Bez kategorii

Episode #53 : It’s the last day of 2015! Koniec roku i jego podsumowanie wg mnie :)

 

 

 

904507742-new-year-eve_2096433bWitajcie moi drodzy Czytelnicy tego skromnego bloga!

Dzisiaj będzie wpis szczególny gdyż zamierzam w nim trochę posmęcić i podsumować, jaki był dla mnie ten 2015 rok. Może zacznę od tego, że wiele się w tym roku zmieniło. Czy na lepsze? Na pewno i stwierdziłam, że muszę zacząć bardziej wierzyć w siebie i swoje możliwości, bo jeśli zwątpię ja, to zwątpią we mnie wszyscy.

Chciałam podziękować wszystkim tym, którzy sprawili, że się uśmiecham i zmotywowali mnie do pracy. Mam wspaniałych przyjaciół ( choć niektórzy mieszkają milion km ode mnie i rzadko ich widuję), na których zawszę mogę liczyć. Nie ważne, co by się działo. Wiem, że czasem Was zaniedbuję, czasem jestem nieprzyjemna, nieobecna, olewam Was i nie mam czasu… Albo zwyczajnie nie mam ochoty na kontakty z innymi członkami naszej rasy, zwłaszcza tymi, którzy są mi bliscy ( ten paradoks…). Przepraszam Was za to i postaram się poprawić w tej kwestii. Choć nie oczekujcie cudów. Dziękuję, że mimo wszystko jesteście ze mną. To znaczy dla mnie wszystko!

Poza tym, był to rok, w którym większość swoich założeń kulturalnych spełniłam. Byłam na kilku konwentach ( StarForce, Baltikon, Zlot Nocnych Łowców), zorganizowałam kilka spotkań fanów Black Veil Brides, byłam na Krakowskich Targach Książki, zaczęłam regularnie pisać bloga, weszłam we współpracę z kilkoma wydawnictwami i z jednym portalem kulturalnym, byłam na koncercie Black Veil Brides, gdzie poznałam nowych przyjaciół. Ogólnie spełniłam się w tej dziedzinie, choć zawsze pozostaje niedosyt i mogę Wam zagwarantować, że w przyszłym roku czeka Was jeszcze więcej recenzji, jeszcze więcej relacji z różnych  wydarzeń, koncertów i konwentów! Także będziecie mogli oglądać moje cosplay’e i wyczyny makijażowo-charakteryzacyjne. Także 2016 będzie fajny.

Czytelniczo, ten rok był obfity w różne książki. Ale chyba największym odkryciem tego roku był dla mnie Remigiusz Mróz. Jego książki mnie zachwycają i nie mogę się doczekać więcej! A już w styczniu wychodzi kolejna część przygód komisarza Forsta zatytułowana ” Przewieszenie” a w marcu, Czwarta Strona wydaje kolejny tom przygód Chyłki i Zordona zatytułowany „Rewizja”. Więc będzie mroźno ;). Szczerze to ja nigdy nie przepadałam za kryminałami, choć dużo ich czytywałam i czytuję, ale Mroza mogę polecić w ciemno. Nawet tym, co nie czytują tego typu literatury.

A podsumowując mój wpis, chciałabym Wam życzyć radości, spokoju i pomyślności w Nowym Roku i przede wszystkim byście dalej byli tacy fajni i od czasu do czasu odwiedzili mojego bloga.

 

Z sylwestrowymi pozdrowieniami,

 

Meg.

Bez kategorii

Episode #52 : „Magia może dzielić, ale przede wszystkim łączy” czyli słów kilka o „Tajemnym Ogniu” C.J Daugherty.

12317414_971115689626757_1293698370_n

Tytuł: „Tajemny Ogień”

Autor: C.J Daugherty/ Caria Rozenfeld.

Wydawnictwo: Moon Drive.

Każda rodzina ma swoje tajemnice i nic nie jest dziełem przypadku… Taki wniosek można wysnuć po lekturze najnowszej książki C.J Daugherty i Cariny Rozenfeld. Ale może zacznę od początku.

Historia rozpoczyna się w Paryżu, mieście, które znane jest przede wszystkim z tego, że jest stolicą mody i gdzie zjeżdżają się wszyscy zakochani. Lecz chłopiec, którego poznajemy wcale nie jest zakochany. Wydaje się być raczej obłąkany i autodestrukcyjny. Zakłada się ze swoim znajomym o to, że skoczy z dachu i przeżyje. Niedorzeczne? Jednak prawdziwe. Sacha Winters odkąd dowiedział się, że ciąży na nim klątwa, stracił chęć do życia. Lecz dopóki nie skończy osiemnastu lat, nie może umrzeć.

