Bez kategorii

Episode #68 : „Ross Poldark” Winstona Grahama, czyli o miłości, przyzwoitości i przeszłości…

Poldark_-_Ross_Poldark   Autor: Winston Graham

Tytuł : Ross Poldark. Dziedzictwo Rodu      Poldarków. Część I.

Wydawnictwo : Czarna Owca.

Liczba stron: 463

 

 

 

 

 

 

 

Kornwalia, lata 1783-1787.

Ross Poldark, po męczącej, krwawej wojnie w Ameryce, wraca do swojego rodzinnego domu w Wielkiej Brytanii. Długo wyczekiwane spotkanie z bliskimi jest jednak podsycone goryczą. Ojciec umarł, majątek to ruina a ukochana, dla której był zrobić wszystko, zaręczyła się z kuzynem. Ross jednak nie rozpacza. Stara się pomóc lokalnym górnikom i farmerom. Podczas pobytu na jarmarku poznaje młodą, ubogą dziewczynę, którą postanawia zabrać do domu. To wydarzenie, zmienia całkowicie jego dotychczasowe życie…

Winston Graham serwuje nam historię, która porywa za serce i jest pełna prawdziwych bohaterów. Nie ma tutaj pompatyczności i górnolotnych, pustych obietnic. Widzimy głównego bohatera. Dobrego, porządnego mężczyznę o wyrobionych gustach i wrażliwości, która pozostała w nim, mimo traumy, jaką przeżył podczas wojny w Ameryce. Jednak mimo tego, że stara się żyć normalnie, gdzieś w jego podświadomości nadal czai się jakiś niepokój.

Jest to opowieść, którą czyta się z niezwykłą przyjemnością, gdyż styl Grahama pozwala nam poczuć klimat epoki, w jakiej umiejscowiona jest akcja powieści. Obserwujemy z pewnego rodzaju niepokojem i niepewnością losy bohaterów, którzy budzą te pozytywne jak  negatywne emocje, co nadaje dynamiczności całej historii.

Dla mnie była to lektura niezwykle przyjemna i nie mogę się doczekać na kolejne tomy. Jestem ciekawa, jak dalej potoczą się losy rodu Poldarków i co przydarzy się głównemu bohaterowi w kolejnych tomach.

 

Reklamy
Bez kategorii

Episode #67: „Kraina Martwej Ziemi” Jacek Łukawski – fantasy w najlepszym wydaniu.

744563-n-a Autor: Jacek Łukawski

Tytuł : Kraina Martwej Ziemi: Krew i Stal.

Wydawnictwo : SQN

Liczba Stron: 369

 

 

 

 

” Gdy krew bohaterów zrosi Martwą Ziemię, stal będzie musiała sięgnąć zdrajców”.

Minęło sto pięćdziesiąt lat od powstania Martwej Ziemi. Z pobliskiej twierdzy, wyrusza niewielki oddział żołnierzy by przemierzyć zapomnianą krainę i sprawdzić, czy legendy, jakie o niej krążą są prawdziwe. Lecz to nie jest jedyny powód, dla którego owi wojacy wyruszają w tę niebezpieczną podróż. W zakonie u podnóża Smoczych Gór jest coś ukryte, co musi wrócić do królestwa nim Martwa Ziemia pochłonie wszystko w swoim zasięgu…

Mocny oddział pod wodzą zaprawionego w bojach Dartora, zapuszcza się w suche stepy, by zmierzyć się z tym, co kryje przeszłość, przyszłość i teraźniejszość. Lecz prawdziwy cel tej misji zna tylko przysłany w ostatniej chwili, tajemniczy Arthorn. Ale nawet on nie jest w stanie przewidzieć, jaki będzie koniec tej wyprawy i jaki los zgotowali im bogowie…

Porywająca, pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji, tajemnic i mistycyzmu rodem z najlepszych powieści fantasy. Taka właśnie jest debiutancka powieść Jacka Łukawskiego, który zaprasza nas do świata magii i pradawnych, słowiańskich legend. Książka czaruje nie tylko ciekawą historią ale przede wszystkich stylem pisania. Utrzymana w nieco staromodnym tonie, sprawia, że każda opisywana w niej scena ma w sobie coś z dawnych powieści o herosach i mężnych wojach, walczących o wolność swego kraju.

Ten styl zaczarował mnie i było mi bardzo smutno, gdy wyprawa się zakończyła a bohaterowie powrócili do swoich krain. Choć epilog może sugerować, że to nie koniec przygody. Mam nadzieję, że wena nie opuści pana Łukawskiego i jeszcze nie jedną książkę spod jego pióra będę mogła przeczytać. „Krew i Stal” jest nie tylko świetnie napisana, ale i ma bardzo klimatyczną oprawę graficzną, która też sprawa, że czytelnik trochę lepiej poznaje bohaterów i ma wrażenie, że czyta ilustrowaną księgę, znalezioną w archiwach gdzieś w jakimś zamku.

