygotowali grunt pod takie gatunki jak hardcore czy punk. Dla nich muzyka to był priorytet. Nie liczyła się dla nich sława czy pieniądze a czysta ekspresja, która sprawiała, że zespół zyskiwał co raz większe rzesze fanów.

Jak mówi Captain Sensible: ” To muzyka klasyczna dla przyszłych pokoleń. Ludzie będą ich słuchać za sto lat i wymieniać jednym tchem z Beethovenem.”

Trudno się tutaj sprzeczać z tym stwierdzeniem, bo muzyka Ramones zainspirowała nie jednego współczesnego rockmana czy punkowca.

Czytając książkę „Hey ho, let’s go” zanurzyłam się w nieco zapomniany przeze mnie świat punk rocka, tego pierwotnego, nietkniętego przez współczesne udziwnienia. Odpaliłam sobie płytę zespołu i zrozumiałam jaką siłę ma w sobie ta muzyka. Everett True pokazuje nam gorzką prawdę o tym, że marzenia wcale nie są takie słodziutkie i kolorowe ale mimo to, warto do nich dążyć. Ramones udowodnili, że „punk is not dead”. A ja dodam tylko od siebie: „And it never will be”. Polecam serdecznie tę pozycję nie tylko fanom muzyki, ale i tym, którzy lubią czytać dobrze napisane biografie. Wyruszcie w podróż po świecie agresywnego grania, skórzanych kurtek i ciemnych okularów. Na pewno będzie to dla was niezapomniana przejażdżka.

 

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu InRock.

 

Bez kategorii

Episode #77: „Sometimes you need to do, what’s right not what’s just.”- „Captain America Civil War.”

captain-america-civil-war-181827

Tytuł: „Captain America: Civil War” / „Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów”.

Wydawca: Marvel Cinematic Universe.

Reżyseria: Anthony i Jon Russo

Premiera: 6.05.2016

Na ten film czekałam jak dziecko na Gwiazdkę. I wreszcie mogłam go obejrzeć i jestem pod wrażeniem. Szczerze i bezapelacyjnie. Ale może zacznę od początku. Historia zaczyna się od misji, którą podjęła się ekipa Avengers w Lagos. Ich zadaniem było odbicie od terrorystów broni biologicznej. Nie obyło się jednak bez ofiar, co doprowadziło do wielkiej rady Narodów Zjednoczonych, która zadecydowała, że Avengers będą działali tylko wtedy, gdy zostanie wydana na ten temat rezolucja. W innych przypadkach, ich działania będą sprzeczne z prawem. Podczas odbicia broni biologicznej w Lagos, kapitan Steve Rogers ( Chris Evans) dowiaduje się, że prawdopodobnie za atakami w tym miejscu, stoi jego dawny przyjaciel James Buckanen „Bucky” Barnes. ( Sebastian Stan). To sprawia, że nie może on podpisać rezolucji w sprawie Avengers i tym samym naraża się na bycie przestępcą.

Tony Stark ( Robert Downey Jr.) próbuje przekonać kapitana Rogersa by zmienił zdanie, lecz ten twardo przystaje przy swoim. A to doprowadza do podziału wśród Avengers i ogólnego chaosu. Wydaje się, że sytuacja już nie może być gorsza, gdy na jaw wychodzą pewne fakty… Jakie? Tego już musicie dowiedzieć się, wybierając się do kina.

Szczerze powiedziawszy, filmy o Kapitanie Ameryce są jednymi z lepszych w całym uniwersum Marvela. I nie mówię tego tylko dlatego, że jestem fanką samego Kapitana. Zwykle wątki są ciekawie poprowadzone i zgrabnie łączą się z Avengers oraz innymi, pobocznymi historiami w całym Marvelowskim świecie. Ta część sprawiła, że chcę jeszcze więcej! Była naładowana akcją, przezabawnymi dialogami i żartami sytuacyjnymi, zwłaszcza z pewnym bardzo rozgadanym nastolatkiem, który po wielu, wielu latach tułaczki wreszcie wrócił tam, gdzie powinien być. I z Ant-Manem, który po prostu rozwala system!

W mojej ocenie film zasługuje na bardzo mocne 9.5/10. Rzadko kiedy daję filmom takie wysokie noty, ale ten zasłużył sobie pod każdym względem. Aktorsko, wizualnie, fabularnie uznaję, że jest to jeden z lepszych ( jak nie najlepszy) film Marvela, jaki do tej pory powstał. Czekam na kolejne, które już wkrótce i mam nadzieję, że i tym razem mi urwie, tak jak mi urwał Kapitan.