Taylor Montclare mieszka w Anglii i jest jedną z najlepszych uczennic w swojej szkole. Jej największym marzeniem jest dostanie się do Oxfordu. Ma kochających przyjaciół, chłopaka i życie niemal idealnie poukładane. Do dnia, w którym jej nauczyciel nie przydziela jej ucznia na korepetycje.

Od tamtego momentu, życie tej zwyczajnej nastolatki zmienia się nie do poznania. A w jaki sposób? Cóż, powiem tylko tyle, że ma to bardzo duży związek z Sachą.

Sięgając po tę książkę nie miałam żadnych oczekiwań. Nawet sądziłam, że będzie ona beznadziejna, jednak gdy tylko zaczęłam czytać, od razu zmieniłam zdanie. Nie mogłam jej odłożyć nawet na chwilę, gdyż akcja gnała z zawrotną prędkością. Tajemnice oraz opowiadanie całej historii z perspektywy dwójki głównych bohaterów było porywające. Jest to pierwszy tom mam nadzieje całe sagi, gdyż historia zakrawa na naprawdę niesamowitą przygodę, którą będziemy przeżywać wraz z jej bohaterami! I już nie mogę się doczekać, kiedy do księgarni trafi drugi tom!

A z racji tego, że idą święta, życzę Wam, drodzy Czytelnicy wszystkiego dobrego. Zdrowia, radości, dużo czytania i leniuchowania w ten niezwykły czas. I abyście zawsze mieli czas na sięgnięcie po książkę i nakarmienie swojej wyobraźni!

Pozdrawiam świątecznie,

Meg.

 

Bez kategorii

Episode #51 : „May the Force be with you!” Odcinek 7 kultowej sagi.

Star_Wars_The_Force_Awakens.jpg

Tytuł : Star Wars: Episode VII : The Force Awakens/ Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy

Reżyser: J.J Abrams.

Wydawca: Disney

Dawno, dawno temu w odległej galaktyce… Nawet jeśli ktoś nie lubi Gwiezdnych Wojen, to choć raz w życiu słyszał motyw muzyczny z tego filmu albo widział choć mały jego fragment. Minęło dziesięć lat od premiery ostatniego odcinka „Gwiezdnych Wojen” zatytułowanego: „Zemsta Sithów”, który został przyjęty z bardzo umiarkowanym entuzjazmem ( tak jak zresztą cała prequelowa seria, która ukazuje jak to młody i bardzo zdolny rycerz Jedi staje się najbardziej przerażającą postacią w światowej kinematografii.). Jednak fani pozostają fanami i mimo, że film nie był na nie wiadomo jak wysokim poziomie, i tak pokochali tak zwaną „nową trylogię”.

Tym razem, już nie Geogre Lucas tylko J.J Abrams i nie Lucas Films tylko Disney, zabrali się za tworzenie kolejnej trylogii, która dla nowego pokolenia potencjalnych fanów, będzie niezwykłym preludium, a dla starszych fanów będzie cudowną, sentymentalną trochę podróżą do początków „Gwiezdnych Wojen”.

„Przebudzienie Mocy” zostało uznane za jeden z najbardziej oczekiwanych filmów 2015. Wszyscy fani, mali i duzi czekali niecierpliwie na grudzień. Każdy z nich rezerwował wcześniej bilety na premierę, by móc zobaczyć to dzieło J.J Abramsa. I muszę przyznać, że warto było czekać, bo film wizualnie jest przepiękny. Zachowany w tak zwanej starej konwencji, gdzie efekty specjalne nie przyćmiewały modelów i prawdziwych kostiumów. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Na samym początku poznajemy nowych bohaterów, nowy porządek w Galaktyce, który prowadził Pierwszy Zakon, powstały po rozpadzie Imperium. Na ekranie pojawia się „czarny charakter”, tak bardzo przypominający Vadera,lecz to nie Vader. To Kylo Ren (Adam Driver). Potężny i bezwzględny przywódca, który ma ogromne problemy z opanowaniem gniewu. Poznajemy też młodą zbieraczkę złomu Rey, zbuntowanego szturmowca Finna i uroczego droida BB-8. Ich wszystkich łączy jeden cel: znalezienie Luke’a Skywalkera, który zniknął tuż po tym, jak jego najlepszy uczeń zbuntował się przeciw niemu. Oczywiście nie obeszło się bez ikonicznych postaci takich jak: Han Solo i Chewbacca czy księżniczka( a raczej pani generał) Leia. A przede wszystkim legendarny Sokół Millennium, który wyglądał nie mal tak samo jak w pierwszych filmach o „Gwiezdnych Wojnach”.