Podsumowując, polecam wszystkim tym, którzy są fanami takich pisarzy jak Tolkien czy Ursula LeGuin. Może nie do końca historia wpisuje się w ten kanon, niemniej jednak warto jest się z nią zapoznać, jeśli lubicie powieści o tajemnicach, podróżach po nieznanych landach i słowiański folklor.

 

Bez kategorii

Episode #66 [PRZEDPREMIEROWO] : ” Gdy ucichnie muzyka”Mick Wall o The Doors.

Tytuł: ” Gdy ucichnie muzyka” Biografia The Doors.

Autor: Mick Wall

Wydawnictwo: InRock

Liczba stron: 457.

Data wydania: 10.03.2016

W najnowszej biografii Jima Morrisona i The Doors poznajemy wiele nieznanych dotąd faktów. Śledzimy życie muzyków od początku do konia, a opowiadają nam o nim oni sami  oraz bliscy współpracownicy grupy. Poznajemy prawdę na temat autorstwa piosenek, którymi zachwycił się cały świat. Dowiadujemy się, jak naprawdę zmarł Jim Morrison i dlaczego w ogóle uciekł do Paryża…

O „The Doors” słyszał każdy, kto choć trochę interesuję muzyką popularną. Ich piosenki po dziś dzień są używane w filmach, reklamach i są hasłami, wypisywanymi na koszulkach czy innych rzeczach. Jednak to nie sam zespół stał się legendą, a jego wokalista. Douglas James Morrison, który był charyzmatyczny, szalony, nieobliczalny i przede wszystkim, szalenie utalentowanym, młodym człowiekiem, który sprawił, że rock’n’roll nabrał nowego dźwięku. Jim nie tylko było wokalistą ale przede wszystkim poetą. I jego marzeniem było wybrać się do Paryża i tam rozpocząć karierę literacką. Co, w końcu zrobił, lecz jego droga do osiągnięcia celu trochę się pogmatwała. Gdy chcemy zagłębić się w teksty Morrisona, musimy brać pod uwagę, że w większości były one pisane pod wpływem narkotyków i alkoholu. Był i nadal jest inspiracją dla wielu pokoleń. Choć wielu chciało, by wreszcie się zamknął na zawsze. I tak właśnie się stało w lipcu 1971 roku w Paryżu, gdzie Jim spędzał swoje ostatnie lata. Miał zaledwie 27 lat! Miał całe życie przed sobą, choć pod sam jego koniec był wrakiem…

„Gdy ucichnie muzyka” pokazuje nam prawdziwy obraz tego, co wydarzyło się w dynamicznej i niezbyt długiej karierze jednego z najznamienitszych ( według wielu) zespołów lat 60. Bo to właśnie w tamtym czasie, zdobyli sławę i pozycję, którą po śmierci Morrisona próbowali utrzymać z różnym skutkiem. Mick Wall przeprowadził wywiady zarówno z członkami zespołu, jak i z ich bliskimi przyjaciółmi oraz współpracownikami.

Jest to historia opowiedziana z wielu perspektyw. I każda z nich, sprowadza się do tego, że to Morrison był sercem i duszą „The Doors” i bez niego, nigdy nie osiągnęliby tak znamienitego sukcesu. Choć nawet po śmierci, Jim nadal dawał im rozgłos, bo tak naprawdę nikt nie wiedział, jak zginął a jego śmierć urosła do miana legendy. Z tej książki dowiecie się, co się wydarzyło  3 lipca i dlaczego Jim był taki, a nie inny. Dlaczego „Doorsi” się rozpadli i co sprawiło, że młody, utalentowany i pełen werwy mężczyzna, stoczył się na samo dno.

Nie chcę zdradzać szczegółów, gdyż sami musicie doświadczyć tego, o czym pisze Mick Wall. A jest to doprawdy niesamowita przygoda. 00000000300833001

Bez kategorii

Episode #65 [PRZEDPREMIEROWO] : „I’m the Man” czyli autobiografia tego gościa z Anthrax.

Tytuł: „I’m the Man”Autobiografia tego gościa z Anthrax.

Autor: Scott Ian, Jon Wiederhorn

Wydawnictwo : InRock

Liczba stron: 405

Data wydania: marzec 2016

„I’m the Man” nie jest kolejną, typową autobiografią gwiazdy rocka. Mimo, że Scott Ian w zawrotnym tempie i z dużą dozą poczucia humoru opowiada o swoim udziale w wielu zabawnych sytuacjach, jak choćby swoich doświadczeniach z narkotykami czy o szalonym imprezowaniu. Jednak w dużej mierze, jest to książka przede wszystkim o muzyce Athraxu, jednego z zespołów, tak zwanej, Wielkiej Czwórki.

Każdy fan metalowego grania zna, albo choćby słyszał o zespole Anthrax, który swoją muzyczną podróż zaczynał między innymi z zespołami Megadeath, Metallica czy Slayer ( które teraz wraz z Athraxem, nazywane są tak zwaną Wielką Czwórką, czyli prekursorami muzyki trash-metalowej).

