Film

Episode 7: Finał „Fast&Furious”

wallpaper_4

Witajcie moi drodzy!

Na wstępie, chciałam Was serdecznie przeprosić za te zastoje na blogu, ale niestety, realny świat pochłania mnie tak bardzo, że nawet nie mam kiedy usiąść i coś dla Was naskrobać. Ale nie bójcie się, to się zmieni!

Jak możecie się domyślić z tytułu notki, dzisiejszy wpis poświęcony będzie w całości filmowi „Fast and Furious 7”

Zacznę może od tego, że w pierwszy weekend jego wyświetlania w Polsce, film obejrzało około 14 mln (sic!) ludzi. Chcąc się dostać na seans, trzeba było mieć niebywałe szczęście, gdyż wszystkie bilety zostały wykupione. Dlaczego tak się stało? Odpowiedź wydaje się być prosta: wszystko napędziła nagła śmierć młodego Amerykańskiego aktora, Paula Walkera, który grał w tym filmie jednego z głównych bohaterów. Szkoda chłopaka, naprawdę. Zginął tak, jak żył – szybko. Co mnie osobiście najbardziej razi to fakt, że gdyby nie jego śmierć, na film poszłaby jedynie garstka fanów, którzy chodzą na te filmy z sentymentu lub po prostu je lubią. Tak, jak ja. Ale śmierć Paula sprawiła, że wszyscy nagle chcieli zobaczyć jego ostatni film… To smutne, że z takiej tragedii, robi się maszynę marketingową, ale to chyba już norma w dzisiejszym świecie.

Przejdźmy może jednak do sedna sprawy, czyli do filmu. Był zachowany klimat wcześniejszych części. Muzyka była fajna, trochę mniej gołych dziewczyn i szybkich fur, ale klimat pozostał. Historia opowiedziana była w sposób wartki i dość ciekawy, jeśli spojrzymy całościowo na ten twór. Tyle jeśli chodzi o plusy. Co do minusów to przez cały film miałam wrażenie, że ktoś chyba stanowczo przesadził z tą „nieśmiertelnością” bohaterów. Nawet najlepsze zabezpieczenia nie są w stanie ochronić kogoś przed upadkiem z klifu… Poza tym, ja rozumiem, że to tylko film i że miało być dużo akcji i tak dalej, ale niektóre triki były tak przesadzone, że aż zabawne. Dłużące się sceny walk i pościgów sprawiały, że miałam ochotę uciąć sobie drzemkę, choć nie powiem, niektóre trzymały mnie w napięciu i miałam minę świadczącą o tym, że jestem w szoku. Pierwszy raz widziałam film, w którym Jason Statham po prostu upadł poniżej poziomu swoich możliwości. Uwielbiam tego aktora, a w tym filmie był po prostu sztuczny. Tak samo, jak Vin Diesel, którego uwielbiam za m.in Riddicka. W tym filmie nie popisał się umiejętnościami ani trochę. Dialogi były kiepskie, prowadzony wątek rodziny do dupy, a już nie wspomnę o tak zwanym „cat fight” między Letty a jakąś laską, która robiła za ochronę w Abu Zabi… To już przekroczyło wszelkie granice absurdu, no ale nieistotne. Kolejnym zabawnym elementem tego filmu był Dwayne Johnson. Jak kocham gościa za to, co robi poza filmami, to tutaj po prostu uśmiałam się jak nigdy. Nie wiem, czy twórcy chcieli koniecznie zrobić z niego jakiego współczesnego Herkulesa czy cokolwiek, ale wyszło im to gorzej niż źle, więc następnym razem, radzę się skupić na innych aspektach filmu niż na gościu, który przeżył upadek z dwudziestego piętra tylko ze złamaną ręką w kilku miejscach, idzie ratować świat, bo ojej, coś się dzieje i nie ma kto pomóc, to on musi wkroczyć…Serio, Universal? Ja tego nie kupuję. Trochę jestem na to za stara.

Podsumowując , jeśli lubicie kino akcji z szybkimi furami w tle, polecam, Jeśli jesteście fanami „Szybkich i wściekłych” idźcie zobaczyć ten film, bo na pewno się nie zawiedziecie. Poza tym to dno i trzy metry mułu, Niestety.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s