Dobry humor oraz wiele walk na lądzie i w powietrzu były esencją tego filmu, zachowując klimat całego przedsiemwzięcia.

Było kilka rzeczy, które mi się nie podobały, ale wiadomo, każdy film ma jakieś wady. Ogólnie, polecam serdecznie zobaczenie go w kinie! Efekt jest piorunujący. Jak dla mnie film dostaje mocne 8.5/10.

A żeby Was jeszcze bardziej zachęcić, podrzucam trailer i coś ekstra 😉 :

 

Niech moc będzie z Wami ! 😉

 

Bez kategorii

Episode #50. Okrągła pięćdziesiątka! Więc czas na imprezę!

Witajcie!

Uhu, stuknęło mi pięćdziesiąt notek! Jestem w szoku, bo myślałam, że ten blog nie przetrwa. A tu, proszę. Pięćdziesiąta notka. Cieszę się, że jesteście ze mną w tej mojej podróży i że wspieracie mnie przez swoje komentarze, oglądanie moich vlogów i  odwiedzanie mojego fanpage’a na Facebooku. Dzięki, dzięki, dzięki! Dobijmy do kolejnej pięćdziesiątki !

Cóż ja mogę dla Was mieć z tej okazji? Oczywiście recenzje! Na pierwszy ogień idzie…

cb064ca4812f3037

Autor: Ed Sheeran, Phillip Butah

Tytuł: Ed Sheeran. Graficzna podróż

Wydawnictwo: Insignis.

Może zacznę od tego, że moja przygoda z Edem zaczęła się od teledysku do piosenki „Lego House”. Ktoś podrzucił mi ten teledysk, mówiąc bym go obejrzała, bo jest tam odtwórca roli Rona Weasley’a z adaptacji Harry’ego Pottera – Rupert Grint. Stwierdziłam- co mi szkodzi? Włączyłam, obejrzałam, posłuchałam… I się zakochałam. Przesłuchałam chyba ze dwadzieścia razu pod rząd płytę ” +” i już wiedziałam, że ten artysta już na zawsze pozostanie w moim sercu. Gdy wyszła jego kolejna płyta „X”, stwierdziłam, że bardzo chętnie wybrałabym się na jego koncert. Niestety ten plan spalił na panewce, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło i na pewno w przyszłym roku nadrobię koncert Eda.

A wracając do książki, to gdy tylko dowiedziałam się, że tak owa zostaje wydana, od razu postanowiłam, że ją kupię. Polecam czytanie jej, słuchając niezwykle nastrojowej muzyki, jaką tworzy Ed.

Poprzez karty niezwykłego albumu, jakim jest „Graficzna podróż”, poznajemy życie tego młodego, brytyjskiego muzyka. Zagłębiamy się w jego inspiracje oraz to, czego nauczył się, mieszkając przez dwa lata na ulicy. Jego przyjaciel i ilustrator tej książki Phillip Butah, przedstawił w absolutnie genialny i piękny sposób sylwetkę tego skromnego rudzielca, którego marzeniem zawsze było występowanie. Książka opisuje kilka ostatnich lat, od wydania debiutanckiego albumu po ostatnią trasę koncertową. Ed i Phillip nawzajem prowadzą narrację, co sprawia, że ta historia jest niezwykle żywa, a jeśli dodamy do tego zdjęcia, szkice i muzykę Eda, dostaniemy w zamian ogromny uczuciowy rollercoaster, który wciąga i zachwyca.

Nie potrafię być obiektywna, jeśli chodzi o tego artystę, gdyż uwielbiam jego muzykę i jego jako osobę. Na pewno ta książka będzie ogromną gratką dla fanów, niemniej jednak, dla osób które nie znają twórczości Eda, będzie to dobra motywacja by się z nim zaznajomić nie tyle od strony muzycznej, co tej bardziej ludzkiej. Na pewno nie będzie to stracony czas. Polecam.