Scott Ian opowiada o swojej przygodzie z muzyką, narkotykami oraz swoim życiu prywatnym w sposób zabawny i czasem miałam wrażenie, że czytam o sobie. Niektóre perypetie, jakie przeżywał ten niezwykle utalentowany gitarzysta, przydarzyły się również mnie, dlatego czytanie tej książki było dla mnie trochę jak przeglądanie własnego albumu. Chociaż nie do końca, bo ja w przeciwieństwie od Iana nie jestem gwiazdą rocka i nigdy nie będę. Natomiast dzięki temu lekkiemu stylowi oraz duchowi dawnego, dobrego, ciężkiego grania, tę autobiografię pochłonęłam w zaledwie kilka godzin. Jest to książka, która na pewno usatysfakcjonuje fanów ciężkiego grania. Poznacie od zaplecza pracę muzyków oraz ich problemy, z jakimi musieli się zmagać na początku kariery ale i później. Metal może mieć ludzką twarz i tym właśnie jest ta książka. Pokazuje, że nawet taki gigant metalowy, który nie jedno widział i z nie jednego garnka jadł, może pozostać ciepłym, zabawnym człowiekiem, który mówi wprost o tym, jak wygląda życie rockmana. I co, tak naprawdę, się dla niego w życiu liczy. Sposób, w jaki Ian opowiada o żonie i swoim synu jest wzruszający ale i pokazuje go jako zwyczajnego chłopaka, którego marzenie o byciu w zespole metalowym stało się rzeczywistością.

Jestem przekonana, że sięgając po tę książkę, czytelnicy nie pożałują. Jest ona nie tylko niezwykłą podróżą po życiu prywatnym ale przede wszystkim poznajemy inspiracje i muzyczne wariacje, jakie powstawały przez ostatnie trzydzieści lat istnienia zespołu. Dlatego serdecznie polecam tę pozycję wszystkim fanom muzyki. Być może znajdziecie w niej inspirację również dla siebie.

Scott-Ian-Im-The-Man

Bez kategorii

Episode #64: ” Zaufaj mi, jestem Dr Ozzy. Porady rockmana, który przetrwał”

Autor : Ozzy Osbourne.

Tytuł: „Zaufaj mi, jestem Dr Ozzy. Porady rockmana, który przetrwał”

Wydawnictwo: InRock

Liczba stron: 313.

Wyobraź sobie taką sytuację. Masz dość nietypowy problem, który może być nawet odrobinę wstydliwy dla ciebie. Do rodziny z tym nie pójdziesz, bo się nie znają, do przyjaciół też nie, bo cię wyśmieją… To do kogo się udasz? Może do lekarza? OK, to by miało sens.

Jednak sprawa zaczyna robić się dość… Nietypowa, gdy twoim lekarzem okazuje się nikt inny, jak… Sam Ozzy Osbourne.

Tak, dobrze widzisz. To ten sam Osbourne, który faszeruje się lekami i popija je whiskey. Ten sam, który daje czadu na scenie. Ten sam, który teraz… Okazuje się być twoją ostatnią deską ratunku…

Przerażająca wizja? Dla niektórych to  jak spełnienie marzeń. Dla innych, jak opis okrutnego koszmaru, z którego nie mogą się obudzić.

„Zaufaj mi, jestem Dr Ozzy. Porady rockmana, który przetrwał”, jest jedną z tych książek, które czyta się dla relaksu. Nie jest to ani poważna biografia ani żadna fabularyzowana historia. Jest to zbiór listów, próśb, różnego rodzaju anegdot oraz ciekawych komentarzy, które trafnie odpowiadają na często bardzo głupie prośby czy pytania, kierowane do Ozzy’ego. Na pewno nikt nie powinien traktować poważnie tego, co mówi. A już na pewno nikt nie powinien się stosować do jego zaleceń. Bo może to grozić nie tylko szaleństwem ale i niechybną śmiercią.

Poza oczywistym walorem humorystycznym, możemy dowiedzieć się o tym, z czym zmagał się kultowy dla niektórych, rockman i jakie „smaczki” przysyłają do niego jego fani, prosząc o poradę. Jak wielu jego kolegów po fachu, Ozzy też zmaga się z masowym zalewem poczty of fanów, lecz zamiast na to narzekać, przerobił to na niezwykle zabawny poradnik, którego zastosowanie grozi niekontrolowanymi wybuchami śmiechem oraz dobrą rozrywką w towarzystwie jednego z twórców współczesnej sceny metalowej.

Legendarny Ozzy, w nieco bardziej zabawnej formie był dla mnie czymś świeżym i muszę przyznać, mając pewne doświadczenie ze światem rockowym, niektóre z rad, zawartych w książce można łatwo przełożyć na nasze, zwyczajne życie. Podstawowym przekazem  jest jednak to, że nie ważne ile ma się lat i ile się w życiu przeszło, trzeba podchodzić do siebie i ludzi z dystansem i poczuciem humoru.

Polecam tę książkę nie tylko fanom Ozzy’ego.

 

39