Bez kategorii

Episode #49 : ” So close no matter how far” czyli słów kilka o Metallice.

phpThumb_generated_thumbnailjpg

Tytuł: Metallica. Bez przebaczenia.

Autor: Joel McIver

Wydawnictwo: InRock.

Wielu z nas choć raz w życiu miało przyjemność tudzież zostało zmuszonych przez znajomych, rodzeństwo, kuzynów, rodzinę do przesłuchania choć jednego utworu „Metallici”.  Zapewne wielu z was, tak jak ja, zaczynało swoją przygodę z graniem na gitarze właśnie od tego zespołu. Pamiętam, że pierwszym utworem, który wpadł mi w ręce był „Enter Sandman” a potem „Nothing else matters”. Mój nauczyciel stwierdził, że powinnam zacząć właśnie od tych dwóch utworów, bo dzięki nim, łatwiej mi będzie się potem uczyć klasyków w podobnym klimacie. Nie podzielałam tego zdania i do dzisiaj go nie podzielam, ale do dziś potrafię zagrać „Nothing else matters” na klasycznej gitarze i całkiem nieźle mi to wychodzi. Jednak nie o tym chciałam dzisiaj opowiedzieć.

Książka, z którą dzisiaj do Was przychodzę, wzbudziła we mnie bardzo pozytywne odczucia. Choć nie jestem i nigdy nie byłam wielką fanką Metallici, to książka „Metallica. Bez Przebaczenia” sprawiła, że spojrzałam na zespół nieco bardziej przychylnym okiem. Joel McIver pokazuje nam świat muzyki metalowej, który wcale nie jest taki wspaniały, jak wielu się może wydawać. Pokazuje nam muzyków, którzy zmienili oblicze ciężkiego rocka i którzy po dziś dzień są niekwestionowanymi mistrzami w swoim gatunku. Gitarowi wirtuozi, którzy inspirują kolejne pokolenia młodych muzyków. Ale, jakie były ich początki? Trudne. Zmagali się nie tylko z wytwórniami, ale i ze słabościami oraz fanami, którzy, jak to w wielu przypadkach bywa, są bardzo natrętni i doprowadzają muzyków do szału. Każdy rozdział opisuje inny etap rozwoju zespołu zarówno muzycznie jak i personalnie. Mocna krytyka i wytykanie błędów, sprawiło, że czytając tę książkę, zastanawiałam się, jakby wyglądała Metallica dzisiaj, gdyby nie podjęli tak wielu sprzecznych decyzji. Mocna lektura, która powinna zadowolić wielu fanów zespołu, ale i też tych, którzy nie za bardzo lubią ten typ muzyki ale gustują w dobrze napisanych biografiach. Bo tym właśnie jest tak książka. Genialną opowieścią, prawdziwą, ostrą i zmienna, tak jak muzyka, którą tworzą James Hetfield, Lars Urlich, Kirk Hammett i Robert Trujillo. Można ją nazwać esencją życia zamkniętą w ostrym, metalowym brzmieniu. Polecam też przy lekturze przesłuchanie albumów zespołu. Daje to niesamowity efekt.

 

P.S. A jeśli jakimś cudem nie macie pojęcia o jakich utworach wspominam w notce, poniżej daję linki do przesłuchania 🙂

Rockowej niedzieli,

Meg

 

Bez kategorii

Episode #48. „Ciemność Płonie” czyli jak Jakub Ćwiek „straszy”katowickim dworcem…

ciemnoscplonie_front_1000px

Tytuł: „Ciemność Płonie”

Autor: Jakub Ćwiek.

Wydawnictwo: Sine Qua Non

” Dworzec to jedyne bezpieczne miejsce. Ciemność tu nie zagląda. Na razie…”

Katowice Główny to miejsce przez które przewija się tysiące ludzi. A wśród nich są i oni. Bezdomni. Niegdyś mieli rodziny, przyjaciół, pracę. Wiedli normalne życie. Teraz mają tylko siebie i stare, śmierdzące dworcowe hale. Wybrała ich Ciemność… Zapłonęła i nigdy nie zgasła.

Natalia jest studentką kulturoznawstwa. W podzięce za pomoc, oddaje pewnemu starszemu mężczyźnie znalezioną w portfelu monetę. Nieświadomie bierze tym samym na siebie cudze przekleństwo. Już wkrótce i dla niej zapłonie Ciemność, zamieniając jej życie w horror. Ratunku może szukać tylko wśród podobnych sobie… Dworzec Katowice czeka…

Niesamowita, wciągająca, mroczna opowieść, która porywa, konsumuje i daje do myślenia. A jak dodamy do tego wizję starego, katowickiego dworca, którego mroczne zakamarki budziły grozę wśród osób, które go odwiedzały, mamy przepis na doskonałą powieść grozy.

Mimo, że cała historia kręci się w okół Natki, to nie można nie zauważyć też wachlarza osobowości, jakie poznajemy. Literat, Tadeusz, Albert czy Iza tworzą niezwykłą  mozaikę charakterów. Co jeszcze jest bardzo ciekawe, to fakt, że autor zastosował w swojej powieści autentyczną, śląską gwarę, która dla wielu może stanowić dość spory problem. Według mnie, nadaje ona realizmu całej opowieści, co sprawia, że jeszcze intensywniej ciarki biegną po plecach podczas czytania.

Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że autor inspiruje się nie tylko prawdziwymi zdarzeniami, miejskimi legendami czy lokalną gwarą, ale i innymi twórcami tak zwanych „dreszczowców”. Muszę przyznać, że byłam bardzo pozytywnie zaskoczona tą książką i z czystym sumieniem mogę ją polecić każdemu, kto nie boi się sięgnąć po książkę, opartą na prawdziwym obrazie dworca ( który już, niestety,nie istnieje).

Dla fanów Jakuba Ćwieka, będzie to ciekawa odskocznia od tego, do czego autor nas przyzwyczaił w swoich książkach. Niemniej jednak gratuluję, panie Ćwiek. Czekam na kolejną książkę w podobnym klimacie!

Pozdrawiam,

 

Meg.

 

Bez kategorii

Episode #47: Miłość w idealnym świecie prosto z rajskiej wyspy, czyli jak klon pokochał człowieka w powieści „Beta” Rachel Cohn

51ZvWM-9k0L._SY344_BO1,204,203,200_

Tytuł : „Beta”

Autor: Rachel Cohn

Wydawnictwo: Czarna Owca

Liczba stron: 316.

Szesnastoletnia Elizja jest klonem, stworzonym by służyć najbogatszym mieszkańcom rajskiej wyspy Dominium. Wmówiono jej, że nie posiada żadnych emocji ani nawet duszy. Kiedy na jej drodze pojawia się młody, czarujący chłopak, Tahir, niespodziewanie coś zaczyna się dziać w jej umyśle, czego ona nie do końca rozumie. Jednak gdy inni dowiadują się o tym, że potrafi kochać, rozdzielają ją z jej ukochanym, co sprawia, że Elizja zaczyna walczyć o siebie i swoje uczucie.

Gdy zaczęłam czytać tę książkę, pierwszym moim skojarzeniem, jakie wpadło mi do głowy był film „Wyspa” Michaela Baya z Ewanem McGregorem i Scarlett Johansson. Tyle, że w filmie bogaci ludzie używali klonów do wymieniania organów lub jako surogatki, a potem się ich pozbywali. Tutaj klony służą ludziom. Trochę jak roboty, bez uczuć i bez woli.

Nie mogłam się też nie oprzeć wrażeniu, że kolejnym filmem, jaki zainspirował autorkę był fim „A.I.: Sztuczna Inteligencja”. Motyw kochającego klona, który odkrywa swoje uczucia… Brzmi znajomo.

Jednak historia sama w sobie była porywająca, czasem okrutna, ale trzymała mnie w napięciu do ostatniej strony. Muszę przyznać, że zakończenie szczególnie mnie nie zaskoczyło. Co więcej, gdzieś w połowie książki wiedziałam, jak się skończy, co trochę mnie  zaskoczyło, gdyż miałam nadzieję na coś bardziej spektakularnego.

Sam pomysł jest niezwykle ciekawy i dobrze zrealizowany, dlatego mogę z czystym sumieniem polecić tę książkę wszystkim tym,którzy lubią literaturę science-fiction a nawet dystopijną, gdyż czytając „Betę” odnalazłam też wiele elementów tego gatunku. Znajdziecie tu nie tylko piękne opisy rajskiej wyspy ale też wiele ciekawych postaci, które pokochacie i z którymi będziecie chcieli kontynuować podróż. Jestem bardzo ciekawa jak dalej rozwinie się ta historia i z niecierpliwością czekam na drugą część, która ma się ukazać już w przyszłym roku!

Zaczytanego czwartku!

 

Pozdrawiam,

 

Meg.